Tydzień temu przewidziałem, że wrzawa, jaka nastąpiła po artykule w Spieglu, nie ustanie tak szybko. Posypały się dalsze artykuły, komentarze, wywiady i audycje telewizyjne. Nie trudno dostrzec, że artykuł ten z nieba spadł Prawu i Sprawiedliwości. Gratką stał się też dla skrajnej, "narodowej" prawicy, bowiem starannie wybrane i przekręcone zdania oraz całkiem z sufitu wzięte uogólnienia przydały się jako amunicja. Artykuł ze Spiegla wykorzystywany jest z lubością w każdym przemówieniu, pomaga w zaostrzaniu retoryki i podnoszeniu temperatury debaty. O ile nazwać to można jeszcze "debatą". Zawsze hołdowałem zasadzie, że w debacie można się nie zgadzać, ale obie strony posługują się argumentami opartymi o fakty prawdziwe, a nie stworzone. Głosząc pretensje do konkurencyjnej partii politycznej i obarczając ją winą jakiegoś mitycznego "tworzenia atmosfery sprzyjającej" ukazaniu się artykułu w gazecie wychodzącej w innym państwie i do tego jeszcze manipulując treść tegoż artykułu, pomijając treści niepasujące do haseł politycznych, przekreśla się możliwość porozumienia.
Przypominam, że artykuł dotyczył mniejszości w każdym z okupowanych krajów, które same, bez przymusu, chętnie pomagały w dziele Zagłady. Polska jest tam wymieniona raczej marginalnie, jako jedna z wielu krajów i ani razu nie pojawia się oskarżenie Polaków jako narodu. Jednak w licznych wystąpieniach publicznych, politycy prawicy oburzają się na rzekome "zrzucanie przez Niemców odpowiedzialności za Holocaust z siebie samych na Polaków" i powtarzają to jak mantrę. Powtarzanie tego przydaje się idealnie w kampanii wyborczej do europarlamentu, ponieważ w oczach tych, którzy żadnych artykułów nie czytają, można przedstawić rząd polski jako "słaby" i "pozwalający na poniewieranie narodu" lub wręcz złożony z germanofilów. Można i tak…
Sprawa artykułu w "Der Spiegel" nie schodzi że szpalt pism, ani z programów telewizyjnych i prowokuje do drążenia prawie już permanentnego, pokrewnego tematu antysemityzmu. Jeden z mądrzejszych, wyważonych wywiadów, ukazujących charakter antysemityzmu, z jakim mamy do czynienia w Polsce, przeprowadziła Dominika Wielowieyska z Ireneuszem Krzemińskim. Polecam gorąco wszystkim: Można go znaleźć tu:
http://wyborcza.pl/1,75515,6644329,Biedny_Polak_patrzy_na_obcych.html
Interlokutor stawia tezę, że antysemityzm w dzisiejszej Polsce jest mniej agresywny, niż w innych krajach, natomiast "…jest połączony z wizją własnego narodu, z jego powołaniem w dziejach, a także z bezwzględną lojalnością, która zabrania krytykować własny naród, przynajmniej otwarcie". Tak więc, gdy zagrożony jest wizerunek Polski na świecie, w ruch wchodzą hasła antysemickie przypisujące Żydom przeróżne niecne zamiary. A że endecja była tradycyjnie antyniemiecka, ostrze wszelkiej krytyki i świętego oburzenia kieruje się też ku zachodnim sąsiadom i dziś, jak i w wyborach w 2005 roku, wykorzystuje się kartę niemiecką. Wówczas był dziadek w Wehrmachcie, dziś jest straszenie "przerzucaniem odpowiedzialności".
Oliwy do ognia dodał apel CDU/CSU o potępienie wypędzeń i tu zgadzam się, że nie brzmi on mile w uszach Polaków, których Niemcy pierwsi wypędzali (Rosjanie oczywiście też, ale tu chodzi o stosunki z Niemcami). Powtórzę za Donaldem Tuskiem, że wszelkie wypędzenia ludności należy zawsze potępiać, ale pamiętać, że odpowiedzialni za nie są Niemcy, którzy tę wojnę zaczęli.
