Dziennik Polonii w Kanadzie      
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



Komentarze, opinie

Prywatna publiczna sprawa
Małgorzata P. Bonikowska
Feb 12, 2010
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Zapiski na gorąco


Zakotłowało się w ratuszu i kręgach zbliżonych do środowisk municypalnych w Toronto. Nareszcie mamy znowu swoją własną seks aferę! Trochę już czasu upłynęło od lekkiego skandalu kiedy pani Wanda Liczyk ustąpiła z powodu wyraźnego faworyzowania swego amanta - nic szczególnie spektakularnego w tym zresztą nie było. Wszyscy już prawie zapomnieli o aferze małżeńskiej byłego burmistrza Mela Lastmana, który mimo pozornie zgodnego wielodekadowego związku z dość kontrowersyjną Marilyn, pozostawał, jak się okazuje, w wieloletnim pozamałżeńskim związku z inną panią i nawet spłodził z nią dwóch synów. Pohuczało, przypomniano grzeszki Marilyn - podejrzane porwanie, które ponoć sama sfabrykowała, a potem aferę z kradzieżą ciuchów w sklepie - i tyle. Gdzie tam kanadyjskim aferom do tych zza południowej granicy - Lewinskygate (Zippergate) nie da się dogonić.

A nic tak dobrze nie robi znudzonym pełzającą po dnie ekonomią i pękającymi rurami dziennikarzom działu lokalnego oraz wymarzniętym i czekającym na jakże odległą wiosnę mieszkańcom miasta jak troszkę żwawiej w żyłach krążąca krew, jaką zawsze powoduje coś z dziedziny obyczajowości, a najlepiej jakiś skandalik o podłożu erotycznym...

I mamy! Jest! W samą porę na zimowe mroźne dni i powolne wychodzenie z recesji - najmłodszy bo zaledwie 32-letni kandydat na stanowisko burmistrza Toronto, zwalniane przez Davida Millera, radny Adam Giambrone (ten od TTC), nagle ujawnia, że oto miał "niewłaściwy związek z młodą osobą". Jakiż to związek, z kim? Może z nieletnią, może z córką burmistrza albo premiera, może z własną siostrą cioteczną, albo... kolegą z biura? Nie, z dwudziestolatką, obcą, odmiennej płci i wolnego stanu. Gdzież tu skandal? Otóż Giambrone pozostaje (a może to już czas przeszły po tej aferze?!) w stałym związku z pewną damą. Czy dama jest jego żoną? Nie. Czyli to partnerka lub (okropne słowo) konkubina.

Tych pań na boku było więcej niż jedna, jak przyznał potem radny Casanova. Ale najwięcej wiadomo o owej 20-latce, która twierdzi, iż nocami bywało, że uprawiali seks na sofie w biurze radnego w ratuszu.

On kaja się, że to był wielki błąd i wycofuje swoją kandydaturę. Afera aż się buzuje! Prasa szaleje, wywiady, zdjęcia...

A ja tak sobie myślę: give me a break! Co mnie, czy kogokolwiek innego obchodzi, kogo sobie na tę sofę młody radny, wolnego stanu, sprowadzał. Nawet jako podatnik nie mogę się przyczepić - bo skoro nocą na sofie, to pewnie i elektryczności dodatkowej za nasze podatnicze dolary nie nadużywał. A sofa - przeżyje. Gdyby woził pannę służbowym samochodem za miasto i poił ją winem odliczanym od wydatków na biuro - to co innego. Panna dorosła, wyraziła zgodę, oboje bez obrączek na palcach - co nas obchodzi na jakich zasadach pan Giambrone dogaduje się ze swoją konkubiną? Może to związek typu wolnego? A jeśli nie, to niech już ona jemu zmywa głowę w zaciszu ich własnego domu.

To ich prywatna sprawa. Błąd Billa Clintona polegał na pewno na niewłaściwym związku z młodą praktykantką. Bardzo publiczna osoba, jaką jest prezydent, żonaty i to w dodatku mający żonę tak samo aktywną w polityce, nie tylko zwykłą domową Pierwszą Damę, nie powinien się był wdawać w ten nie mający przyszłości związek. Jasne. Ale skoro do tego doszło (prezydent to także człowiek,a statystyki są przerażające - zdrady małżeńskie zdarzają się w znacznej większości związków) to jedno jest pewne - nigdy, przenigdy nie powinien był zgadzać się na omawianie tej sprawy w szczegółach na forum publicznym, na oczach całego świata, który na wszystkich szerokościach geograficznych śledził detale w postaci zastosowania cygar i prezydenckiej definicji seksu. Prezydent powinien był odmówić wszelkich odpowiedzi jednym tylko zdaniem: To moja prywatna sprawa. Koniec i kropka.

Wracając do naszego małego i jakże niespektakularnego torontońskiego minipodwórka, skąd wiemy gdzie i kiedy radny Giambrone uprawiał seks z młodą panną? Nie ze zdradzonych tajemnic powierzonych przez nią przyjaciółce w zaufaniu, lecz z jej szczegółowych relacji, które złożyła dobrowolnie, z własnej nota bene inicjatywy, dziennikarzom z poczytnego dziennika Toronto Star. Ba, nie tylko zresztą tajemnice biurowej alkowy opowiedziała w szczegółach. Dała im do ręki wszystkie sms-y, które pisał do niej radny. Pojawiały się tam takie "strasznie gorszące" zdania jak to, że radny uważał ją za powabną w negliżu. Przerażająco gorszące, prawda? Zgorszonych tym odsyłam do ujawnionych nagrań rozmów telefonicznych między księciem Karolem a ówczesną kochanką, a obecną żoną, Camillą. Te torontońskie ujawnione sms-y to pestka.

Odwoływać Adama Giambrone z funkcji szefa zarządu TTC burmistrz Miller nie będzie - tak, tak, takie pomysły także zrodziły się w głowach zgorszonych. Jak powiedział bezpośredni szef radnego-"grzesznika", w jego przekonaniu radnego oceniać można tylko za wykonywaną przez niego pracę, a nie za jego życie osobiste. I słusznie. Jeżeli okaże się, że ta plama na jego reputacji przeszkadza mieszkańcom jego okręgu - najwyżej nie wybiorą go ponownie jako radnego w jesiennych wyborach.

Wniosek? Panowie i panie na wysokich stanowiskach, uważajcie na to, z kim się zadajecie. Nie piszcie, nie dzwońcie, bo rozmowy mogą się okazać kontrolowane. Wcześniej czy później wszystko to trafi w ręce żądnych sensacji pismaków, którzy z rozkoszą dokonają wiwisekcji. A was i tak nie będzie stać na to, żeby po prostu powiedzieć: Spadajcie, to moja prywatna sprawa.


© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

Komentarze, opinie
Gafy i inne wpadki
Kontrasty i konwersacje w Kalifornii
Rozmowy Polskiej Agencji Prasowej
Warto poznać swoje miasto
Rocznice, wspomnienia, myśli
Cały rok w dwa dni
Czego Państwu życzę
Myśli przed Nowym Rokiem
Skojarzenia przedświąteczne
Grudniowe prawdy