Brzydko jest używać brzydkich słów, lecz czasem wprost cisną się one na usta. Tytułowe słowo jest niepiękne, ale wysoce adekwatne - odnosi się ono bowiem do wszystkich aspektów tematu. Każdego roku propozycja miejskiego budżetu zawierać musi podwyżki podatków, gdyż miejskie potrzeby rokrocznie wzrastają. Gdzie znaleźć rezerwę gotówki? A gdzieżby, jak nie w kieszeni podatników.
W zamian za hojność mimo woli, funduje się mieszkańcom przeróżne komórki w Urzędzie Miejskim, posiadające jeden jedyny plus w postaci paru dodatkowych miejsc zatrudnienia. Zatrudnionym w komórkach-nowotworkach brak konkretnego zajęcia, więc niektórzy z nich zajmują się... No i właśnie stąd ten tytuł.
Forum o nazwie London's Rethink Energy zajmuje się tematem wpływu poszczególnych londończyków na ocieplanie się klimatu. Twórcy tegoż forum otworzyli internetową stronę, na której znajdują się wskazówki, jak obliczyć, ile cieplarnianych gazów wydzielamy do atmosfery i co zrobić, by gazów tych produkować mniej. Nie wystarczy zmienić większy pojazd na mniejszy i rzadziej z samochodu korzystać. Każdy człowiek, póki żyje, oddycha, a tym samym wydziela do atmosfery dwutlenek węgla, przyczyniając się do ocieplania się klimatu. Nie można, co prawda, przestać oddychać, lecz można - i należy - ograniczyć spożycie mięsa i innych "mocnych" dań, by odwrotną częścią ciała wydzielać gazów jak najmniej. Uczyńmy zmianę pojazdu i sposobu odżywiania naszym noworocznym postanowieniem - poddano nam myśl - a poprawi się jakość powietrza w Leśnym Mieście i cała Matka Ziemia odetchnie lżej. Miasto London odegra swą pozytywną rolę w ograniczeniu wydzielania szkodliwych wyziewów do atmosfery.
Obliczono, że w ostatnich latach w London ilość zanieczyszczeń spadła o ileś ton, głównie z powodu kryzysu i zamknięcia wielu zakładów pracy, chłodniejszego lata, oraz masowego zmieniania SUV na małe samochody osobowe w latach 2002-2003. Nie jest więc tak źle, ale może być jeszcze lepiej, jeśli zaczniemy wytrzegać się mięs, grochówek, kapuśniaków i innych gazogennych produktów.
Miasto London nie jest ododsobnione. Już niemal każde miasto, mieścina i gmina uwijają się na tym froncie, fundując mieszkańcom komórki zajmujące się problem ocieplania się klimatu. Każda zaś z tych komórek usiłuje zasłużyć się dodatkowym krokiem naprzód. Przed kilku laty pogoniono starych farmerów na kursy, na których nauczano, że trzeba zmienić dietę bydłu, bo na tradycyjnej paszy zbytnio gazuje i przez to idzie w powierze za dużo metanu. Potem zaczęto tępić tradycyjne wędzenie wędlin, kuchenki na drewno itd. Teraz przyszla kolej na nas - przeciętnych zjadaczy chleba (tego ostatniego też nie powinno się jeść za dużo, zwłaszcza razowca). Nikt się jeszcze nie zabrał za doroczne fasolowe festiwale w pobliskim Zuricku, lecz to zapewne kwestia czasu. Wszak w czasie ich trwania, w ciągu dwóch dni konsumowane jest przeciętnie 15 ton fasoli i muszą one zaiste być obchodzone wyjątkowo hucznie... Coraz mniej naukowców wierzy, że przyczyną zmian klimatu są dwutlenek węgla i metan. "Gazowa" kampania trwa jednak nadal. Zdaniem wielu myślących niezależnie, jest to chwyt mający na celu przekonanie ludzi do zaakceptowania bez oporu "carbon tax".
Co jeszcze zasugerują nam apostołowie nowej doktryny? Któż to zgadnie? Ich wyobraźnia jest płodna bez granic. Tymczasem sugerują nam: "Zmieńcie w nowym roku dietę, żeby nie puszczać bąków!" Należałoby zrewanżować się zbliżoną sugestią: Przestańcie na nasz koszt raczyć nas bzdetami.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.