Dziennik Polonii w Kanadzie      
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



LISTY OD CZYTELNIKÓW

Ludzie listy piszą ... (102)

Sep 4, 2009
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Społeczni poprawiacze image


Po krwawo stłumionych w grudniu 1970 protestach mieszkańców Wybrzeża, w których zginęło kilkudziesięciu robotników i mieszkańców Trójmiasta, wśród nich mój kolega ze szkoły podstawowej i jednocześnie kuzyn Józek Widerlik, ugodzony w szyję kulą milicyjnego snajpera, gdy w grupie protestujących robotników wychodził przez bramę stoczni w Gdańsku, w miejscu, gdzie teraz stoi pomnik Solidarnościowych Trzech Krzyży - nowowybrany wówczas pierwszy sekretarz partii, Edward Gierek, spotkał się w styczniu 1971 roku z aktywem partyjnym Trójmiasta i wygłosił słynne przemówienie o odbudowaniu zaufania do partii.

Gierek wypowiedział wtedy te oto słowa: "Możecie być towarzysze przekonani, że my, tak samo jak i wy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny i nie mamy innego celu jak ten, który żeśmy zdeklarowali i to jest podstawowy program naszego działania.

Jeśli nam pomożecie, to sądzę, że ten cel uda nam się wspólnie osiągnąć.

No to jak, towarzysze, pomożecie?

No!"

Dzięki rewelacyjnemu wynalazkowi Internetu możemy, po 38 latach, usłyszeć ten fragment próby "naprawiania image", a co teraz w języku mediów w Polsce określane jest mianem "pijaru" http://www.youtube.com/watch?v=x80CdzKDaIw

Kilka dni temu przeczytałem opublikowany 4 sierpnia, br., przez wydawany w Toronto dziennik "Gazeta", komunikat prasowy prezesa Zarządu Głównego Kongresu Polonii Kanadyjskiej (ZG KPK), pana Władysława Lizonia, o jego spotkaniu z komisarzem kanadyjskiej policji federalnej - Royal Canadian Mounted Police (RCMP), Williamem Elliottem.

W specjalnym dziale portalu internetowego "Gazet" można przeczytać inne, niezwykle interesujące artykuły, poświęcone sprawie Roberta Dziekańskiego i RCMP (kategoria ROBERT DZIEKAŃSKI - przyp. red.).

Pragnę tą drogą przekazać wyrazy uznania dla zespołu redakcyjnego "Gazety", który to zespół, jak chyba żaden inny, z długiej listy prasy polonijnej w Kanadzie i polskojęzycznej w Polsce, poświęca tak wiele uwagi tragicznemu wydarzeniu z 14 października 2007 roku na lotnisku w Vancouver, gdzie to przybyły legalnie z wizytą do swej matki obywatel Polski, Robert Dziekański, nie władający językiem angielskim, zdezorientowany wielogodzinną podróżą, a następnie 10-godzinnym oczekiwaniem w odosobnieniu, został zamordowany przez oficerów RCMP pięcioma strzałami z tzw. taser gun.

Współcześni wydarzeniom lat 70-tych i 80-tych minionego wieku w Polsce pamiętamy, że po styczniowym apelu Gierka o pomoc w reformowaniu tego, co było niereformowalne, był 1976 rok w Radomiu, Ursusie, "ścieżki zdrowia" w lasach kabackich, a następnie stan wojenny 1981.

Nigdy też tak na prawdę, a to dzięki temu, że "zmiany na lepsze" w Polsce po 1989 roku przybrały taki a nie inny kierunek, nie dowiedzieliśmy się kto kazał strzelać do robotników w 1970 ani też nikt nie usłyszał prokuratorskiego oskarżenia i skazującego przez niezawisły sąd wyroku. Dotyczy to również sprawcy mordu na 22-letnim wtedy Józku Widerliku.

Tamte ponure czasy przeszły na szczęście do historii, mieszkam też w kraju szczycącym się poszanowaniem prawa i przestrzeganiem praw jego mieszkańców.

