|
Komentarze i pytania
merytoryczne do redaktora: Małgorzata Bonikowska webedytor@gazetagazeta.com
techniczne do webmastera: Tomek Kniat webmaster@gazetagazeta.com
|
| Poszukaj: |
|
|
 |
 |
Finanse
Inwestycja na niepewne czasy
Paweł Wójcicki
Feb 26, 2010 |
> Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem |
|
Na rynku inwestycyjnym dzieje się coraz więcej ciekawych rzeczy. Po okresie ostatnich dwóch lat, kiedy to zarówno inwestorzy, jak i finansowi menedżerowie praktycznie zaprzestali jakiejkolwiek aktywności, ostanie miesiące przynoszą co najmniej kilka bardzo atrakcyjnych inwestycyjnych ofert.
|
Jedną z takich firm, na które warto zwrócić uwagę jest Centurion REIT. Istniejąca od kilku lat firma zajmująca się inwestowaniem w budynki apartamentowe oferuje inwestorom wyjątkowo atrakcyjne dywidendy wysokości 8 procent, a do tego szanse udziału w tym atrakcyjnym sektorze. Do tego jest dodatkowa szansa na wzrost wartości zainwestowanej kwoty.
O rozmowę na temat sytuacji rynkowej i swojej firmy poprosiliśmy jej szefa Grega Rotmunda.
Gazeta: Ostatnie dwa lata to z całą pewnością dość trudny okres dla inwestorów. Po okresie giełdowej hossy przyszło gwałtowne załamanie, recesja, a następnie czas, w którym mimo iż giełda "szła do góry", tylko wybrane inwestycje przyniosły zyski. Zanim przejdziemy do rozmowy na temat Centurion REIT, jakie jest pana generalne podejście do inwestowania w obecnym okresie?
Greg Romundt: Jeśli rozmawiamy o inwestycjach w ostatnim okresie, to warto przyjrzeć się dokładnie co wydarzyło się w okresie ostatnich 12-24 miesięcy. Większość rynków finansowych przeżywała dość trudny okres, może z wyjątkiem obligacji rządowych. Ale nawet w najtrudniejszych czasach, na rynkach inwestycyjnych istnieją wyjątki. Dla mnie takim wyjątkiem z całą pewnością jest sytuacja w sektorze nieruchomości, a zwłaszcza budynków apartamentowych. Ten sektor w okresie, o którym mówimy, zanotował dość pozytywne wyniki. Co prawda widać było różnice pomiędzy poszczególnymi prowincjami, jednak generalnie rzecz biorąc, rynek budynków apartamentowych poradził sobie w okresie ostatnich dwóch lat bardzo dobrze.
Gazeta: Jakie są według Pana przyczyny takiego właśnie stanu rzeczy?
Greg Romundt: Na pewno jednym z powodów jest fakt, że budynki apartamentowe należą do tej kategorii, którą określamy mianem podstawowych potrzeb. To znaczy, że niezależnie od tego, co dzieje się w gospodarce, ludzie w dalszym ciągu muszą gdzieś mieszkać. Budynki apartamentowe reprezentują tę część ogólnego rynku nieruchomości, w którym wynajmujący mieszkania będą w stanie ponosić opłaty związane z zamieszkaniem, nawet w trudniejszej sytuacji ekonomicznej. To ci, którzy nie planują wynajmu kondominiów za 3 tysiące dolarów miesięcznie, a raczej przygotowani są na kwoty czasem nie przekraczające 900 dolarów miesięcznie. I często jest to wynikiem ich osobistej sytuacji finansowej. Ale ci właśnie klienci będą wynajmować nawet wtedy kiedy gospodarka ma poważne trudności. To trochę tak jak z żywnością. Sieci supermarketów nie przestają istnieć w recesji, tylko sprzedają więcej towarów tańszych, bardziej dostępnych.
Gazeta: Czy dotyczy to wszystkich sektorów rynku nieruchomości?
