Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 4 lutego, 2010
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

W naszej GAZECIE:
Current news
about Poland

ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
IMPREZY
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 



Komentarze, opinie

Inferno
Witold Liliental
Jan 29, 2010
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Przemyślane pod prysznicem


Filozofowie twierdzą, że od czasów Rewolucji Francuskiej, gdy większość państw wprowadziła pobór do wojska, w czasie wojny mężczyzna traci jedno z najbardziej elementarnych praw, czyli prawo do życia. Rzadko kiedy jednakże piszą o tym, że traci on jeszcze jedno elementarne prawo, konieczne do zachowania wizerunku samego siebie, jako człowieka cywilizowanego. Tym prawem jest prawo do niezabijania. Gdy przygotowywałem się do Pierwszej Komunii, przeczytałem w katechizmie uwagę, że nie popełnia grzechu żołnierz zabijający wrogiego żołnierza na wojnie. Tylko że od wielu lat, a zwłaszcza podczas II wojny światowej, zabijano nie tylko wrogich żołnierzy. "Jedyna różnica pomiędzy zagazowanym lub zastrzelonym dzieckiem żydowskim, a dzieckiem niemieckim, które zginęło od przypadkowej bomby, polega na użytych środkach…" Nie są to moje słowa i nie zgadzam się na znak równości między bombardowaniem miasta, jako elementem wojny totalnej z obłąkanym reżymem, a systematycznym morderstwem z premedytacją w celu eliminacji biologicznej jakiegokolwiek narodu. Taką myśl wyraził fikcyjny SS-man, Max Aue, postać stworzona w książce "Łaskawe" przez jej autora Jonathana Littella.

Od dawna nie czytałem książki, która by wywarła na mnie tak silne wrażenie. Wstrząsająca, niekiedy odrażająca, wulgarna i ludzka zarazem, ale książka, od której przez dwa tygodnie nie potrafiłem się oderwać. Tłumaczenie z francuskiego "Les bienveillantes", w Polsce ukazało się drukiem w 2009 roku nakładem Wydawnictwa Literackiego. Jonathan Littell, zamieszkały w Barcelonie, obywatel Stanów Zjednoczonych i Francji, jest młodym literatem. Zaszokował świat książką, którą amerykańska krytyka przyjęła zdecydowanie źle, natomiast we Francji zyskała mu Nagrodę Goncourtów. W "Łaskawych", liczących ponad 1000 stron, autor pisze w pierwszej osobie tak, jakby był SS-manem, któremu po wojnie udało się, dzięki perfekcyjnej znajomości francuskiego, uciec z płonącego Berlina, udając wywiezionego na przymusowe roboty Francuza. O tym fakcie dowiadujemy się już na wstępie. Poważany dyrektor fabryki koronek, mający żonę, dzieci i wnuki, wraca wspomnieniami do czasu wojny, w której służył jako oficer SS, cieszący się zaufaniem Heinricha Himmlera. Wojnę kończy w stopniu Obersturmabannfuehrera, czyli podpułkownika. Zdradza też sekret, z którym musiał się bezwzględnie kryć. Był i jest homoseksualistą, czego wykrycie za czasów Trzeciej Rzeszy było równoznaczne z wyrokiem śmierci.

Max Aue jest człowiekiem wysoce wykształconym, humanistą z doktoratem, rozmiłowanym w literaturze, poezji, muzyce klasycznej i starożytnej cywilizacji helleńskiej. Jest też człowiekiem nękanym niepokojami psychicznymi, mającym straszny żal do matki-Francuzki za to, że po porzuceniu jej przez męża - Niemca, wyszła ponownie za mąż za Francuza. Jako młody człowiek, po ukończeniu francuskiej szkoły średniej, wraca na studia do Niemiec, gdzie ulega fascynacji ruchem narodowo-socjalistycznym i wstępuje do SS. Służbę wojenną zaczyna w tzw. Einsatzkommandos, czyli grupach zajmujących się eksterminacją Żydów, Cyganów i bolszewików na terenach zajętych po napadzie hitlerowskich Niemiec na Związek Sowiecki. Opisuje wszystkie swoje zwątpienia i stany duchowe związane z mordowaniem bezbronnych ludzi, ale gdy otrzymuje rozkaz, stuka obcasami oficerek i wykonuje go. W książce znajduje się wstrząsający, z najdrobniejszymi detalami, opis masakry w Babim Jarze, gdzie w przeciągu dwóch dni zamordowano ponad pięćdziesiąt tysięcy Żydów. Aue nie uważa siebie za człowieka złego. Nie chciałby uczestniczyć w masakrze, nawet jej oglądać, ale ani na moment nie przestaje wierzyć, że Żydzi są wrogami, których trzeba w jakiś sposób unieszkodliwić. Dla mnie znamienna jest scena, w której zgłasza się do niego Żyd kaukaski, człowiek stary i wykształcony. Aue odbywa z nim długą i przyjazną rozmowę, po czym wywozi go na szczyt wzgórza, każe mu kopać sobie grób i spokojnie daje żołnierzowi rozkaz zastrzelenia starca.

