Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 21 lipca, 2010
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

W naszej GAZECIE:

Current news
about Poland

ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
Katyń 2010
Powódź 2010
LISTY OD CZYTELNIKÓW
IMPREZY
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Jan Paweł II
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



Komentarze, opinie

Ora et labora
Witold Liliental
Feb 12, 2010
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Przemyślane pod prysznicem


Za moich czasów studenckich popularne było powiedzonko: ora et labora, a będziesz, jak zmora. A jednak wszyscy po skończeniu studiów poszli do pracy. Po to zresztą studiowali, by móc pracować w zawodzie przez siebie wybranym, chociaż wiem, że nie wszystkim to się w życiu udało. Dziś wielu z moich dawnych kolegów jest już na emeryturze. Ja w dalszym ciągu pracuję zawodowo i ani myślę o jakiejkolwiek zmianie tego statusu.

Kiedy moje myśli pod prysznicem wędrują wokół zagadnień pracy, wracają do mnie, jak echo, słowa dawno wypowiedziane i różne, wydawałoby się, nieistotne scenki sprzed wielu lat. Słowa i scenki niezwiązane ze sobą, z różnych epok, a jednak, po głębszym przemyśleniu, składające się w pewną logiczną całość, czyli obraz naszego stosunku do pracy. Scenka pierwsza. W fabryce, gdzie w latach sześćdziesiątych pracowałem po skończeniu studiów, któregoś dnia poczułem się chory i poszedłem do zakładowego lekarza. On spojrzał na moją książeczkę ubezpieczeniową i stwierdził, że… jestem dobrym pracownikiem. Zdziwiłem się, skąd on, lekarz mógł znać się na jakości mojej pracy. Okazało się, że kryterium oceny stanowiła znikomo mała liczba wpisów o zwolnieniu lekarskim. A mnie, naiwnemu, taki prosty koncept nie przyszedł do głowy. Scenka druga. Pewna starsza pani w rozmowie tłumaczy mi, że komuna celowo społeczeństwo demoralizuje. Ja, mając taki sam stosunek do ówczesnej władzy, jak przytłaczająca większość, jednak polemizuję, że chyba aż tak to nie jest, bo po co im zdemoralizowane społeczeństwo, kiedy chcą budować przemysł, naukę itd…

Jak bardzo ta pani miała rację przekonałem się już w wolnej Polsce, kiedy w latach dziewięćdziesiątych, podczas jednej z moich wizyt, miała miejsce scenka trzecia. Wprost z lotniska zawieziony zostałem do gościnnego mieszkania z suto zastawionym stołem, gdzie było przyjęcie powitalne na moją cześć. Stało się też okazją do kilkugodzinnego narzekania na to, jak marnie ludzie zarabiają i jak ich na nic nie stać. Wreszcie zwróciłem uwagę na te wszystkie smakołyki na stole i stwierdziłem, że źle się czuję z tym przy takiej ogólnej biedzie i niskich zarobkach. Tłumaczyłem im, że firmy muszą wpierw wypracować większy kapitał, by móc płacić swoim pracownikom lepiej, ale to też zależy od jakości pracy zatrudnionych. I wówczas pewien młody mężczyzna powiedział: "Jak zaczną mi płacić lepiej, do ja zacznę lepiej pracować".

Rozmowa zeszła na temat pracy, jej skuteczności i wydajności. Przyznałem, że istotnie ja w Kanadzie zarabiam lepiej, ale że wydajność tu jest znacznie wyższa i dzięki temu firmy dorabiają się szybciej, co wychodzi na zdrowie również i pracownikom. Ale dodałem, że w swojej pracy czasem muszę przyjechać w weekend, albo późnym wieczorem, by czegoś dopilnować. Usłyszałem, że przecież za to mi płacą podwójnie, albo może nawet potrójnie. Kiedy odpowiedziałem, że nie dostaję żadnych dodatkowych pieniędzy za pracę ekstra, tylko poczuwam się do obowiązku, dowiedziałem się, że jestem ciężkim frajerem, ponieważ mam prawo odmówić, bo na to się nie umawiałem. Niełatwo mi było tłumaczyć, że owszem, mam prawo odmówić, natomiast firma ma prawo mnie zwolnić i zatrudnić kogoś bardziej dyspozycyjnego na moje miejsce. Ludzie nie mogli pojąć, że my tu pracujemy na etatach bez jakiejkolwiek umowy o pracę i że warunki pracy, jak i samo zatrudnienie mogą w każdej chwili ulec natychmiastowej zmianie. Dlatego każdy szanuje swoją pracę i troszczy się, by pracować jak najlepiej i najwydajniej, by się utrzymać. A to znaczy, by być potrzebnym.

