Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 21 lipca, 2010
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

W naszej GAZECIE:

Current news
about Poland

ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
Katyń 2010
Powódź 2010
LISTY OD CZYTELNIKÓW
IMPREZY
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Jan Paweł II
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



LISTY OD CZYTELNIKÓW

Ludzie listy piszą (21)

Feb 25, 2010
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem



Kochani,

Przeczytałem ostatnio długi niezbyt w dodatku zajmujący tekst opublikowany w "Gazecie" autorstwa jakiegoś pana o nazwisku Jan Ostoja. Nie brzmiał on specjalnie fachowo i był w zasadzie takimi jakimiś refleksjami, teoriami, z którymi na pewno wiele osób, w tym ja, nie zgodziłoby się. Nie wiem, kim jest ten pan, ale napis na górze strony "Zdaniem czytelników" sugeruje, że jest to po prostu list jakiegoś czytelnika "Gazety". To usprawiedliwia jego raczej dyletanckie rozważania i argumenty. Nie sądzę, abym w ogóle zabierał się do komentowania tego listu (w którym w druku był jakiś męczący drukarski błąd - wszystkie litery "ł" wyglądały jak płotki!), gdyby nie pewna informacja, jaką otrzymałem od mojego kolegi z pracy. Obaj jesteśmy od lat wiernymi czytelnikami Waszej "Gazety" i może dlatego ktoś, wiedząc o tym, napisał do niego e-mail, że w tygodniku "Goniec" był jakiś plugawy list na temat dziennikarzy "Gazety". Wszedłem, zobaczyłem i z wielkim zdziwieniem zobaczyłem, że podpisany pod nim jest tenże sam Jan Ostoja. Było to dla mnie wielkie zaskoczenie. Pomyślałem sobie jak można składać własny tekst do druku w gazecie, której redakcję się potem odsądza od czci i wiary. I to tak nieładnie, sugerując, że owi dziennikarze są głupi, pisząc o nich w sposób kpiący i lekceważący. I, co naprawdę już niezrozumiałe, nie im samym w twarz, czyli nie na łamach tejże gazety, ale innej, z którą ta pierwsza wyraźnie się nie lubi i nie zgadza. Przykre, że pan Ostoja, któremu "Gazeta" użyczyła całą stronę, nie miał na tyle kultury i taktu, aby skierować swój list do Państwa - myślę, że zostałby opublikowany.

Jak długo jeszcze szacunek dla innych ludzi będzie nazywany przez różnych nawiedzonych "poprawnością polityczną"? Jedno z drugim ma niewiele wspólnego. O tym pisali zaatakowani przez pana Ostoję felietoniści z "Gazety" nie raz i nie dwa. Oczywiście, czytający, sami pełni różnorakich uprzedzeń i operujący na poziomie stereotypów, nie rozumieją, że nie wolno ludzi obrażać, nawet jeżeli nas ktoś obraża. Jeśli nas obraża, to protestujmy, to upominajmy się o swoje, ale nie odpowiadajmy tą samą bronią.

Czasami wydaje mi się, że nie ma sensu, aby pewni ludzie czytali pewnych tekstów, bo i tak nie rozumieją ich przesłania, a tylko dopisują własne negatywne interpretacje. I zamiast dyskusji merytorycznej potrafią tylko obrażać i to w dodatku jakby za plecami, a nie prosto w twarz.

Pozdrawiam z wyrazami nieustającego szacunku
Krzysztof Kowal

Szanowny Panie,

Nie czytuję wspomnianego przez Pana tygodnika. Tym razem jednak sięgnęłam do wersji internetowej i przeczytałam. No cóż, smutne, że ludzie nie mają na tyle - czego? no właśnie... - żeby swoje uwagi zgłaszać do źródła. Oczywiście, że opublikowalibyśmy ten list.

Nie czuję się żadnym guru - pan Ostoja i inni wcale nie muszą czytać moich tekstów, tak jak ja nie czytam innych autorów w innych publikacjach prasowych, bo po co, skoro i tak mogę łatwo zgadnąć co na ten czy inny temat powiedzą. Nie zgodzę się tylko z jednym - mogę nie mieć racji, ale nieskromnie powiem, że głupia nie jestem, jak pisze pan Ostoja "Małgośka, głupia ty"...