Służba kieruje go do Stalingradu, skąd ciężko ranny, zostaje cudem uratowany i ewakuowany. Po rekonwalescencji, Aue nadzoruje "gospodarkę więźniami", w obozach koncentracyjnych. Jesteśmy świadkami "selekcji" na rampie w Auschwitz i "marszu śmierci" - ewakuacji obozu w obliczu zbliżania się Rosjan. Wreszcie, znajdujemy się w płonącym Berlinie, gdy co sprytniejsi SS-mani zaczynają na wszelki wypadek zaopatrywać się w fałszywe papiery, niektórzy nawet w żydowskie…

W książce tej znajdujemy liczne drastyczne i szczegółowe opisy okropności trudnych do zrozumienia. Ludzie pod każdym innym względem zachowujący się jak normalni, kochający mężowie i ojcowie, cytujący literaturę i słuchający muzyki poważnej, potrafili dopuszczać się wyrafinowanych okrucieństw, ponieważ uważali, że Żydzi są podrasą, którą należy wytępić, jak robactwo. Jedni "uczciwie" w to uwierzyli, inni bali się, więc uczestniczyli w tej makabrze ze strachu. Byli też zdegenerowani sadyści, znajdujący przyjemność w zadawaniu okrucieństwa. Littell, poprzez usta oficera SS Maxa Aue, nie potępia tych z pozoru "normalnych", tłumacząc, że takie były wymogi wojny. Ale pewna szara eminencja w poufnej rozmowie z dr. Aue, tłumaczy mu, że teorie o niższej rasie są tylko propagandą na użytek mas. Według niego, Żydzi są mądrzejsi i lepiej zorganizowani, czym zagrażają ekspansji wielkiej Rzeszy i właśnie dlatego musi się ich wyeliminować.

Książka "Łaskawe" ma, moim zdaniem, swoje słabsze strony - zbyt liczne i zbyt długie opisy fantazji seksualnych bohatera, łącznie z jego zboczonymi ciągotami kazirodczymi. Nie zmienia to faktu, że książka trzyma czytelnika w stałym napięciu. Obnaża ona, nawet w cynicznych czasem relacjach z punktu widzenia byłego oficera SS, do jakiej tragedii w skali ogólnoludzkiej mogło dojść na skutek omamienia społeczeństwa przez charyzmatycznego, obłąkanego nienawiścią maniaka i rasisty.

Rasizm, neonazizm i skrajny nacjonalizm odradzają się po obydwu stronach oceanu. Nie wszyscy chcą dostrzec zagrożenie.

W tym tygodniu, w jednym z forów dyskusyjnych w Internecie, pewien "prawdziwy Polak" napisał, iż jego mama mu wytłumaczyła, że "gdyby nie wojna, Żydzi by nas zjedli". A więc dzięki Ci, Boże, za te trzy miliony zabitych Polaków, bo przynajmniej Żydów nie ma. Artykuły w niektórych pismach wychodzących w kraju i na emigracji potwierdzają, że tępy szowinizm i powtarzanie mitów o światowym spisku zagrażającym Polsce, nadal przez niektórych brane są na poważnie, albo… celowo propagowane, jako sposób walki o władzę. Myślę, że po przeczytaniu "Łaskawych" coraz więcej ludzi zastanowi się nad prawdziwym celem tych, którzy żyją z propagowania, albo nawet przemycania nienawiści, i zrozumie, do czego może to doprowadzić.


© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006, 2007, 2008, 2009 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 


Komentarze, opinie
Histeria na temat przemocy
Witold Liliental
Olimpijskie lekcje
Równi, równiejsi i deklaracje
Stalin wiecznie żywy
Gdzie się kończy tolerancja?
To już historia
Prywatna publiczna sprawa
Ora et labora
Krugom lieto i lieto