Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 4 lutego, 2010
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

W naszej GAZECIE:
Current news
about Poland

ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
IMPREZY
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 



Komentarze, opinie

Życzę zmiany optyki
Małgorzata P. Bonikowska
Dec 31, 2009
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Zapiski na gorąco


Jak to w ostatnim felietonie roku, wypadałoby podsumować mijający rok. Nie będę powtarzała jednak tego, czego pełna jest dzisiejsza "Gazeta", czyli nie będę wymieniała ważnych wydarzeń, które miały miejsce w ciągu ostatnich 365 dni. Moje podsumowanie będzie miało nieco bardziej refleksyjny charakter.

Tyle myśli przychodzi mi do głowy, kiedy wraz z redakcyjnymi kolegami pracuję nad tym ostatnim w roku wydaniem "Gazety". Przygotowując od lat ukazujący się materiał, w którym znane postaci naszego życia kulturalnego dzielą się z nami swoimi sukcesami z roku 2009 i planami na rok 2010, nie przestaję odczuwać zadziwienia, jak ogromny i nieskończony jest potencjał i talenty ludzi, którzy nas otaczają. Ileż mają oryginalnych pomysłów, które potem ciężką pracą, wytrwałym wysiłkiem przekuwają w rzeczywiste działania twórcze, docierając do nas, odbiorców. To bogactwo jest ogromnym darem dla nas wszystkich, wzbogaca nasze życie i daje nadzieję na przyszłość.

Są też chwile smutne. To już kolejny rok, kiedy odszedł od nas ktoś ważny i wyjątkowy, kto tworzył i żył wśród nas. Śmierć wybitnego artysty i wyjątkowego człowieka Jerzego Kołacza ciężko jest zaakceptować z pokorą - dlaczego tak wcześnie, dlaczego właśnie on? Trudno nie zadawać sobie tych pytań. Każde odejście jest dla pozostawianych smutne, ale są takie, które pozostawiają szczególnie bolesną i niemożliwą do wypełnienia pustkę. Tak jest wtedy, kiedy odchodzi ktoś, kto dawał z siebie bardzo dużo innym, kto potrafił poruszyć serca wielu ludzi, żyjąc nie tylko dla siebie i grona najbliższych, ale w otwarciu na świat i innych ludzi. Jakże bolesna jest myśl o tym, ile mógł jeszcze dobrego zrobić, ile stworzyć, ile dać z siebie innym.

A jak ocenić należałoby nasz świat w tym mijającym roku? Czy zdał egzamin?

Z głodu dzieci nadal umierają, mimo kryzysu miliarderów nie jest mniej niż przedtem, a ubóstwo nie zmniejszyło swego zasięgu. Przechodzimy w kolejny rok XXI wieku nie mając bynajmniej załatwionych podstawowych problemów naszej planety - głodu, chorób, braku wody do picia, zagrożeń kataklizmami, ekologicznego kryzysu. Niby tacy mądrzy, tacy zaawansowani technicznie, a nadal nie umiemy poradzić sobie z tym, co świadczy o naszej kompletnej codziennej niemocy. Kłopot w tym, że za deklaracjami przywódców państw bogatszych, że los innych, mniej szczęśliwych, bardzo ich martwi i obchodzi, nie stoi nic, a na pewno nie gotowość do autentycznego działania. Świat przyzwyczaił się do głodującej Afryki. Nie jest ona żadnym zagrożeniem dla potęg tego świata. Afrykański głód, umierające na choroby i niedożywienie dzieci, czy nawet AIDS na tamtym kontynencie, nie spędzają snu z powiek możnym tego świata, ponieważ nie zapukają do ich eleganckich penthousów i rezydencji, nie zestrzelą ich samolotów, nie wysadzą w powietrze ich limuzyn. Nie ma tam ropy, więc nie opłaca się wykonywać żadnych konkretnych ruchów.

Żeby nasz świat zdał egzamin z człowieczeństwa, trzeba by poświęcić czas i środki na zmianę optyki. Trzeba by spowodować, aby ci, którzy mają moc podejmowania decyzji, potrafili spojrzeć z góry, jak astronauci patrzący z odległości statku kosmicznego na małą zawieszoną w przestrzeni kulkę, która jest domem dla kilku miliardów ludzkich istot. Istoty te należą do tego samego gatunku, mają takie same cechy biologiczne - potrzebują tlenu do oddychania, wody do picia i żywności do jedzenia, rozmnażają się tak samo, mają identyczne potrzeby emocjonalne, kierują się w sumie podobnymi zasadami społecznej organizacji - to ten sam gatunek. A to, że różnią się kolorem skóry, ubiorem, wyznawaną religią - to drobiazgi w porównaniu z tym, co mają wspólnego ze sobą.

Takie spojrzenie jest jedynym, które daje szansę na autentyczną troskę o towarzyszy tej naszej ziemskiej podróży. Niestety, nie sprzyjają mu tendencje nacjonalistyczne, szowinistyczne, religijny fanatyzm, obsesja na punkcie osiągania sukcesu mierzonego w skali bogactwa finansowego. Jeśli naszą grupę - kraj, klasę społeczną, wspólnotę religijną - uważamy za lepszą i bardziej wartościową od innych, jesteśmy o lata świetlne od postawy, która dawałaby szansę na dążenie do jednego, wspólnego świata - świata, za który wszyscy ponosimy odpowiedzialność i wobec którego mamy obowiązki.

To tak jak dobra rodzina, gdzie wszyscy troszczą się o wszystkich. Ci zdrowi i odnoszący sukcesy czują się zobowiązani do pomagania słabszym, rozumiejąc, że taki podział ról to przypadek - mogło potoczyć się zupełnie inaczej. Są też rodziny dysfunkcyjne, chore - i my jako ludzkość taką właśnie niestety jesteśmy.

Spotkanie liderów dziesiątków państw w Kopenhadze dla omówienia zagrożeń wynikających z globalnego ocieplenia, było nadzieją na to, że może ludzie opamiętali się i nabrali gotowości, by wspólnie zatroszczyć się o tę naszą planetkę, której harmonię tak skutecznie zakłócili i nadal rujnują. Niestety, świat nie zdał egzaminu z myślenia nie kategoriami "tu i teraz", lecz z troską o przyszłość.

A więc nie jesteśmy jeszcze gotowi.

Takiej dojrzałej gotowości życzę naszemu światu i jego mieszkańcom w nadchodzącym roku. Będą okazje wielkich szczytów międzynarodowych, będzie olimpiada - może ona wzbudzi tego rodzaju myślenie, bo tylko w nim nadzieja. Nam, zwykłym ludziom życzę pokory i szerszego spojrzenia na to, co nas otacza, abyśmy dostrzegali nie tylko własne interesy. I abyśmy potrafili poczuć wspólnotę z innymi ludźmi - wtedy jest szansa dla tej naszej małej Ziemi, na której przyszło nam odbyć podróż zwaną życiem.

© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006, 2007, 2008, 2009 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 


Komentarze, opinie
Histeria na temat przemocy
Witold Liliental
Olimpijskie lekcje
Równi, równiejsi i deklaracje
Stalin wiecznie żywy
Gdzie się kończy tolerancja?
To już historia
Prywatna publiczna sprawa
Ora et labora
Krugom lieto i lieto