Dziennik Polonii w Kanadzie    
Strona główna | POLONIUM | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 9 stycznia, 2012
 
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



Komentarze, opinie

Globalnie - wszystkiego najlepszego!
Danuta Owczarz-Kowal
Jan 12, 2010
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Rok 2009 był trudnym rokiem, ale dla mnie w pewnym sensie przełomowym. Przyznam się Państwu z pokorą, że dopiero w ubiegłym roku zgłębiłam i pojęłam zjawisko globalizacji, na przykładzie kryzysu ekonomicznego, który w mniejszym lub większym stopniu liznął nas wszystkich. Świat jeszcze tapla się w kałuży kryzysu: jedni tkwią w nim po kostki, inni po kolana albo jeszcze głębiej, jeśli ktoś ma pecha.


Polska, nasz mały w skali światowej, ale średniej wielkości w Europie kraj nic nie nabroił na rynkach finansowych, przeciwnie, rozwijaliśmy się szybko i zdrowo, ale i nam przyszło zapłacić za grzechy innych. Ledwo uporaliśmy się z paroma problemami rynkowymi, zaczęliśmy odrabiać zapóźnienia wobec bogatszych braci w Unii, a już zza oceanu nadciągnął kryzys. Dzięki Bogu i polityce naszego rządu nie puścił nas z torbami, ale skórę lekko nam przetrzepał. Krach w USA destabilizował przemysł i handel w krajach, które nie miały nic wspólnego ze złymi hipotekami w Ameryce, a jedynym łącznikiem między nimi była przynależność do jednego systemu gospodarczego, zwanego wolnym rynkiem. Kryzys pokazał groźne oblicze globalizacji: okazało się, że żyjemy w jeszcze bardziej zintegrowanym świecie niż zwykliśmy sądzić, połączonym nie tylko na dobre, ale i na złe.Chociaż trochę luzu ta integracja jeszcze zostawia, np. ten sam projekt był realizowany i u Arabów wyszedł wodociąg, a u Rosjan - destylator...

Według słynnego powiedzenia klasyka ekonomii Johna M. Keynesa: "Jeśli jesteś winny bankowi sto funtów, masz problem: jeśli jesteś winny milion, problem ma bank". Dziś trzeba dodać: "Jeśli jesteś winny bankowi miliard- problem mamy wszyscy". I to jest właśnie globalizacja.

Jeśli amerykańscy bankierzy zdołali narozrabiać na całym świecie, potencjalnie to samo mogą zrobić w niedalekiej przyszłości gracze rynkowi z Chin, Rosji czy Brazylii. A nie chcemy przecież, by świat znowu przekonał się boleśnie, jak bardzo wszyscy zależymy od zjawisk, na które nie mamy wpływu. No i nie chcemy, żeby kolejny kryzys przerobił nas wszystkich na ninje. Wiecie Państwo oczywiście kto to ninja? Właśnie obecny kryzys nadał nowe znaczenie temu terminowi, którym obecnie określa się osobę "with no income, no job, no assets". Ninja!

Dzisiaj ze zgrozą obserwujemy Dubaj, którego władca emir Muhammad ibn Raszid-al-Maktum wyciągnął Czarnego Piotrusia. W latach sześćdziesiątych w Dubaju odkryto ropę i władca uznał, że jego kraj może wejść do czołówki światowej, stając się globalnym centrum finansowym na styku Azji i Afryki. Pamiętacie Państwo tę ogromną sztuczną wyspę w kształcie palmy albo 300 wysepek, usypanych w kształt mapy świata? Wszystkim nam się serca wyrywały do tych cudów! No ale ropa się skończyła, długi zasypały emira aż po paradną białą ghutrę, że nawet czarnego ogala nie widać.

Ale nie w ciemię bity władca, otarłszy załzawione oczy rąbkiem diszdaszy, przytomnie skonstatował, że woli licznemu potomstwu zostawić coś więcej niż album ze zdjęciami rodzinnymi. Pozwolił paść czołowej firmie deweloperskiej Dubaju, a jej wierzycielom pokazał środkowy palec, słusznie poniekąd rozumując, że lepiej zrujnować bez mrugnięcia okiem obcych inwestorów niż własne państwo. Bez wahania naruszył w ten sposób wszystkie reguły rządzące globalnym kapitalizmem. A swoją drogą to frajer-pompka z niego - powinien poprosić o radę Chińczyków, którzy mają więcej doświadczenia. Świetnie kumają zasady gospodarki zarówno socjalistycznej, jak i kapitalistycznej.