Greg Romundt: Nasz sektor tzn. apartamenty jest dość wyjątkowy. Recesja przeszła prawie niezauważalnie. W innych sektorach było zupełnie inaczej. Na przykład hotele recesję i załamanie ekonomiczne odczuły dość mocno. Ludzie ograniczyli podróże, a jeżeli już podróżowali to wydawali znacznie mniej na hotele. Poza tym wszelkiego rodzaju zachęty do podróżowania w postaci obniżek cen zdecydowanie odbiły się na finansowej kondycji hoteli, podobnie firmy zajmujące się wynajmowaniem pomieszczeń biurowych, czy też sklepów przeżywały bardzo trudny rok. I nawet w sytuacji kiedy w Kanadzie mieliśmy do czynienia ze znacznie łagodniejszą formą recesji, to właśnie rynek budynków apartamentowych zachowywał się tutaj zdecydowanie najlepiej.
Gazeta: To bardzo ciekawa informacja, a jednak dla wielu inwestorów, którzy patrzą na budynki apartamentowe, inwestycja ta nie wydaje się interesująca jako budynek, ale z punktu widzenia inwestycji finansowej jest to oferta wyjątkowo atrakcyjna. Dlaczego tak się dzieje?
Greg Romundt: Tak, zgadzam się z tym. W naszej firmie mamy powiedzenie, że budynki apartamentowe być może nie są domem dla inwestora, ale są domem dla jego pieniędzy. I tak właśnie staramy się myśleć w naszej firmie. Bo w budynkach apartamentowych być może nie ma niczego na pierwszy rzut oka atrakcyjnego, ale jednak to właśnie tego rodzaju inwestycja przynosi regularny dochód w postaci dywidend, a dodatkowo stwarza szansę na wzrost wartości samej inwestycji. Zdajemy sobie sprawę, że większość inwestorów w naszej firmie być może nigdy nie będzie mieszkać z budynku apartamentowym, ale wiemy też, że przez cały czas kiedy inwestują z nami pieniądze będą otrzymywać regularny dochód, którego wysokość jest wyjątkowo atrakcyjna jeśli weźmiemy pod uwagę najniższy w historii poziom stóp procentowych.
Gazeta: Każdego inwestora interesuje również stabilność sektora, w który inwestuje. Wiadomo przecież, że budynków apartamentowych praktycznie już się nie buduje - wszystko zastąpiły kondominia. Jak zatem przedstawia się przyszłość przed firmami takimi jak Centurion za 5 czy nawet 10 lat?
Greg Romundt: Myślę, a właściwie jestem przekonany, że sytuacja, z którą mamy do czynienia, będzie działała na korzyść i to bardzo znaczną naszego sektora. Mamy bowiem do czynienia ze wzrostem populacji Kanady, a jednocześnie brak jest nowych budynków apartamentowych. Deweloperzy wolą bowiem sprzedać kondominium, aniżeli wynajmować apartament. To oznacza, że nowych budynków nie przybywa, co wcale nie oznacza, że zapotrzebowanie na mieszkania, których cena wynajmu nie jest wygórowana, przestaje istnieć. Tak więc jestem spokojny o naszą przyszłość nie tylko przez 5 czy 10 lat, ale znacznie dłużej. I jedyne co może się zmienić, to to iż będzie on jeszcze bardziej atrakcyjny dla inwestorów, bo inwestycje to przecież popyt i podaż. Popyt w dalszym ciągu będzie wysoki, ale podaż będzie na tym samy poziomie lub nawet się zmniejszy.
Gazeta: W przeszłości pracował Pan w wielkich firmach inwestycyjnych, niejednokrotnie mając do czynienia z niezwykle szybkim obrotem instrumentami finansowymi. Co spowodowało zmianę i zajęcie się tym co wydaje się całkowicie odmiennym i powolniejszym rodzajem rynku inwestycyjnego?
