Dziennik Polonii w Kanadzie      
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



LISTY OD CZYTELNIKÓW

Ludzie listy piszą (114)

Sep 30, 2009
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem



Po lekturze wspomnień dr. Danuty Podkomorskiej z Winnipeg, która w chwili wybuchu wojny była młodziutką adeptką sztuki lekarskiej:

Droga Pani Danuto,

Wojenne wspomnienia przeczytałem z ogromnym zainteresowaniem, głównie z tej przyczyny, że sam byłem współuczestnikiem wydarzeń pamiętnego września. Myślę, że ludzie mający od pokoleń spokojną egzystencję, tacy jaki ci, do których trafiła Pani ze swoim artykułem, niechętni byli się przyznać, że również należą do świata wilków i owiec. A obecnie z kolei też, jakiż to procent czytelników prasy codziennej zagłębia się w cierpienia ludzi przepędzanych z miejsca na miejsce lub pozostawionych bez środków do normalnego życia w takim np. Darfurze, Kongo czy innych piekielnych miejscach.

Skoro rozpoczęła Pani wywoływanie duchów swoimi wspomnieniami, wywołam i swoje:

W pierwszych dniach września lekcje w naszej pierwszej klasie jak i całej szkole powszechnej na Chełmskiej zostały przerwane z powodu rozpoczęcia ostrzeliwania dolnego Mokotowa przez Niemców. Przed naszym domem na Sieleckiej został wykopany rów, taki jak strzelecki, przykryty prowizorycznym dachem, mogący pomieścić kilkadziesiąt osób dla ochrony przed ostrzałem lub bombardowaniem, gdzie chowaliśmy się po każdorazowym usłyszeniu syreny alarmowej. W schronie nauczyłem się "Boże coś Polskę..." i "Litanie..". Paliły się świeczki bo było ciemno. Zaduch wewnątrz był niemiłosierny. Na ziemnych ścianach osadzone były święte obrazki. Alarmy powtarzano kilkakrotnie w ciągu doby.

Brakowało żywności. Zaczęto zabijać konie pociągowe i chłopskie, których było sporo w okolicy. Gdzieś w połowie września udało się nam zdobyć duży kawał mięsa z konia zabitego niedaleko naszego domu. Mięso zostało nastawione do gotowania, a nam już ślinka leciała do spodziewanej uczty. W pewnej chwili ponownie zawyły syreny. Wybiegliśmy z mieszkania. Tym razem matka, prowadzona jakąś intuicją, jak później tłumaczyła, ominęła "nasz schron" i pociągnęła mnie do sąsiedniego murowanego domu. Przetrwaliśmy tam kilka godzin kanonady artyleryjskiej. Hałas rozrywających się dookoła nas pocisków dawał przypuszczenie, że Niemcy chcą trafić właśnie w miejsce, gdzieśmy się znajdowali. Ludzie nie wytrzymywali napięcia i zaczęli wybiegać na otwarty teren szukając nowego schronienia.

Przy trwającym dalej ostrzale wybiegłem również z matką szukając dalszego miejsca ratunku. W pewnej chwili zobaczyliśmy rozwalony pociskiem artyleryjskim nasz schron, w którym wielokrotnie chowaliśmy się i czuliśmy się bezpieczni, a który za intuicją matki ominęliśmy parę godzin wcześniej. Po schronie pozostało widoczne tylko wgłębienie w ziemi. Wokół leżało mnóstwo szczątków ludzkich. Zapamiętałem rękę, a raczej była to dłoń kobiety z pierścionkiem na palcu. Nasz dom był w połowie rozwalony pociskiem. Nie było po co się nawet zatrzymywać.