Od tamtej rozmowy wiele się w Polsce zmieniło. Firmy prywatne działają na zasadach podobnych do tych, jakie znamy tutaj. Ludzie zatrudnieni w nich rozumieją, co znaczy konkurencja, zaczynają wymagać sami od siebie. Wielu młodym powodzi się dziś w Polsce lepiej, niż niejednemu tutaj. Oczywiście, wielu żyje jeszcze nader skromnie i po spartańsku. Im starszy wiek, tym bardziej widoczny jest wpływ dawnego ustroju i całkiem innych wartości, jeśli chodzi o etos pracy. We wczesnych latach dziewięćdziesiątych, na samym początku transformacji, usłyszałem z ust wówczas młodego człowieka, że nie sztuka zarobić, ale rzecz w tym, by zarobić i się nie napracować.

Kiedy tu czuję się rzeczywiście chory, dzwonię do pracy, że nie przyjdę i wierzą mi. Leżę w łóżku dzień, dwa i wracam do pracy podkurowany. W Polsce trzeba pokazać druczek L4, a wiadomo, że lekarze wypisują od razu kilka dni zwolnienia, jak człowiek kichnie. A ileż to razy pracownik idzie "na chorobowe" żeby sobie w tym czasie wymalować mieszkanie, albo pojechać na kilka dni w atrakcyjne miejsce. Przeczytałem, że w 2009 roku statystyczny Polak przebywał na zwolnieniu 20 dni. To mniej więcej tyle samo, co ja tutaj na przestrzeni ostatnich osiemnastu lat.

Znakomita większość Polaków po pięćdziesiątce tylko czeka, by przejść na emeryturę, najlepiej wcześniejszą. Są pewne kategorie pracowników, w szczególności służb mundurowych, dla których lata pracy liczą się podwójnie. W wieku czasem nawet 35 lat stają się emerytami, po czym zakładają sobie firmy, albo pracują nadal, niektórzy nawet na czarno. Nie mam nic przeciwko uczciwej pracy, natomiast mam bardzo wiele przeciwko płaceniu z kieszeni podatnika emerytury młodym, zdrowym, w pełni sprawnym ludziom. W całym cywilizowanym świecie ludzie w wieku zdolnym do pracy zasilają kasę społeczną na emerytury dla tych, którzy już przechodzą na zasłużony odpoczynek. Ale dlaczego mają płacić za zdrowych i zdolnych do pracy?

Społeczeństwo polskie się starzeje, w dodatku wielu młodych ludzi emigruje w poszukiwaniu lepszej pracy, a emerytów przybywa. Dlatego z pełną aprobatą przyjąłem zapowiedź rządu, że mają być wprowadzone ustawy kończące anomalie typu młodych i zdrowych emerytów. Nie każdy musi się cieszyć dobrym zdrowiem, jak ja, który od dawna mam prawo przejść na emeryturę, ale wolę nadal pracować, bo jeszcze czuję się potrzebny. I jest mi samemu z tym o wiele lepiej. Mam nadzieję, że młodsze i wolne od skutków komunistycznego systemu pokolenie będzie czuło tak samo, gdy osiągnie wiek emerytalny.


© Copyright 2003 - 2010 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 


Komentarze, opinie
A gdzie w tym wszystkim zwykly człowiek?
Tydzień na bieżąco
Czasem mi wstyd
To już 30 lat
Posucha mimo urodzaju
Fanatyzm autorytetów nie uznaje
Spacer po parku
Bez ogródek
Nie dajmy zwyciężyć terrorystom
Nasze wspólne powstanie