Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 4 lutego, 2010
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

W naszej GAZECIE:
Current news
about Poland

ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
IMPREZY
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 



Komentarze, opinie

Współudział, wypędzenia, powroty
Janusz Szajna
Jun 5, 2009
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Widziane z prawej


Z czasów PRL-u pamiętam taki dowcip.

Pewna babcia (w oryginale było, że ze Śląska) chciała zapisać się do ZBoWiD-u (przypomnę - Związek Bojowników o Wolność i Demokrację). Stanęła przed komisją, a jej szef zadał pytanie:
- No to jak żeście babciu wojowali na tej wojnie, czym żeście się zasłużyli?
- A nosiłam jedzenie partyzantom do lasu.
- A w którą stronę żeście chodzili, do którego lasu?
- Ano tam, do tamtego.
- Ależ babciu, przecież w tamtym lesie to byli Niemcy!
No tak, ale ci z NRD.

Stary, całkiem stary dowcip. Dzisiaj należy w nim wszystko poprawić, co zniszczy - słusznie zresztą - jego sens. A poprawki trzeba wprowadzić wcale nie tylko dlatego, że NRD-owa już nie ma, ale ponieważ obowiązuje poprawność polityczna, która Niemców całkowicie zastąpiła nazistami. Należy mieć się na baczności, bo pomyłka może drogo kosztować.

Tak, kochani, tam byli tylko dobrzy Niemcy, których całkowicie niesłusznie "polaken" (to jest w Niemczech jedno z obraźliwych przezwisk) wyrzucili z ich praprapragermańskich ziem, z ich dziedzictwa przechodzącego przez kilka wieków z ojca na syna. Żadne tam polskie, czy słowiańskie "ziemie odzyskane", lecz niemieckie, niemieckie i jeszcze raz niemieckie, należne niemieckim potomnym.

Wypędzenia zmaltretowanych Niemców muszą być potępione, a sprawiedliwa oliwa na wierzch wypłynąć. Oczywiście trzeba będzie jej w tym trochę pomóc. Może nawet tu i ówdzie jakimiś stanowiskami europejskimi, specjalnymi udziałami, nagrodami, tytułami, medalami z załącznikiem itd. Jak kiedyś przy rozbiorach.

I, ma się rozumieć, potrzebna będzie odpowiednia gra medialna oraz intensywna nagonka na durne mohery tudzież inną opozycję, przeplatana gloryfikacją wspólnej Europy, której salonów łaskawie dostąpiliśmy dzięki Niemcom, a gdzie nawet żony i dzieci powinny być wspólne, unijne. Byle - w tym konkretnym przypadku - nauczyły się niemieckiego, nad czym konsekwentnie pracuje niemiecka oświata zmuszając w jej kraju (jednak w jej, a nie w Unii!) dzieci cudzoziemców do posługiwania się wyłącznie językiem "przodków".

Przy obu "kaczorach" i poprzednim rządzie było trochę trudniej, należało więcej się gimnastykować i kluczyć, ale teraz, gdy pozostał tylko jeden, a polskie stery opanowały otwarte, europejskie głowy, z premierowską na czele, na pewno nie będzie kłopotu. Zresztą łatwą drogę potwierdziło wielu wywiadowców i zagończyków, a także różne papierki lakmusowe badające polską głupotę. Odczyn generalnie ujemny, czyli negatywny w stosunku do wszystkiego co polskie, czemu dopomogło otwarcie granic do eldorado i ten dobrosąsiedzki kontakt.

Sądzę, że taki właśnie stan rzeczy, w tym i kondycję naszego społeczeństwa oraz władz ocenili niemieccy specjaliści od współczesnego Drang nach Osten i śmielej ruszyli do ataku.

Według opiniotwórczego, choć prywatnego (a może dlatego szczególnie poczytnego i chętnie cytowanego) "Spiegla", bez współudziału takich narodów, jak polski, litewski, łotewski i kilku innych nie byłoby aż tak wielkiego pogromu Żydów w czasie II wojny światowej, co dość łatwo jest rozszerzyć na naszą współodpowiedzialność za całą tamtą wojenną gehennę.

Następnie należy, całkiem po prostu i konsekwentnie, zażądać zwrotu "bezprawnie zagrabionych" ziem, na które powrócą ich "prawowici" właściciele, po czym poproszą o odszkodowania za wieloletnie cierpienia tułaczki w głodzie i chłodzie po obcych landach. Być może w swej wielkiej łaskawości coś tam umorzą z "należnych" im rekompensat i odsetek. W każdym razie sprawiedliwości musi stać się zadość.