Następnym schronieniem przed trwającym ostrzałem był wybrany przez nas czteropiętrowy budynek mieszkalny. Wyglądał solidnie, więc przyjął wielu takich uciekinierów jak my. Klatka schodowa była zatłoczona aż do strychu. Na zewnątrz mało kto wychodził. Wodociągi, o dziwo działały w tej ostrzeliwanej i bombardowanej dzielnicy, więc aby zaspokoić pragnienie pukało się po prostu do drzwi mieszkania na najbliższym piętrze, a czyjaś miłosierna ręka podawała z wewnątrz wodę potrzebującym. Działała podobno też elektrownia miejska, ale nas to mniej wówczas interesowało. Po dwóch dniach życia na klatce schodowej nastąpiło jeszcze bardziej wzmożone ostrzeliwanie artyleryjskie, a dodatkowo doszło bombardowanie lotnicze. Nasz budynek, najwyższy w okolicy, stał się wyraźnie celem szwabskich kanonierów. Słyszeliśmy huk wybuchów, klatka schodowa pełna była kurzu i pyłu, sypał się tynk, ale pociski nie przebiły otaczających nas ścian. Ludzie na schodach siedzieli stłamszeni i otępieni. W pewnej chwili ktoś podniósł się i zapukał do najbliższych drzwi po wodę, a ponieważ z wewnątrz nie było żadnego odzewu nacisnął klamkę. Wtedy zobaczyliśmy miasto z wysokości bodaj trzeciego piętra. Niebo było ciemne, zasnute dymami z pożarów. Nic nas nie odgradzało od tego widoku, gdyż cały bok domu wraz z mieszkaniami został skasowany wybuchem bomby lotniczej. Za otwartymi przez nas drzwiami nie było już ludzi, którzy wcześniej wychodzili, aby podać nam naczynie z wodą.

Stanisław Skorski

•••

Lektura felietonu pana Witolda Lilientala, w którym pisze o zachowaniu abp. Michalika podczas zatrzymania przez policję, nasuwa mi refleksję, że my, emigranci, w naszych nowych krajach, spodziewamy się równego traktowania i większej niż w Polsce sprawiedliwości. Tymczasem różnica jest niewielka, a system prawny służy tym, którzy mają więcej pieniędzy.

Kilka lat temu, w Phoenix, w Arizonie, biskup tutejszej diecezji Thomas O'Brian prowadząc samochód zabił przechodnia i uciekł z miejsca wypadku. Samochód z rozbitą przednią szybą schował w garażu, a sam siebie we własnej rezydencji. Mimo że ławnicy jednomyślnie uznali go winnym to w więzieniu nie spędził ani jednego dnia, został skazany na ileś tam godzin pracy społecznej, którą z racji zajmowanego stanowiska i tak powinien wykonywać. Przed wydaniem wyroku prosił sędziego aby nie skazał go na więzienie i myślałem o tym jak to chodząc do spowiedzi prosimy o pokutę, ale nie słyszałem o przypadku aby w tym momencie coś negocjować. Kościół wmawia nam, że jesteśmy równi, ale widać, że są też równiejsi. W czasie każdej mszy obowiązkowo modlimy się o papieża, o biskupa, a w kościele świętego Partyka w Scottsdale nadal dodaje się "o naszego biskupa Tomasza na emeryturze". No cóż "retired" brzmi lepiej niż "convicted".

Marek Urbanek
Phoenix, Arizona

•••

Do Harbińczyków w Kanadzie
Szanowni Państwo!

Z dalekiej Mandżurii, która była Państwa pierwszą ojczyzną, z wyroków historii znaleźliście się Państwo w różnych zakątkach świata. Zapewne wspominacie tamte czasy i tamte miejsca. Być może udało Wam się odnaleźć nową ojczyznę, ale na pewno pozostały trwałe więzi z przyjaciółmi, kolegami, znajomymi z Mandżurii. Zapewne w listach, wspomnieniach wracacie pamięcią do miejsc i wydarzeń z młodości.

Historia Harbina i zgodne współdziałanie w nim, pełne tolerancji i wzajemnego poszanowania, wielonarodowej społeczności należą do tych momentów w dziejach ludzkości, które nigdy nie powinny zostać zapomniane. Niezwykły upór ludzi, wiedza i zdolności poparte ciężką pracą, pozwoliły stworzyć w odległej Mandżurii namiastkę polskiej państwowości, przechować tożsamość narodową i wychować młode pokolenie Polaków urodzonych na Dalekim Wschodzie w poszanowaniu polskich tradycji. Dzieje polskiej diaspory w Mandżurii godne są utrwalenia i propagowania. Czasy, w których przyszło nam żyć to czasy deficytu autorytetów i wzorców postępowania. Przykład Harbina godny jest naśladowania.