Co do krytykowania swoich, przecież pan Ostoja w swoim tekście drukowanym w "Gazecie" sam nawołuje (tyle że innych, a nie swoich - sic!), aby samemu robić u siebie porządki. Właśnie, my mamy sporo porządków do zrobienia u siebie. A czy to znaczy, że jestem antypolska? Toż to bzdura. Dziecko własne, ukochane bardzo, trzeba skrytykować tam gdzie trzeba, bo inaczej to głupia i ślepa miłość.

Tematy, które pan Ostoja z nieznanego mi bliżej powodu nazywa "syjonistycznymi", czyli, jak rozumiem, sprawy żydowskie, są mi bliskie, mimo "braku pochodzenia", w aspekcie normalnego dialogu, porozumienia i rozmowy cywilizowanych ludzi. Uważam, że warto o nich mówić, ale TYLKO z pozycji wzajemnego szacunku, a nie uprzedzeń. W mojej działalności spotkałam wielu wspaniałych Żydów, którzy bronią dobrego imienia Polski i Polaków i opowiadają się za mądrym dialogiem. Na szczęście, są także liczni Polacy o takich postawach. Wtedy można o wszystkim rozmawiać, nawet o sprawach bardzo kontrowersyjnych.

To chyba wystarczy, bo można by długo, długo... jestem pewna, że w tym ostatnim fragmencie wypowiadam się także w imieniu kolegi redakcyjnego Witolda Lilientala, który także został przez pana Ostoję poszturchany.

A ze zbytnim upraszczaniem jakże skomplikowanej sfery ludzkich poglądów i ideologii, gdzie obecne są takie karkołomne logicznie uproszczenia jak "domaganie się tolerancji = lewicowość = popieranie PRL-u", nie warto chyba dyskutować.

Małgorzata P. Bonikowska

•••

Szanowni Państwo,

Przeczyłam ostatnio w "Gazecie" o operowanym poza Kanadą premierze Nowej Fundlandii i Labradoru, który, jak pisano, jest człowiekiem majętnym, który całą swoją pensję premiera przekazuje na cele charytatywne. To zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Jakoś nie wyobrażam sobie takiej sytuacji wśród naszych polskich polityków, którzy przecież też bywają dość albo bardzo majętni. A jeszcze do tego przerażenie mnie ogarnęło, kiedy wyczytałam, że wielu Europosłów specjalnie udaje, że bierze udział w posiedzeniach Sejmu, dopisując się na listę, czy są przez cały czas, czy tylko wpadają na moment, aby w ten sposób skasować jeszcze diety sejmowe. Mimo że ich zarobki dla normalnego przeciętnego Polaka to absolutne zawrotne sumy. Dlaczego my, Polacy, jesteśmy tacy pazerni i gotowi do manipulacji i przekrętów, żeby tylko się wzbogacić? Aż serce boli od tego.

Pozdrowienia z zachodu Kanady,
Iwona Burzyńska

Droga Pani,
Nie tylko my Polacy, ale faktycznie my też i to bardzo często. Wystarczy poczytać i popytać. To lata komuny, kiedy wszystko było załatwiane, kombinowane, nauczyły ludzi, żeby do swego celu szli pokrętną drogą. Niestety, tamten system zdemoralizował ludzi. A pazerność - może po latach ogólnego ubóstwa, teraz w Polsce wybuchło szczególnie zainteresowanie "kasą". To fakt, że powszechnie wszyscy się zgadzają, iż pieniądze mają ogromne znaczenie w naszej kochanej Ojczyźnie.

•••

Anna Czyszczoń powinna była zdobyć pierwsze miejsce w konkursie polskiej Eurowizji - tak uważamy my i wszyscy znani nam ludzie, którzy oglądali niedzielny koncert. Zwycięska piosenka "Legenda" to pomyłka jeżeli chodzi o szanse na konkursie w Oslo. Powinno się wybierać dobre utwory mające wymiar uniwersalny, nadające są na przebój puszczany w radio, a tamto to bardzo polskie i to w sposób nie do końca uzasadniony.