Greg Romundt: Dla mnie nie jest to aż taka zmiana. Cały czas pracując na giełdach, inwestowałem w nieruchomości. Wiele się na to złożyło. Po pierwsze podobała mi się stabilność rynku nieruchomości, poza tym chciałem zbudować coś trwałego. Kiedy pracowałem na giełdzie, to mówiono o nas, że jesteśmy tak dobrzy jak ostatnia transakcja, której dokonaliśmy. Inwestycje w nieruchomościach to coś zupełnie innego. Trwałego i dotykalnego. Dlatego wiem, że jeśli przeprowadzę udaną transakcję, to jej korzyści będą trwały przez lata. Poza tym inwestycja w nieruchomości to jedyna w moim przekonaniu, w której jako inwestor mogę mieć bezpośredni wpływ na wartość mojego portfela inwestycyjnego.
Gazeta: Proszę to dokładniej wytłumaczyć.
Greg Romundt: Jeśli kupię akcje na giełdzie, to jako inwestor nie mam żadnego wpływu na ich wartość. Ani teraz, ani w przyszłości. Jeśli kupię inwestycję taką jak budynek apartamentowy, i jeśli kupię ją dobrze (to znaczy za atrakcyjną cenę) i jeśli będę dobrze nią zarządzał, tak jeśli chodzi o lokatorów, jak i o wartość samej nieruchomości, to mam bezpośredni wpływ na wartość rynkową mojej inwestycji.
Gazeta: Czy może Pan dać przykład takich udanych inwestycji?
Greg Romundt: Dokonaliśmy wielu transakcji, a kilka z nich jest na prawdę bardzo interesujących. Na przykład jeden z budynków kupiliśmy za 2,1 miliona. Nie był w najlepszym stanie, a do tego dość kiepsko zarządzany. No i co najgorsze, miał nienajlepszych lokatorów. Poprzedni właściciel chciał oszczędzić 8 dolarów na każdym lokatorze unikając sprawdzania historii kredytowej. Zmieniliśmy to natychmiast, do tego przeprowadziliśmy konieczne renowacje za około 300 tysięcy dolarów. A efekt był taki, że po 4 miesiącach ten sam budynek został wyceniony na 3,2 miliona dolarów, a obecnie wart jest ponad 4 miliony. To niemal podwojenie naszych inwestycji w dość krótkim okresie.
Gazeta: Czy jest coś, czego obawia się Pan jako inwestor? Nie ma przecież inwestycji doskonałych.
Greg Romundt: Według mnie w naszym biznesie największym ryzykiem jest ryzyko zmiany regulacji prawnych. Ponieważ cały czas jesteśmy w tej grupie podstawowych potrzeb, no i jak wiadomo, właścicieli budynków jest znacznie mniej aniżeli lokatorów (czytaj potencjalnych głosów w wyborach), a więc istnieje obawa, że politycy w trosce o głosy będą starali się ingerować w nasz sektor.
Gazeta: A sytuacja na rynku pracy?
Greg Romundt: Tego obawiam się znacznie mniej. W czasie ostatniej recesji liczba wolnych mieszkań w naszych budynkach wahała się na poziomie 3 procent. Co stanowi normę. Nie jest to więc poważny problem.
Gazeta: Co w najbliższej przyszłości przed Centurionem?
Greg Romundt: Cały czas rozglądamy się za atrakcyjnymi budynkami apartamentowymi. Jednocześnie inwestycje w naszej firmie otwarte są dla tych wszystkich, którzy chcą inwestować w budynki, ale nie są w stanie dokonać tak wielkich transakcji. Inwestując w naszej firmie kwoty znacznie mniejsze, są w stanie taki cel inwestycyjny spełnić, a jednocześnie zapewnić sobie dywidendy, których traktowanie z punktu widzenia podatkowego jest wyjątkowo atrakcyjne.
Gazeta: Dziękuję za rozmowę.
© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.
Powrót na początek strony
|
|
 |
|