Cieszyłem się, gdy na dźwięk słowa Kanada, mieszkańcy innych krajów, które do tej pory w trakcie mojej kariery zawodowej odwiedziłem, bez wyjątku okazywali mi serdeczną gościnność. Teraz, głównie za sprawą chociażby długiej listy, trudnych do pogodzenia z ogólnie przyjętymi normami postępowania, przypadków łamania tychże norm przez organizacje powołaną do stania na straży przestrzegania prawa, mam poważne wątpliwości, czy faktycznie mamy się czym cieszyć.

O tym, czy RCMP ma się czym szczycić, trudno znaleźć jednoznacznie pozytywną odpowiedź po przeczytaniu chociażby listy "osiągnięć", zamieszczonej na stronach Wikipedii pod szokująco brzmiącym tytułem "Scandals surrounding the RCMP" http://en.wikipedia.org/wiki/Scandals_surrounding_the_RCMP

Miliony wydanych, z kieszeni podatników, dolarów na pokrycie kosztów. Niezliczone godziny obrad, zeznań świadków i dochodzeń, jakie po każdym z tych, najczęściej przypadkowo wykrytych wykroczeń, przeprowadziła sama RCMP, czy też kolejne parlamentarne komisje zwykłe, specjalne i szczególnie specjalne, kończyły się w jednakowy sposób - opublikowaniem wielotomowych raportów i zaleceń, paru dniami szumu prasowego i radiowo-telewizyjnego i... powrotem do "normalności", czyli w ogólnym zarysie niereformowalności RCMP.

Zapewne niewinny los spotka raporty i zalecenia kolejnych komisji powołanych do wyjaśnienia sprawy śmierci Roberta Dziekańskiego.

Tak myślę, słuchając wypowiedzi reprezentantów RCMP różnego szczebla, komentujących raporty tej, czy innej komisji, czytając artykuły prasowe, jak chociażby te publikowane przez Gazetę, czy też zaznajamiając się z treścią oficjalnych komunikatów ze spotkań BWF (Bardzo Ważnych Figur), jak chociażby prezesa Lizonia z Komisarzem Elliottem.

Minie wkrótce dwa lata od tego tragicznego wydarzenia na lotnisku w Vancouver i trudno sobie wyobrazić inny obrót sprawy jeśli weźmie się pod uwagę chociażby fakt w jakich okolicznościach doszło do poinformowania światowej opinii publicznej o wydarzeniu na lotnisku w Vancouver.

Jedynie dzięki temu, iż Paul Pritchard - przypadkowy obserwator morderczej akcji RCMP na lotnisku w Vancouver - zarejestrował na wideo tragiczne dla R. Dziekańskiego chwile i dzięki temu, iż w wyniku procesu jaki tenże sam P.Pritchard wytoczył RCMP, a sędzia, na szczęście, nakazał RCMP oddanie - wcześniej przez nich zarekwirowanego nagrania - cały świat mógł zobaczyć, jak czterech osiłków w uniformach RCMP pokazało w jaki sposób może być potraktowany każdy odwiedzający Kanadę turysta.

Dla Polaków, których tysiące każdego tygodnia przylatuje do Kanady w odwiedziny do swych dzieci, wnuków, braci i sióstr i ci przybysze, w większości jak R. Dziekański, nie potrafiący odpowiedzieć na zadawane w niezrozumiałym dla nich języku angielskim pytania, szczególnie teraz, w sytuacji totalnego zamieszania w rozumieniu terminu "ruch bezwizowy", przypadek z Vancouver stanowi mrożące w żyłach ostrzeżenie, iż coś podobnego może się znów wydarzyć jeśli nie zostaną podjęte i wykonane zalecenia niezależnych od RCMP gremiów społecznej reprezentacji i kontroli.

Niestety, nadal bezskutecznie czekamy na ustanowienie reguł, w których RCMP nie będzie jedyną wyrokującą instytucją w sprawach naruszenia prawa, poszanowania ludzkiego zdrowia i życia przez działających w jej imieniu oficerów. Dzieje się tak dlatego, iż w przypadku RCMP nie ma zastosowania stara łacińska zasada: Nemo iudex in causa sua - nikt nie może być sędzią we własnej sprawie.

