Dziennik Polonii w Kanadzie      
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



Komentarze, opinie

Gdzie się kończy tolerancja?
Witold Liliental
Feb 26, 2010
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Przemyślane pod prysznicem


Kto pamięta popularny niegdyś serial polski "Daleko od szosy"? Główny bohater, Leszek, zakochany w Ani, zatrudniony był jako kierowca autobusu. Jest tam scena, w której pasażerowie niecierpliwie, ale spokojnie czekają, aż pan kierowca zechce ich dalej podwieźć, gdy on w tym czasie, w najlepsze zajmuje się swoimi prywatnymi sprawami. Sekwencja ta, przemycona w serialu i niewycięta przez cenzurę, pokazywała absurdy naszej ówczesnej rzeczywistości. Słyszałem komentarze: "Na zachodzie coś takiego byłoby nie do pomyślenia!" Święta racja. Coś takiego było całkiem nie do pomyślenia.

W tamtych czasach. W ubiegłym tygodniu przeczytałem, że kierowca autobusu miejskiego w Londynie, bez podania przyczyny, zatrzymał się. Wyszedł z szoferki na chodnik, rozwinął mały dywanik, ukląkł skierowany w stronę Mekki, odmówił swoje modlitwy, po czym spokojnie zwinął dywanik, wsiadł do szoferki, włączył stacyjkę i pojechał dalej. Wielu pasażerów spóźniło się, a trzeba wiedzieć, że większość londyńczyków pozostawia samochody na stacjach podmiejskiego metra i po mieście porusza się autobusami. Nie wiem, jakie były realne straty spowodowane pobożnością kierowcy, ale pasażerowie złożyli skargę do zarządu komunikacji londyńskiej, która… przeprosiła za incydent. Kierowcy, o ile wiem, nie spotkała żadna reprymenda, natomiast miasto ogłosiło, że w bazach autobusowych zostały wydzielone pomieszczenia dla pracowników czujących potrzebę modlenia się. Nie doczytałem się, czy w godzinach pracy, czy po służbie.

Zacząłem się zastanawiać, gdzie leży granica tolerancji religijnej. Po II wojnie światowej, wraz z wyzwoleniem wielu narodów spod jarzma kolonializmu, zaczęła się masowa emigracja z tych krajów do Europy. Z początku, z Afryki i Indii oraz Pakistanu do Anglii, później z krajów północnoafrykańskich do Francji. Jak w większości pierwszych większych emigracji, podobnie jak w starej fali emigracji polskiej do Ameryki, przybysze w większości, byli biedni, prości, gorzej wykształceni. Niechętnie przyjmowani przez tamtejszą ludność z powodu swojej inności, gromadzili się blisko siebie wzajemnie, tworząc enklawy, można by rzec, getta, nierzadko niebezpieczne obszary slumsów. Biedota sama w sobie może być kryminogenna, jak w tzw. "inner cities" w Ameryce, a i nieuchronnie prowadzi do radykalizacji ideologicznej. Radykalizacja jest przeważnie reakcją na ucisk. Iran pod rządami szacha Rezy Pahlavi był krajem nowoczesnym, prozachodnim, ale też sterroryzowanym przez tajną policję Savvak. Dziś zapewne wiele osób potajemnie tęskni do tamtego ucisku, mając nad sobą rządy ajatollachów. Islamski radykalizm religijny rozprzestrzenił się. Reakcją na ucisk sowieckich okupantów w Afganistanie było powstanie Talibów i wprowadzenie ich drakońskich przepisów religijnych. Podobne reżymy trzymają krótko swoich poddanych w szeregu innych krajów islamskich. A grożąc wszędzie terrorem i stosując go, gdzie tylko im się uda, sieją postrach wśród narodów świata, zwłaszcza narodów związanych z cywilizacją zachodnią.

Radykałowie głoszą "wyzwolenie" spod ucisku Ameryki i jej zachodnich sojuszników. Takie hasła są podchwytywane łatwo wśród biedoty i nieakceptowanych. Zaczynają oni czuć siłę i wychodzą z coraz większymi żądaniami tolerancji wobec siebie.

