Bijcie Polaków tak długo,
dopóki nie utracą
wiary w sens życia.
Otto von Bismarck
(1815-1898)
Dalsza część instrukcji Bismarcka użytej przeze mnie jako motto dzisiejszego felietonu brzmiała następująco: "Współczuję sytuacji, w jakiej się znajdują. Jeżeli wszakże chcemy przetrwać, mamy tylko jedno wyjście - wytępić ich".
Jednoznaczna wytyczna, nie pozostawiająca żadnych wątpliwości i miejsca na dyskusję, była realizowana pod zaborem pruskim poprzez konsekwentną germanizację polskiego narodu. Marsz do celu przerwała klęska Niemiec w I wojnie światowej, w wyniku której, przy oczywiście niezmiernie istotnej działalności politycznej, społecznej i bardzo ważnej militarnej, odrodziła się Polska - jako II Rzeczpospolita. Dla zaborców ten nowy twór niepodległy był jedynie "bękartem wersalskim", jak go określił Stalin, przeznaczonym do ponownej likwidacji, co chętnie uczyniono na mocy tajnego paktu Ribbentrop-Mołotow, podpisanego 23 sierpnia 1939 roku. Gdyby nie ekspansjonistyczne przyzwyczajenia i ciągoty Niemców pod hasłem Drang nach Osten "niechciane dziecko" przestałoby istnieć nie na ponad 5 lat, ale... być może do dnia dzisiejszego i dłużej.
Analizując to wszystko, co wyprawiali od wschodu i zachodu nasi "przyjaciele" na przestrzeni ostatnich 200 lat oraz jaki zachowywali stosunek do państwa i narodu polskiego, absolutnie nie można mieć złudzeń co do ich obecnej przemiany z Szawłów w świętych Pawłów.
W obu narodach pozostała i pamięć rzucenia na kolana polskiej potęgi (tak, tak, byliśmy przez kilka wieków, od Piastów zaczynając, liczącą się monarchią), i całkowitego wymazania Polski z mapy świata oraz pełnego podporządkowania Berlinowi, Moskwie i Wiedniowi, i lata niekwestionowanej, światowej mocarstwowości.
Wymuszona w 1918 roku zgoda na naszą niepodległość, a także następnie na rozszerzenie granic na wschód nigdy nie znalazły autentycznej akceptacji Rosjan i Niemców. Nigdy! Nie łudźmy się, że było i jest inaczej. Z wielką radością towarzysze broni dokonywali kolejnego rozbioru w 1939, i gdyby zaistniała ku temu sposobność, pewnikiem powtórzyliby taki manewr ponownie.
Pamiętajmy o tej w sumie niedawnej przeszłości i nie dziwmy się teraźniejszym zabiegom naszych zachodnich sąsiadów. Im na pewno nie, natomiast premierowi Tuskowi, jego rządowi i zapleczu medialnemu oraz biznesowemu tak. Czyżby ci wszyscy ludzie mieli tak krótką pamięć i kiepską znajomość historii? A może polityka "miłości" nakazuje im jednocześnie wielkie zaufanie do partnerów z nowego eurokołchozu?
Być też może - czego wykluczać nie należy - grają tu rolę jakieś interesy (jak podczas rozbiorów) i polska racja stanu została podporządkowana racjom interesów, o których dowiemy się z odpowiednim opóźnieniem.
W każdym razie nie można już wyraźniej niż to zrobiła Erika Steinbach i niemiecka chadecja określić niemieckiego stanowiska w sprawie ostatniej wojny, jej efektów w postaci "wypędzeń" narodu niemieckiego z ich "germańskiej" macierzy i jego "wielkiej tragedii", a także żądania światowego potępienia tego "barbarzyńskiego" czynu dokonanego przez Polaków. Przynajmniej obecnie, póki jeszcze należy zachowywać pewne pozory wielce przyjaznego sąsiada.
Bardzo wymowna jest jednak nie tylko sama teraźniejsza duża niemiecka aktywność w tej kwestii, ale wszystkie treści wypowiedzi niemieckich polityków i działaczy, jak chociażby właśnie ostatnia E. Steinbach: "Sąsiedzi Niemiec nie obawiają się przekręcania historii, obawiają się prawdy". Niemieckiej prawdy, ma się rozumieć.
No cóż, przyznaję jej rację - tak, osobiście boję się. Ale tylko jednego - że "prawda" głoszona przez Erikę Steinbach i wszystkich jej podobnych działaczy oraz polityków niemieckich przyniesie oczekiwane przez nich efekty, na co wystarczająco cichą zgodę daje polski rząd.
W czasie II wojny świat wcale nie zareagował na kolejny rozbiór Polski. Teraz też nie zareaguje, gdyż nie ma w tym żadnego interesu. Szczególnie, gdy będzie mu sprzyjać współczesna polska targowica. Reszty dokona odpowiedni makijaż.
PS Proces współczesnego rozbioru zaczął się 20 lat temu w efekcie postanowień Okrągłego Stołu, pierwszych "demokratycznych" wyborów i decyzji o prywatyzacji. Obecny będzie miał inny charakter niż te sprzed dwóch wieków i kolejny sprzed 70 lat, bo przebiegnie zgodnie z odpowiednio dopasowanym, współczesnym marketingiem i pozostawieniem polskich makiet, nazw oraz instytucji, de facto unijnych.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.