W takiej oto atmosferze dochodzi do spotkania, na życzenie, jak sam przyznał, prezesa Zarządu Głównego Kongresu Polonii Kanadyjskiej, pana Władysława Lizonia z szefem RCMP W. Elliottem.

Skoro pan prezes Lizoń reprezentuje Kongres Polonii Kanadyjskiej, a z kolei tenże Kongres twierdzi wszem i w około, że reprezentuje blisko 800-tysięczną grupę Kanadyjczyków polskiego pochodzenia, to należy się spodziewać, że prosząc o spotkanie z komisarzem RCMP, a następnie biorąc w tym spotkaniu udział, pan prezes, zanim zaczął przepytywać i przekonywać komisarza, najpierw zapytał samego siebie - jaki cel ma takie spotkanie i jaką z tego spotkania korzyść będzie miała polonijna społeczność Kanady?

Czyżby pan prezes Lizoń nie znał faktów wokół tej i innych spraw, w których brali udział oficerowie RCMP?

Czyżby nie znał doniesień prasowych o bulwersujących praktykach pracowników RCMP, którzy pojechali aż do Polski zbierać "haki" na Roberta Dziekańskiego - ofiarę przemocy, a nie zainteresowali się wyjaśnieniem na miejscu sprawy jednego z oficerów RCMP, który niedługo po ataku na Dziekańskiego, a będąc pod wpływem alkoholu, spowodował, tym razem, incydent drogowy, ze śmiertelnym skutkiem dla ofiary?

Mało tego, oficer ten uciekł z miejsca wypadku, a mimo tych inkryminujących go faktów nadal otrzymuje wynagrodzenie od swego dotychczasowego pracodawcy.

Czyżby prezes Lizoń nie znał stanowiska szefów RCMP w sprawie wdrożenia zaleceń kolejnych komisji odnośnie używania taserów, czy też procedur wyjaśniających incydenty z udziałem oficerów RCMP?

Pan prezes Lizoń sprawuje bardzo ważną funkcję pośród tzw. zorganizowanej Polonii kanadyjskiej i jestem pewien, iż z racji tak wysokiej rangi pełnionych obowiązków, znał te wszystkie sprawy dokładnie, zanim zwrócił się z prośbą o spotkanie z komisarzem Elliottem.

Skoro znał dobrze teren, na który wchodził, to zadając komisarzowi pytania, o których mowa w raporcie ze spotkania, czy też próbując nakłonić komisarza do zmiany stanowiska w poruszonych sprawach, prezes Lizoń zademonstrował niebywałą wprost wiarę w swoje zdolności przekonywania, siłę argumentów własnych i siłę lobbingu organizacji, którą na tymże spotkaniu reprezentował.

O sile politycznego lobby Polonii kanadyjskiej już nie wspomnę.

No bo proszę zauważyć - komisarz Elliott odkłada ad calendas graecas wdrożenie zaleceń kolejnej komisji specjalnej, a miałby, w przekonaniu prezesa Lizonia, przychylić się do jego argumentów?

Swoimi wypowiedziami na te wszystkie zapytania i wnioski zgłoszone w - należy się spodziewać - twardych, ale przyjaźnie zakończonych - vide załączone do komunikatu foto - negocjacjach z prezesem ZG KPK, komisarz Elliott dał jednoznaczną odpowiedź co myśli o tym wszystkim, co z kolei prezes Lizoń miał na myśli.

Njet... njet... njet.

I jaka reakcja prezesa Lizonia na taką odpowiedź?

Jestem pewien, iż prezes ZG KPK bardzo dobrze jest obeznany co do zasad prowadzenia negocjacji i zasady tzw. reciprocation. Po naszemu - coś za coś.

Skoro więc otrzymał taką, a nie inną odpowiedź od komisarza, to dlaczego i to w imieniu całej Polonii kanadyjskiej wybiegł przed orkiestrę z ofertą pomocy RCMP w ulepszeniu jej image?