Jak już do znudzenia powtarzam w wielu swoich felietonach, jestem zawsze za pełną tolerancją rasową, kulturową i religijną i szanuję wszystkich. Czy znaczy to, że powinienem usprawiedliwiać kierowcę londyńskiego autobusu? Tolerancja znaczy, że każdy sobie wierzy, jak chce, ubiera się, jak chce (z wyjątkiem mundurów oficjalnych formacji, gdzie powinna obowiązywać całkowita jednolitość) i nie narzuca innym swoich praktyk. Oczywiście, ktoś powie, że przecież kierowca z Londynu nie kazał nikomu z pasażerów modlić się z nim. Przez narzucanie ja rozumiem również wykonywanie swoich praktyk religijnych tak, że zakłócają one normalny tok życia innych. I tu, moim zdaniem, tolerancja kończy się. Wiem, że są miliony spokojnych i praworządnych muzułmanów na świecie, którzy nie wtrącają się do życia ludzi z innych kręgów kulturowych, nie narzucają niczego, nie praktykują swojej religii w sposób zakłócający życia otoczenia. Moje uwagi tyczą się tylko radykalnego i groźnego odłamu, któremu udało się zmusić świat zachodni do zbyt wielu ustępstw, żeby nie powiedziano, że jest nietolerancyjny. I tak, kobiety islamskie mają na zachodzie prawo chodzenia w chustach i w burkach (z wyjątkiem Francji), ale kobiety zachodnie NIE mają prawa ubierać się, jak chcą, jeśli przyjadą do Iranu, czy niektórych innych państw. Tolerancja powinna być obustronna.

Jeśli ktoś czuje potrzebę wykonywania praktyk religijnych w godzinach pracy, powinien być przyjęty tylko do takiej firmy, gdzie to nie przeszkadza ani pracodawcy, ani klientom i nie zakłóca toku normalnej działalności. Ten kierowca bardzo dobrze wiedział, że naraża ludzi na spóźnienie, ale demonstracyjnie pokazał, że jest świętą krową.

W każdej religii i w każdym kraju znajdują się radykałowie, oczywiście nie zawsze tak groźni, jak ci, którzy prowadzą dżihad na skalę światową. Polska też nie jest tu wyjątkiem. Ja zawsze hołdowałem zasadzie, że oddać Bogu, co boskie, a cesarzowi, co cesarskie. Dlatego nie uznaję wprowadzania praktyk jakiejkolwiek religii do procedur będących domeną funkcjonowania państwa. Chodzi, rzecz jasna, o praktyki zewnętrzne, o podporządkowywanie się obowiązkowi pewnych rytuałów, a nie o etykę i moralność. Natomiast praktyki zewnętrzne powinny pozostać całkowicie swobodnym wyborem każdego obywatela.

Ludność islamska rośnie w liczbach w Europie zachodniej. W Belgii co czwarty nowonarodzony chłopiec otrzymuje imię Mohammed. Niektórzy przewidują, że przy obecnym trendzie demograficznym, za niecałe dwadzieścia lat, mała Belgia będzie krajem w przeważającej mierze muzułmańskim. A to będzie oznaczało zanik wielowiekowych tradycji i charakteru tego kraju. Ale bądźmy sprawiedliwi. Czy jednak to samo nie zdarzyło się kilka wieków temu w Europie, kiedy Zakon Krzyżacki całkowicie zmienił wielowiekowe tradycje i obyczaje Prusów i nie tylko? Czy po przyjęciu chrztu przez Mieszka I, chrześcijaństwo przyjęło się w Polsce z dnia na dzień, bez oporu ówczesnych Lechitów, czy też wymagało z początku różnych, nawet okrutnych środków przymusu? Czy wreszcie konkwistadorzy nie zmienili bezpowrotnie życia narodów Ameryki? Być może pewnych dziejowych sił nie da się odwrócić. Nie będę bawił się w proroctwa. Z pewnością nie chcę podlegać prawom szarijatu. Tolerancja powinna się kończyć tam, gdzie komukolwiek narzuca się jakiekolwiek praktyki, lub uzależnia życie innych od praktyk własnych.


© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

Komentarze, opinie
Gafy i inne wpadki
Kontrasty i konwersacje w Kalifornii
Rozmowy Polskiej Agencji Prasowej
Warto poznać swoje miasto
Rocznice, wspomnienia, myśli
Cały rok w dwa dni
Czego Państwu życzę
Myśli przed Nowym Rokiem
Skojarzenia przedświąteczne
Grudniowe prawdy