Polski wątek tej historii nie poszedł w zapomnienie. Wśród wielu inicjatyw podejmowanych w kraju w celu udokumentowania wydarzeń z odległej przeszłości jest i ta podjęta przez Książnicę Pomorską im. Stanisława Staszica w Szczecinie, największą bibliotekę publiczno-naukową na Pomorzu Zachodnim. Przez kilkanaście ostatnich lat gromadzono tutaj zbiory, bodaj największe w kraju, przekazywane przez harbińczyków mieszkających w Polsce. Duża w tym zasługa szczecińskiego Klubu Harbińczyków oraz jego członków: mgr inż. Jerzego Czajewskiego i dr Leonarda Spychalskiego. Wśród zgromadzonych materiałów są niepublikowane wspomnienia (spisane odręcznie lub na komputerze), fotografie, listy, książki, rodzinne dokumenty i korespondencja, czasopisma, zaproszenia, plakaty, afisze, programy teatralne, koncertów, innych spotkań polonijnych itd. Poddane starannej opiece będą materiałem służącym do badań naukowych. Już obecnie są przedmiotem zainteresowania ośrodków naukowych oraz osób prywatnych. Na ich podstawie powstają prace naukowe. Wydawane są publikacje, organizowane są sympozja. Wydany nakładem Książnicy Pomorskiej w 2008 r. tom "Polskie ślady na Dalekim Wschodzie. Polacy w Harbinie" jest wynikiem konferencji naukowej, która odbyła się właśnie w Szczecinie w październiku tegoż roku. Książka ilustrowana jest fotografiami, zgromadzonymi w Książnicy Pomorskiej, gdzie harbińskie archiwalia znalazły godną przystań.

W imieniu czytelników Książnicy Pomorskiej oraz szczecińskiego Klubu Harbińczyków zwracam się do wszystkich osób, które dysponują materiałami bądź wspomnieniami odnoszącymi się do polskiego Harbina o przekazywanie tych zasobów w celu uchronienia ich przed unicestwieniem, które niesie czas. W Książnicy Pomorskiej zbiory te zostaną profesjonalnie opracowane, znajdą się pod opieką konserwatorską, a przede wszystkim będą udostępniane badaczom historii. Opracowania, które dzięki temu powstaną, upowszechnią wiedzę o mandżurskim epizodzie w dziejach polskiego narodu. Zbiory w wersji oryginalnej lub w postaci kopii (fotokopii, kserokopii, wersji cyfrowych) należy nadsyłać na adres:

Książnica Pomorska im. Stanisława Staszica
w Szczecinie,
70-205 Szczecin,
ul. Podgórna 15/16,
tel.04891 48 19 315 /
+48/510 16 17 78
email:
ksiaznica@ksiaznica.szczecin.pl

Serdecznie zachęcamy do kontaktu z Książnicą wszystkich tych, którzy mogą pomóc w tej bardzo ciekawej inicjatywie. Dzieje polskiej diaspory w Mandżurii powinny zostać udokumentowane, dla przyszłych pokoleń.

Redakcja

•••

Przypomnijmy: audiodeskrypcja, o której pisaliśmy kilkakrotnie, to "technika narracyjna, która za pomocą dodatkowych, werbalnych opisów udostępnia odbiór treści wizualnych osobom niewidomym i słabowidzącym. Audiodeskrypcja pozwala osobom niewidomym na możliwość odbioru sztuki wizualnej, np. malarstwa, czy gry aktorskiej - dlatego też stosowana jest m.in. w muzeach, kinematografii czy teatrze" (Wikipedia). Jej pionierem w Polsce jest pan Tomasz Strzymiński, który przysłał nam poniższy list:

Szanowni Państwo,

Przesyłam stronę Fundacji Audiodeskrypcja, na której publikujemy w miarę możliwości najnowsze informacje o naszej działalności: www.audiodeskrypcja.org.pl.

