LISTY OD CZYTELNIKÓW
Panie Lizoń,
Jestem absolutnie zaszokowany Pańską postawą. Cała Polonia (i nie tylko, bo przecież dołączają inni) robi wszystko, aby doprowadzić do reorganizacji tej skorumpowanej instytucji (RCMP), a Pan idzie do reprezentanta właśnie tej instytucji, aby w tym momencie zrobić sobie zdjęcie i obiecuje Pan wspólną akcję uzdrowienia skorumpowanych. Czy Pan przypadkiem nie pomylił adresów?
Czterech uzbrojonych, silnych "przedstawicieli prawa", gdzie dwóch z nich mogło bez problemu obezwładnić wymęczonego podróżą człowieka, ale woleli 5 razy strzelić do niego z paralizatora, a dopiero później zastanawiać się co dalej. Do kompletu całe to towarzystwo (włącznie z przełożonymi) kłamie jak najęte. Czy Pan nie zdaje sobie sprawy, że tylko film przypadkowego świadka tego morderstwa (tak, to było MORDERSTWO w imię prawa - tak przynajmniej RCMP zamierzało przedstawić taką wersję) pozwoliło na ujawnienie całego zajścia.
W tej sytuacji Pan włącza się ze swoją misją. Co Pan uzyskał (oprócz zdjęcia oczywiście) z tej wizyty? RCMP uzyskało wiele - czy w ogóle zdaje Pan sobie z tego sprawę?
Wstyd przynosi Pan całej Polonii. Tak jak przygotowali Pańscy poprzecznicy całą parodię wyboru Pana na prezesa KPK, tak też Pan postępuje. To całkiem jakby Pan chciał płynąć pod prąd.
Wierzę, że nie za daleko Pan zapłynie.
Jako praktykujący katolik to zbłądził Pan całkowicie. Nie sądzę, aby Pan zdawał sobie sprawę co oznacza służba publiczna? Wierzę, że odpowie Pan za to.
Leszek Kociuba
•••
Pan Lizoń odbudowuje publiczne zaufanie do RCMP w zamian za wspólne zdjęcie z komisarzem RCMP
Pan Lizoń zagalopował się w swojej dbałości o dobre stosunki, w tym przypadku, z komisarzem RCMP, deklarując pomoc i współpracę w odbudowaniu zaufania do RCMP. Nie można jednak budować, czy odbudowywać zaufania, przymykając jednocześnie oczy na matactwa popełniane przez oskarżonych w trakcie śledztwa oraz akceptując pokrętną wersję władz RCMP, według której to sam Robert Dziekański był winien swojej śmierci. Nie można również zajmować się odbudowywaniem zaufania, nie mając w tej sprawie mandatu zaufania środowiska, które się reprezentuje.
Takie stanowisko p. Lizonia, pełniącego jakby nie było, kierowniczą funkcję w Kongresie Polonii Kanadyjskiej, akceptuje oficjalną wersję wydarzeń, zgodnie z życzeniem RCMP, stawia go tym samym po stronie sprawców tragedii w porcie lotniczym Vancouver. To konformistyczne stanowisko prezesa KPK, w powszechnym odbiorze może rzucać cień na KPK jako organizację oraz na polonijną społeczność akceptującą takie zakończenie sprawy morderstwa popełnionego na Polaku, bowiem zarówno okoliczności śmierci Roberta Dziekańskiego jak i śledztwo trwające wiele miesięcy, wzbudziło zrozumiałe zainteresowanie i zaniepokojenie ogółu społeczności kanadyjskiej.
Wydaje się, że p.Lizoń obejmując tak ważną funkcję w Kongresie Polonii Kanadyjskiej wszedł w buty o wiele dla niego za duże.
Coś na rzeczy ma zachowanie p. Lizonia w dniu 30 marca 2008 roku, kiedy to w Centrum Kultury im. Jana Pawła II w Mississaudze miał miejsce ostatni etap akcji zbierania podpisów pod apelem o referendum w sprawie ratyfikacji tzw. Traktatu Lizbońskiego przez sejm RP, w konsekwencji odbierającego Polsce atrybuty suwerenności.
Dla przypomnienia dodam, że akcja informacyjna, zarówno o skutkach ratyfikacji, jak i możliwości osobistego zajęcia stanowiska w tej sprawie, była prowadzona wśród polonijnego środowiska od stycznia 2008 r. przy moim wydatnym udziale.
W niedzielę 30 marca 2008 r. przy naszym stanowisku informacyjnym ulokowanym w hallu budynku i udekorowanym w widoczny sposób, zatrzymywali się liczni, przybywający do Centrum, zarówno świadomi celu przybycia jak i inni, którzy po uzyskaniu informacji o celu akcji, spontanicznie udzielali poparcia.