W tym roku głosowali i wybierali zwycięzcę widzowie-słuchacze. To duży błąd, bo przecież wtedy robi się to plebiscyt popularności, odzwierciedlający ile ktoś może zmobilizować ludzi, aby na niego głosowali. Do tego rodzaju konkursów jak międzynarodowa Eurowizja piosenkę i jej wykonawcę powinno wybierać jury złożone ze specjalistów. No, może jedną osobę do finału mogliby typować widzowie, żeby i oni mieli swoje słowo. Tak jak w Idolu.

Znający się na muzyce i rynku show biznesu specjalińci wiedzą dobrze, co może się sprzedać w Europie i tak powinni wybierać.

Nie dlatego wcale, że Anię znamy z Toronto z różnych jej występów, ale naprawdę uważamy, że była z zupełnie innej półki niż większość tamtych wykonawców. Na pewno przed nią wielkie sukcesu estradowe i fonograficzne.

Ale smutno nam i tak...

Gratulujemy i tak wysokiej lokaty.

Pozdrawiamy redakcję i dziękujemy za relacje o sprawie i zainteresowanie tym, co się wokoło nas dzieje.

Katarzyna Kępińska

Całkowicie się zgadzamy.

•••

Koszmarny błąd organizatorów igrzysk w Vancouverze

Tuż przed oficjalnym otwarciem XXI Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouverze, wydarzył się tragiczny wypadek na torze saneczkowym. Takich wypadków było w historii sportu już wiele i można byłoby przejść nad tym ostatnim dramatem również do porządku - a co nas w końcu to obchodzi? Skoro ktoś młody i nieuważny, to niech sobie ginie (tak zresztą wielu internautów rozumuje we wszystkich rozważaniach po wypadkach, w których giną rodacy na przydrożnych drzewach).

Analizując zdjęcie z wypadku, widać, że 21-letni Gruzin, Nodar Kumaritaszwili wyleciał z toru tuż nad poręczą ograniczającą saneczkową rynnę (przy prędkości około 140 km/h). Gdyby burta rynny była wyższa o pół metra, sportowiec miałby tylko nieprzyjemną przygodę i mógłby dożyć sędziwego wieku. Drugim, poważniejszym błędem, jest ustawienie podpór, na których roztrzaskał się ten młody człowiek. Jak można było dopuścić do realizacji i eksploatacji projekt, który zagraża życiu i kompromituje twórców oraz organizatorów igrzysk? I to w państwie będącym szczytem marzeń niejednego mieszkańca Ziemi, gdzie bezpieczeństwo socjalne i dbałość o życie są na najwyższym poziomie?

Jeśli projektantom zależało na estetycznych walorach i koniecznie chcieli mieć niżej poręcz oraz podpory i większy prześwit, aby podziwiano piękną kanadyjską przyrodę, to mogli zastosować przezroczyste tafle znane z hokejowych zawodów.

Zwykle mawia się - dobrze, wydarzyła się tragedia ("Titanic", katastrofa samolotu itp.), to zaraz konstruktorzy i projektanci dopracują szczegóły i świat wyda się lepszy, ale przecież nie musiało dojść do tego koszmaru, bowiem przeciętnie uzdolniony inżynier lub specjalista od spraw bezpieczeństwa, powinien natychmiast wychwycić ten błąd przed tragedią!

Identyczny błąd popełniono podczas budowy tunelu de l'Alma w Paryżu, w którym zginęła księżna Diana! Jej samochód wpadł na 13. międzyjezdniowy filar i gwałtownie się zatrzymał, co przy znacznej prędkości musiało skończyć się masakrą. A wystarczyło na podporach wzdłuż jezdni zamontować odbojnice, czyli odpowiednio wyprofilowane arkusze blach, które umożliwiłyby płynne wytracenie prędkości i energii kinetycznej. Twierdzę, że saneczkarz Nodar oraz księżna Diana przeżyliby swoje wypadki, gdyby podpory były chronione przez płozy bezpieczeństwa. Niestety, indolencja osób (nie)odpowiedzialnych za stan bezpieczeństwa olimpijskiego toru oraz tunelów jest porażająca! Kiedy umierała Diana, Nodar miał osiem lat i czy mógłby się spodziewać, że za 13 lat zginie w podobny sposób, bo francuskojęzyczni inżynierowie (w obu przypadkach) nie wykazali się inteligencją?