CDU i CSU, wiodące partie niemieckie, wydały właśnie wspólne oświadczenie w kwestii "wypędzeń". Jego ważny fragment brzmi następująco: "Wypędzenia każdego rodzaju muszą zostać potępione na płaszczyźnie międzynarodowej, a naruszone prawa muszą zostać uznane". Niemcom oczywiście chodzi przede wszystkim o to jedno, powojenne wygnanie, które spotkało Bogu ducha winny naród niemiecki. Ma się rozumieć, że bez rozważania skutków w kontekście przyczyn, no bo przecież czy nie jest najistotniejszym skupienie się na dramacie wypędzeń i wykonawcach tego haniebnego wyroku i czynu?! Czy żyjący jeszcze "barbarzyńcy" i wszyscy ich potomkowie mieszkający pomiędzy Odrą i Bugiem nie powinni czym prędzej pochylić głów do posypania popiołem, a następnie w pokorze grzeszników zrobić miejsca powracającym wygnańcom?

Wypędzenia
muszą być potępione

Kontekst niemieckiego stanowiska w sprawie konieczności "potępienia wypędzeń" jest bardzo czytelny i wymierzony głównie w Polskę. Nasi sąsiedzi zdają sobie sprawę, że na tym kierunku mogą najwięcej i najszybciej skorzystać. Jednak gdy czyta się to przytoczone wcześniej ważne zdanie oświadczenia, nie sposób nie przyznać Niemcom racji i pochwalić za ich troskę o "wszystkie" wypędzone narody świata. I jestem pewny, że dzięki temu sformułowaniu cała niemiecka akcja znajdzie poparcie (takie to przecież ludzkie i logiczne) również i wśród niektórych Polaków. Z pewnością już są w różnych mediach teksty (przyznam, że nie zadałem sobie jeszcze trudu poszukiwań) uznające to oświadczenie za całkiem słuszne. Dokładnie tak, jak znaleźli się ludzie, wcale nie prymitywni lub z bardzo zawężonymi horyzontami umysłowymi, którzy za bardzo poprawne uznali obarczanie Polaków współwiną za Holocaust. No bo przecież to prawda - mówią i piszą - że byli polscy szmalcownicy kablujący Żydów! Oczywiście bez wzmianki o warunkach, w jakich działali, z jakich środowisk się wywodzili (może i z żydowskich!), jak znikomy procent polskiego społeczeństwa stanowili, i jak baaardzo przeważały nad nimi liczby Polaków ratujących Żydów z narażeniem życia.

Ci współcześni bojownicy o "prawdę" też nie są skorzy mówić i pisać o powojennej bardzo niechlubnej działalności wielu polskich Żydów zasilających szeregi UB, partii i innych organizacji komunistycznego terroru. Ta aktywność naszych polskich starszych braci w wierze jest przeważnie kwitowana lakonicznym: "No, zdarzały się jakieś tam przypadki". Najczęściej zaraz też można usłyszeć (osobiście usłyszałem między innymi na jednym z ważnych spotkań w Mississaudze): "Ale przecież nie stały za tym żadne organizacje żydowskie". Jakby wtedy mogły takowe istnieć i właśnie ich brak był czymś najważniejszym i usprawiedliwiającym każdą kanalię.

W tym miejscu, i jednocześnie wracając do "wypędzeń" oraz "pełnego prawa powrotu", nie tylko zresztą Niemców, na ich ojcowizny, ale wszystkich (zgodnie z zachętą CDU-CSU) "wygnanych" z Polski, zaczynam widzieć bardzo niemiły scenariusz przyszłości dla naszego kraju. I nic nie wskazuje (oprócz czczego gadania), aby miało być inaczej. Warto przy tym pamiętać, że Polacy podobnych roszczeń (potępienia wypędzeń i uznania prawa powrotu) nie będą mieli gdzie adresować.


© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006, 2007, 2008, 2009 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 


Komentarze, opinie
Olimpijskie lekcje
Równi, równiejsi i deklaracje
Stalin wiecznie żywy
Gdzie się kończy tolerancja?
To już historia
Prywatna publiczna sprawa
Ora et labora
Krugom lieto i lieto
Inferno
O piękno polskiej mowy