Wśród przybywających pojawił się p. Lizoń i na nasze uprzejme zaproszenie skierowane do niego, w sposób głośny i arogancki "pouczył" nas, tzn. trzy-osobowy zespół organizacyjny, "żebyśmy nie zajmowali się tu nie swoimi sprawami" i zdenerwowany naszą obecnością (?) pomaszerował dalej.
A ja chciałbym przypomnieć p. Lizoniowi, powiedzenie znanego Człowieka z nieco odległych czasów, które brzmi: "Jestem Polakiem więc obowiązki mam polskie".
Pan Lizoń, wiedząc o terminie posiedzenia Sejmu RP przewidzianym na 1 kwietnia 2008 r. i pewnej ratyfikacji Traktatu, także przy udziale "pseudopatriotów", w ten sposób swoim stanowiskiem "dostroił się" do obowiązującej linii sejmowej tak, jak aktualnie "dostroił się" do wymagań RCMP.
Wiesław Kwaśniewski
Toronto, 12.08.2009
•••
Szanowna Redakcjo,
Zmartwiło mnie przeczytanie informacji o spotkaniu prezesa KPK z szefem RCMP. To spotkanie miałoby może jakiś sens, gdyby przebiegło tak jak powinno. Przecież chyba wszyscy ludzie, którzy mają odrobinę zdrowego rozsądku i uczciwości, widzą, co się dzieje w sprawie Roberta Dziekańskiego. Policjanci naruszyli podstawowe zasady postępowania, używając nadmiernej siły i przemocy, co jednoznacznie stwierdził ekspert w tej dziedzinie dr Webster. Wystarczyło użyć spreju pieprzowego, a pewnie i to nie było konieczne. Gdyby wszyscy czterej policjanci unieruchomili Dziekańskiego, nie miał szans na opór (którego zresztą wcale nie chciał stawiać). To wszystko dzięki nagraniu wideo, że początkowe kłamstwa policji wyszły na jaw. A jak słusznie napisała red. Bonikowska w swoim felietonie pt. "Nie wszędzie znajdzie się Paul Pritchard", przecież większość konfrontacji z policją odbywa się bez świadka w postaci kamery. I wtedy co? Jak udowodnić, że policjanci użyli nieproporcjonalnej do sytuacji przemocy? Ile osób ma jeszcze zginąć?
Dlaczego mieniący się rzecznikiem Polonii prezes KPK p. Lizoń nie domagał się ostro wyjaśnień, skruchy, obietnicy zastosowania przez RCMP działań dyscyplinarnych wobec kłamiących pod przysięgą funkcjonariuszy? Dlaczego w imieniu Polonii, czyli moim i setek tysięcy osób, obiecał współpracę?! Z kim - z człowiekiem, który nie potrafi zapanować nad swoimi własnymi podwładnymi?!
Spotkanie o takim przebiegu lepiej aby się w ogóle nie odbyło. To wstyd dla Polonii, że zamiast stawać solidarnie za ofiarą i jej rodziną, walczyć o bezpieczeństwo innych ludzi w podobnych sytuacjach w przyszłości, takim uściskiem ręki prezes KPK uwiarygodnił metody działania RCMP, zrezygnował z należnej mu roli. To nie my - obywatele jesteśmy dla policji, tylko ona dla nas. My ją opłacamy i my mamy prawo od niej wymagać.
Na utracone zaufanie trzeba długo pracować, aby je odzyskać. I to nie my mamy coś robić, ale właśnie RCMP, która się skompromitowała w oczach społeczeństwa, w oczach całej Kanady i świata.
Swoją drogą, wyrazy szacunku dla dr. Webstera, że nie bał się powiedzieć i nadal mówić prawdy w sprawie Dziekańskiego. On sam - a kto lepiej wie? - podkreśla konieczność zmian w tej instytucji. A zatem my powinniśmy na każdym kroku domagać się tych zmian - przez każdego reprezentanta, przy każdej okazji, a nie umywać rąk i uśmiechać się miło dla zachowania dobrych stosunków między prezesami, dyrektorami, komisarzami i politykami.
Czas nareszcie na twardego, nieustępliwego lidera Polonii, z którym wtedy liczyliby się Kanadyjczycy mający moce decyzyjne. Obecnie jestem pewien, że kpią sobie z tej Polish community, której wystarczy pokazać marchewkę, której imponuje uścisk dłoni tego czy innego Kanadyjczyka na stanowisku i którą można łatwo zbajerować, jak to się mówi w języku codziennym.
Gratuluję bogatych materiałów na temat sprawy Dziekańskiego w Gazecie.
Wasz czytelnik,
Andrzej Wójcik
© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.
Powrót na początek strony
|