W każdym razie ja nie zamierzam w najbliższym czasie kupować żadnych złóż ropy naftowej, nawet tych dobrze rokujących. Całkiem niedawno jeden nasz rodak, o nieujawnionych przez prokuraturę personaliach, fatalnie wyszedł na bliższym kontakcie z tym bogactwem naturalnym. Pracował na platformie wiertniczej na obcym morzu, miał wypadek i zginął. Zwłoki przysłano do Polski. Policja powiadomiła rodzinę zmarłego. "To nie on. Powinien mieć liczne tatuaże" - mówiła rodzina. "Ciało jest ważne, a nie tatuaże. Woda morska wszystko zeżre" - mówiła policja tak często, że wreszcie rodzina zrozumiała, że dotknęła ją tragedia. Był pogrzeb. Postawiono nagrobek. Dwa tygodnie później zmarły zjawił się w domu. Dalszy ciąg wydarzeń pozostawiam Państwa wyobraźni, zacytuję tylko wypowiedź urzędniczki: "Tak, wiemy, że ten pan żyje, tylko proszę nas zrozumieć, PESEL został zlikwidowany i NIP także. Dowód osobisty został przedziurkowany i fundusz pośmiertny wypłacony. I ten pan musi to zrozumieć, że my nie mamy możliwości ruchu żadnego. Wiemy, że on żyje ale liczą się fakty. A faty są takie, że on nie żyje".

A jak nacięli się na ropie Izraelici? Kiedy Mojżesz prowadził wędrowców po pustyni, to ilekroć chciał zatrzymać pochód i osiąść na stałe, to zawsze jakiś malkontent się znalazł, który protestował: "Tutaj nie, tutaj śmierdzi, idziemy dalej". No i w efekcie Arabowie mają generalnie brzydko pachnącą ropę, a Izraelczycy świeży luft.

Ostatnio, jak co roku amerykański magazyn spraw międzynarodowych "The Foreign Policy" ogłosił ranking najtęższych umysłów 2008 roku. Okazali się nimi być nie filozofowie, uczeni lub inni jajogłowi, lecz ludzie zarówno myśli jak i czynu. Pierwsze miejsce zajął Ben Bernanke, szef FED - centralnego banku Ameryki za uratowanie USA od kolejnej Wielkiej Depresji. Wobec takiego uzasadnienia musimy chyba uwierzyć, że naprawdę odbiliśmy się od dna, tym bardziej, że na drugim miejscu znalazł się Barack Obama - bo wymyślił od nowa globalną rolę USA. No cóż, Amerykanie wybrali go nie ze względu na kolor skóry, ale dlatego, że wyartykułował tęsknotę za nowym liberalizmem i zdefiniował wolność odpowiednia na nowe stulecie.

Pamiętam jak komentatorzy amerykańskiego życia publicznego, nawet jeśli sami nie zagłosowaliby na Murzyna, byli dumni z jego multikulturowej kandydatury, znamionującej, że Ameryka stała się krajem naprawdę tolerancyjnym: "Senator Obama zbiera fundusze na kampanię w Los Angeles. To dowodzi jak wielkim jest nasz kraj: Afroamerykanin, wychowany w Indonezji, syn Kenijczyka, prowadzi kampanię prezydencką w stanie, gdzie hiszpańskojęzyczni obywatele wybrali sobie Austriaka na gubernatora".

No i Obama został wybrany przez globalną aklamację, co mnie ucieszyło, bo młody, przystojny i pełen charyzmy, a do tego teraz starczyło mu rozumu na rozpoznanie przyczyn kryzysu oraz odwagi i wyobraźni w jego przezwyciężaniu.

A wracając do globalizacji to najlepsza jej definicja krąży po internecie i brzmi następująco: globalizacja jest jak śmierć Diany. Angielska księżna z egipskim kochankiem we francuskim tunelu jechała niemieckim samochodem, prowadzonym przez belgijskiego kierowcę, który nadużył szkockiej whisky, ścigana przez włoskich paparazzi na japońskich motocyklach, ratowana przez amerykańskiego lekarza, który miał w torbie brazylijskie lekarstwa.

Tyle mówiliśmy dzisiaj o globalizacji: tak naprawdę oznacza ona po prostu wspólnotę losów i odpowiedzialności za bezpieczeństwo życia na naszej planecie. Ta odpowiedzialność nie jest podzielona równo, ale każdy może i powinien wziąć na siebie jakąś jej cząstkę. A polscy politycy niech popatrzą na to, co robią z tej właśnie globalnej perspektywy. Może wtedy niektórym zrobi się wstyd, jakimi to głupotami zajmują siebie i nas, jak skarlała i zbrzydła nasza polityka. Życzmy im więc, żeby puknęli się w czoło, a sobie, żebyśmy następnym razem głosowali uważniej. No i żeby nasz nowy rok nie musiał wstydzić się przed starym!


© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

Komentarze, opinie
Gafy i inne wpadki
Kontrasty i konwersacje w Kalifornii
Rozmowy Polskiej Agencji Prasowej
Warto poznać swoje miasto
Rocznice, wspomnienia, myśli
Cały rok w dwa dni
Czego Państwu życzę
Myśli przed Nowym Rokiem
Skojarzenia przedświąteczne
Grudniowe prawdy