Czy RCMP sama chce się reformować i czy jest reformowalna w obecnej jej formie?

W 1970 roku robotnicy nie prosili Gierka o przyjęcie ich propozycji poprawy image partii, którą on rządził. To Gierek powiedział to słowo - pomożecie? - jakkolwiek trudne do przełknięcia dla niego samego i jego towarzyszy.

A co ustalili komisarz i prezes, co można byłoby śmiało określić, według opublikowanego komunikatu, jako jedyny punkt pełnej zgodności opinii wyrażonej w trakcie tego spotkania?

Postanowili zwołać masówkę z udziałem "reprezentantów" Polonii kanadyjskiej, zupełnie jak wtedy w styczniu 1971 w Gdańsku zorganizowano spotkanie "aktywu".

Cel ten sam, a i rezultaty takiego spotkania będą nie inne.

Ciekawe, ilu tych "reprezentantów" Polonii, których prezes Lizoń tak ochotniczo zobowiązał do pracy nad poprawą image RCMP, z własnej nieprzymuszonej woli na takie spotkanie pójdzie?

Skoro, jak to prezes ujawnił w wywiadzie udzielonym Gazecie: "Nasz komunikat nie jest stenogramem ze spotkania, które trwało ponad godzinę i naprawdę nie rozmawialiśmy o pogodzie", a wierząc zapewnieniom prezesa, że tak było, to jawi się takie pytanie:

Czy przypadkiem spotykające się BWF ustaliły, a co nie zostało zarejestrowane w komunikacie - patrz powyżej dlaczego - czy będą jakieś sankcje wobec tych, którzy się do tej akcji "polonijnego poprawiania image RCMP" po prostu nie przyłączą?

Powiem więcej.

Nie przyłączając się do organizowanej przez prezesa Lizonia i jego Zarząd Główny KPK akcji "poprawiania image RCMP", członkowie kanadyjskiej Polonii zorganizowanej i niezorganizowanej, udowodnią, iż osiągnęli już poziom świadomości, o której prezes Lizoń tak powiedział: "Kanadyjczycy i nowi imigranci przybywający do Kanady nie powinni bać się policji, a raczej czuć szacunek wobec roli, jaką pełni ona w zapewnianiu porządku i spokoju".

A skoro już mowa o poprawie image, to może prezes ZG KPK, pan Władysław Lizoń, podjąłby najpierw decyzje - wbrew uchwale minionych dwu Walnych Zjazdów KPK- o dobrowolnym poddaniu się lustracji przez wszystkich obecnych członków Zarządu Głównego Kongresu Polonii Kanadyjskiej?

Polonia zorganizowana, a zwłaszcza "niezorganizowana" - a ta jest w większości - pragnie pewności, iż ci, którzy twierdzą, że są jej reprezentantami w Kanadzie, nie byli przypadkiem... uczestnikami wiecu aktywu w styczniu 1971, w Gdańsku, czy też podobnych wieców w następnych latach, aż do słynnego, zakończonego komendą "sztandar PZPR wyprowadzić".

Jak już mamy, jako Polonia kanadyjska, być tymi JW (jawnymi współpracownikami) poprawiając image RCMP, co do czego nie mam zastrzeżeń jako obywatel Kanady, to dobrze byłoby się upewnić, że nie jesteśmy prowadzeni na te akcje przez... TW (tajnych współpracowników).

Pamiętajmy słowa Gierka... "wy towarzysze jesteście z tej samej GLINY".

Ryszard Kuśmierczyk
Windsor, Ont.
27 sierpnia 2009


© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

LISTY OD CZYTELNIKÓW
Z redakcyjnej skrzynki (150)
Z redakcyjnej skrzynki (141)
 Z redakcyjnej skrzynki (141)
Z redakcyjnej skrzynki (138)
Z redakcyjnej skrzynki (135)
Z redakcyjnej skrzynki (132)
Z redakcyjnej skrzynki (126)
Z redakcyjnej skrzynki (123)
Z redakcyjnej skrzynki (120)
 Z redakcyjnej skrzynki (117)