Po parogodzinnym śledztwie Międzynarodowa Federacja Saneczkarska (FIL) i kanadyjski koroner ogłosili, że śmierć gruzińskiego saneczkarza była spowodowana błędem sportowca, a nie wadliwym zabezpieczeniem toru. Skandal, po prostu skandal! I to w wykonaniu Kanadyjczyków miłujących rzetelność i fachowość.

Ale podobnie pokrętne oświadczenie wydała vancouverska policja po tragedii 14 października 2007 roku, kiedy to paralizatorem zabito Polaka Roberta Dziekańskiego. Gdyby nie amatorskie nagranie, nigdy byśmy nie poznali prawdy. Kłamstwom i mataczeniom nie było końca i słynna kanadyjska policja kompromitowała się na każdym etapie śledztwa.

Dzisiaj również możemy obejrzeć wypadek Gruzina i dokładnie widać, że zginął z powodu konstrukcyjnych niedoskonałości olimpijskiego obiektu. Niedopuszczalna jest sytuacja, w której jakikolwiek saneczkarz (zawodowiec lub amator, początkujący albo doświadczony) wypada z toru i ginie. Nawet gdyby tam jechał przypadkowy kibic, który dla żartu wdarł się do obiektu i jechał; nawet on nie powinien zginąć, bowiem nowoczesny tor saneczkowy w państwie o wysokich technicznych standardach, powinien mieć nadzwyczajny zapas bezpieczeństwa. Im bogatsze państwo, im życie jest tam cenione wyżej, tym współczynnik bezpieczeństwa powinien być wyższy, bowiem cena życia (liczona przez towarzystwa ubezpieczeniowe) jest znacznie wyższa, niż w krajach trzeciego świata, jak również w Polsce.

Kanada to nie Polska, zaś infantylne wyjaśnienia tak policji (sprawa Dziekańskiego), jak organizatorów (sprawa Kumaritaszwiliego), przypominają krętactwa znane nam z codziennych łgarstw polskich funkcjonariuszy i urzędników oraz lekarzy, którzy popełniają błędy i latami nikt nie może im tego udowodnić, choć wszyscy mają całkiem odmienne opinie.

Jednak w omawianym przypadku, każdy (z wyjątkiem niewidomego) może ocenić powód śmierci gruzińskiego młodzieńca, który otrzymał zaszczytne wyróżnienie w swojej ojczyźnie, pojechał ją reprezentować na drugim końcu świata, ufał wysokiemu poziomowi bezpieczeństwa w Kanadzie, czyli w państwie o doskonałej technicznej reputacji, i śmiertelnie się na tym zawiódł; mało tego - teraz organizatorzy po prostu kłamią!

Mam nadzieję, że w końcu Kanadyjczycy przyznają się do błędu i wypłacą ogromne odszkodowanie oraz przebudują swoje wszystkie zimowe tory w taki sposób, że już nigdy nie usłyszymy o tak kompromitującym ich wypadku. Ameryka Północna to kontynent, na którym zapadają dziwne wyroki - nie tylko milionowe, ale miliardowe odszkodowania (w dolarach), obszar, na którym można dostać odszkodowanie z powodu instrukcji zawierającej małą usterkę, gdzie można otrzymać zadośćuczynienie z takich powodów, które u nas, w światłej Polsce, byłyby uznane za całkiem kuriozalne - u nas sądy wyśmiałyby petenta albo zasądziły parę tysięcy złotych (np. przypadek polskiego robotnika, który po wypadku samochodowym w Wielkiej Brytanii otrzymał tam ponad 30 mln zł odszkodowania).

Mirosław Naleziński
Gdynia

© Copyright 2003 - 2010 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 


LISTY OD CZYTELNIKÓW
Z redakcyjnej skrzynki (25)
Z redakcyjnej poczty (22)
Z redakcyjnej skrzynki (16 i 19)
Z redakcyjnej skrzynki (13)
Z redakcyjnej skrzynki (10)
Z redakcyjnej skrzynki (7)
Z redakcyjnej skrzynki (1)
Ludzie listy piszą ... (75)
Ludzie listy piszą (72)
Listy do Redakcji (66)