W aktualnościach znajdziecie Państwo m.in. informacje o projekcie szkoleń dla pracowników placówek kulturalnych. http://www.audiodeskrypcja.org.pl/index.php/aktualnosci/59-rekrutacja-w-projekcie-drzwi-do-kultury-zakonczona.

W Stanowisku Fundacji Audiodeskrypcja są publikowane konsultacje, stanowiska dt. różnych spraw związanych z dostępnością dla osób z niepełnosprawnością wzroku. Jest tam m.in. najnowsza konsultacja w sprawie nowelizacji Ustawy o Radiofonii i Telewizji oraz także konsultacja ws. projektu Programu obrotu bezgotówkowego w Polsce na lata 2009-2013.

http://www.audiodeskrypcja.org.pl/index.php/stanowisko-fundacji-audiodeskrypcja.

W tym roku także uczestniczyliśmy w 34. FPFF w Gdyni. Przygotowaliśmy wspólnie z zaprzyjaźnionymi osobami audiodeskrypcję do dwóch filmów - "Rodzina Leśniewskich" i "Nigdy nie mów nigdy".

11.09.2009 r. na Festiwalu Integracja Ty i ja w Koszalinie odbyły się seanse filmów, do których osoby również współpracujące z Fundacją Audiodeskrypcja przygotowały opisy. Fundacja koordynowała przygotowanie audiodeskrypcji.

Kończymy także opisy obiektów do Muzeum w Drozdowie. Eksponaty będą posiadały audiodeskrypcję i dzięki temu możemy mówić o pierwszym muzeum w Polsce, które stanie się dostępne dzięki audiodeskrypcji także dla niewidomych.

Serdecznie pozdrawiam

Tomasz Strzymiński
tel. kom. 500 26 93 91
Fundacja Audiodeskrypcja
ul. Gaskiewicza 15
15-128 Białystok
www.audiodeskrypcja.org.pl
fundacja@audiodeskrypcja.org.pl
Numer konta: 46 1370 1037 0000 1701 5129 6600
NIP: 9661985500
REGON: 200259482
KRS: 0000325337
Sąd Rejonowy w Białymstoku, XII Wydział Gospodarczy KRS
ul. Mickiewicza 103,
15-950 Białystok

•••

EMERYTURY

Szanowna Redakcjo,

Nie udało mi się przybyć na spotkanie w zeszłym tygodniu w sprawie emerytur. Byli tam moi znajomi, ale i oni niewiele zrozumieli - było po angielsku, a sprawy urzędowe omawiane są językiem, którego wszyscy dobrze nie rozumieją. Bardzo nam zależy na tym, żeby dowiedzieć się o tym nowym systemie, bo dotyczy on nas i wielu innych osób. Krążą plotki, że nie jest to dla nas wcale korzystne - zresztą jedni mówią tak, a inni - inaczej. Czy moglibyście te sprawy dokładnie opisać i wytłumaczyć?

Pozdrowienia dla Redakcji,
Wanda Szymanek

Szanowna Pani,

Oczywiście, będziemy naszych Czytelników informować o sprawie. Od przyszłego tygodnia będziemy Państwu podawać wszelkie informacje na ten temat, wyjaśnione przystępnie i fachowo. Pani list jest jednym z wielu listów, maili i telefonów w tej sprawie. Prosimy więc śledzić artykuły w Gazecie na ten temat.

Redakcja









© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

LISTY OD CZYTELNIKÓW
Z redakcyjnej skrzynki (150)
Z redakcyjnej skrzynki (141)
 Z redakcyjnej skrzynki (141)
Z redakcyjnej skrzynki (138)
Z redakcyjnej skrzynki (135)
Z redakcyjnej skrzynki (132)
Z redakcyjnej skrzynki (126)
Z redakcyjnej skrzynki (123)
Z redakcyjnej skrzynki (120)
 Z redakcyjnej skrzynki (117)