Każdy z nas odczuwa przyspieszenie, jakie wraz z upływem lat gotuje nam upływ czasu. Kiedy byliśmy dzieciakami, czas wlókł się i wlókł - bywały długie godziny, kiedy czekaliśmy na coś czy nie mieliśmy nic szczególnie ciekawego do roboty, a wskazówki zegara poruszały się nieznośnie wolno. Chciało się je wtedy popchnąć za wszelką cenę, żeby posuwały się szybciej.
Takie momenty wspominamy dzisiaj z łezką w oku - ileż dalibyśmy za to, żeby powtórzyć takie wolno pełznące godziny... Dzisiaj, w wieku dojrzałym, znamy już tylko takie godziny, które ledwo się rozpoczną, a już widać ich ostatnie sekundy. Pędzą, pędzą, coraz szybciej, jak rozpędzająca się karuzela.
Siedząc ostatnio w poczekalni, czekając na swoją kolejkę do badań i mając chwilę czasu, wzięłam do ręki leżący na stoliku numer National Geographic, pisma, które bardzo lubię. Spojrzałam na datę i... trudno mi było uwierzyć: 1982! Toż to 27 lat temu. Z ogromnym zainteresowaniem zaczęłam przeglądać numer, żeby zobaczyć, co wtedy było "na czasie". Głównym tematem tego wydania pisma był wspaniale zapowiadający się i dający nadzieje na przyszłość dynamiczny kraj. Wiele zdjęć uśmiechniętych ludzi, którzy planują takie czy inne nowe przedsięwzięcie. Radosne dzieci, bawiące się w kolorowym przedszkolu. Jaki to kraj? Nie zgadną państwo - Sudan. Wiemy, co dzisiaj dzieje się w położonym na zachodzie tego kraju Darfurze. Koszmar etnicznych rzezi trwa tam na oczach świata od 2003 roku. Bestialstwo, gwałty, rozlew krwi i tragiczna, beznadziejna bieda. Tyle pozostało z prognoz National Geographic sprzed 27 lat na temat przyszłości tego 10. największego kraju świata. W 1982 roku w kraju tym od 10 lat panował pokój, ale kolejna wojna miała zacząć się dopiero za rok.
Oglądam te zdjęcia patrzących w przyszłość z nadzieją ludzi w średnim wieku i wiem, że nie ma ich już wśród żywych. Średnia długość życia w krajach tamtego regionu jest niewysoka, więc prawdopodobieństwo, że ludzie ci już odeszli jest bardzo wysokie. Może niektórzy żyją, ale rozglądają się wokoło oczami pełnymi strachu i nie pamiętają już pewnie beztroskiego optymizmu. Dzisiaj mają za zadanie przeżyć do jutra, niepewni tego, co czeka ich i ich bliskich. Na zawsze zniknęła nadzieja i wiara w dobrą przyszłość. Może zachowali ją tylko ci, którym udało się wyjechać, ale iluż jest takich? I jak czują się, żyjąc w innych bezpiecznych krajach, bombardowani doniesieniami mediów o piekle rozgrywającym się w ich ojczyźnie.
Przeglądam dalej numer National Geographic patrząc na artykuły i zdjęcia - ciekawe teksty o podróżnikach i ich dokonaniach. Patrzę na ich fotografie w miejscach, do których dotarli, ale także na fotki z ich własnych domów. Mają na nich po 40, 50 lat. Czy żyją? Może tak, ale są już starszymi, może schorowanymi ludźmi, którzy tamte czasy sprzed 27 lat wspominają pewnie jako wspaniałą erę swojej aktywności i sukcesów. Co stało się w ciągu tych 27 lat w ich życiu? Ile radości, a ile cierpienia i bólu?
Niezwykłe jest doświadczenie wkroczenia do świata sprzed 27 lat. To tak jakby cofnąć się po obudzeniu się z 27-letniego snu.
1982 rok...
W Polsce szalał stan wojenny i wydawało się, że już nigdy nie wróci normalność. Było szaro, ponuro i nadziei na zmianę nie było zbyt dużo.
A gdzie indziej? Jak w Sudanie, były miejsca, gdzie było odwrotnie - perspektywy wydawały się znakomite, nadzieje ogromne, a dzisiaj już wiadomo, że wszystko to legło w gruzach, zostało zmarnowane i, jak dobrze wiemy, niewielkie są szanse, aby zmieniło się na lepsze w miarę niedługo.
Jaki był świat te 27 lat temu?
Nikt nie sądził, że pewnego dnia nastąpi 9/11, który zmieni świat na zawsze i chyba nieodwracalnie. Nie było internetu, a mało kto miał pojęcie o personalnych komputerach. Ale właśnie tego roku pokazały się na niemieckim rynku pierwsze dyski kompaktowe (CD), a potem Sony wyprodukował pierwsze popularne odtwarzacze muzyki z CD. Na DVD rzecz jasna trzeba było jeszcze długo czekać.
W tym właśnie roku Kanada w pełni uniezależniła się od Wielkiej Brytanii, uchwalając własną konstytucję. W tym samym roku Dominion Day zaczął nazywać się Canada Day.
W newsach była wojna o Falklandy, pierwsze światowe zawody w układaniu kostki Rubika, pierwszy pacjent z wszczepionym sztucznym sercem, na świat przyszedł książę William, syn Diany i Karola, w Białym Domu zasiadł na kolejną kadencję Ronald Reagan, a były szef KGB Andropow zastąpił Breżniewa na Kremlu.
Nie podejrzewaliśmy wtedy, że całkiem niedługo wszyscy będziemy rozmawiać przez telefony komórkowe, oglądać programy na plazmowych telewizorach, jeździć samochodami-hybrydami z systemem GPS, robić zdjęcia aparatami cyfrowymi i telefonami, a przede wszystkim mieć dostęp do oceanu informacji poprzez Internet, który zasadniczo zmieni całe nasze życie.
Czasem dobrze tak przenieść się w czasie, żeby zyskać perspektywę i zdać sobie sprawę z tego, jak każdy kolejny rok niesie ze sobą coś czego jeszcze chwilę temu nie mogliśmy nawet przeczuwać. Dzisiaj, w tym świecie postępu i rozwoju, nie mamy pojęcia co pojawi się dosłownie za chwilę, co wydarzy się w polityce, odmieniając nasze dotychczasowe życie.
A świat pędzi coraz szybciej, dając nam coraz mniej czasu na refleksję nad tymi zmianami.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.