Temat artykułu w "Der Spiegel" trafił wreszcie do programu "Tomasz Lis na żywo". Pierwsza jego część dotyczyła jednak wyborów do parlamentu europejskiego z udziałem prof. Danuty Hübner z PO i Michała Kamińskiego z PiS. I muszę tu powiedzieć, że miło było być świadkiem zjawiska od dawna niespotykanego: kurtuazji i kultury obydwu dyskutantów. Michał Kamiński pokazał się od najlepszej strony.
Niestety, druga część programu była pod tym względem antytezą pierwszej. Beata Kempa zachowywała się, jak, excusez le mot, bazarówa, krzycząc, plotąc nie na temat, przerywając i stosując osobiste wycieczki pod adresem innych. Arkadiusz Mularczyk "nie zawiódł" znawców jego arogancji i powtarzał, jak oburzający jest "atak Spiegla na Polaków, wpisujący się w jakąś ogólnoniemiecką politykę fałszowania historii" Wyciągał z rękawa tematy zastępcze, mające potwierdzić jego tezę, jak wydanie w Niemczech książki o zbombardowaniu Drezna przez Aliantów. Na pytanie Tomasza Lisa, co w tym złego, nie odpowiedział. Sensownie i z umiarem mówił Marek Siwiec, który wykazał, że artykuł w Spieglu właściwie nie wnosi niczego, czego my już nie znamy. Byli w Polsce bohaterowie, którzy chronili Żydów i byli też łotrzy, którzy ich wydawali i mordowali. I trzeba uznać, że takie zdarzenia, jak w Jedwabnem miały miejsce i że słowa "szmalcownik" nie wymyślili bynajmniej Niemcy, tylko sami Polacy.
W studio była też dr Alina Cała z Żydowskiego Instytutu Historycznego. Niestety, jej wypowiedzi dolały oliwy do ognia. Nie chodzi tu o przytoczone przez nią pewne prawdziwe i znane fakty, jak redagowanie antysemickich treści w przedwojennych pismach konfesyjnych, czy przebieg zbrodni w Jedwabnem, ale o nieuzasadnione, nieprawdziwe i krzywdzące stwierdzenie, że "Polacy w pewnym sensie są odpowiedzialni za Holocaust". Jest to lustrzanym odbiciem hasła antysemitów, że "Żydzi ponoszą winę za śmierć Chrystusa". Dr Cała powiedziała też coś, co już nie jako pogląd, ale jako fakt, zabrzmiało fałszywie. Według niej, Delegatura Rządu na Kraj w okupowanej Polsce nie interesowała się losem Żydów. Gdyby tak było, nie powstałaby organizacja pomagająca Żydom "Żegota", finansowana przez Rząd emigracyjny.
Ta sama dr Cała, w wywiadzie wcześniej udzielonym "Rzeczypospolitej" przeciwstawiła "biernej" postawie Polaków, "czynną" postawę Duńczyków, którzy w większym stopniu pomagali Żydom podczas okupacji. Porównanie okupacji w Danii i w Polsce jest samo w sobie czymś, nie zawaham się powiedzieć, nieprzyzwoitym i chyba wszelkie tłumaczenia są tu zbędne. Mówiąc o antysemityzmie wielu członków kleru, powinna była też wspomnieć o tym, ilu księży i zakonnic ratowało Żydów. Zawsze będę walczyć ze stereotypami i z jednostronnością. Wypowiedzi takie, jak dr Całej tylko służą nakręcaniu spirali animozji i owocują "ripostami" antysemickich ideologów. Trzeba pamiętać o złym i o dobrym, uznawać prawdę, choćby niewygodną. I nigdy nie wolno jej manipulować.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.