Czasopismo Forbes jest jednym z najbardziej respektowanym źródłem informacji przez socjologów i ekonomistów i ciekawą lekturą dla każdego. Specjalizuje się w różnorodnych informacjach statystycznych, nie tylko z terenu Stanów Zjednoczonych, ale mając filie w Europie i Azji i swoich specjalistów na wszystkich innych kontynentach, podaje dane statystyczne z całego świata. Przeprowadzają oni badania, ankiety, korzystają z informacji ogólnie szanowanych międzynarodowych firm i agencji poszczególnych państw, a przede wszystkim niezależnych agencji przy międzynarodowych instytucjach jak OPEC, ONZ i innych.
Najgłośniejszą i najbardziej znaną publikacją tego dwutygodnika jest coroczna lista najbogatszych ludzi Stanów i inna dotycząca krezusów z całego świata. Oczywiście są to tylko dwa przykłady. Takich badań przeprowadza dziesiątki w ciągu roku i powtarza niektóre co roku, by je lepiej można było zrozumieć przez porównanie wyników w różnym czasie.
Od wielu lat prowadzony jest w piśmie ranking najdroższych miast świata. By wycenić jak gruby trzeba mieć portfel, by żyć względnie dostatnio w danym mieście analizuje się koszyk kosztów 200 towarów i usług, takich jak wydatki na mieszkanie, odzież, żywność, komunikację itd. Od wielu lat prym w tym rankingu wiedzie Moskwa - tak, Moskwa. Mimo powszechnej biedoty i slumsów jest najdroższym miastem świata. Nawet mimo to, że około 10 lat temu była na skraju ekonomicznego upadku - banki plajtowały, miliony ludzi straciło oszczędności życia.
Dziś jest to znowu rozbuchane, błyszczące niesamowitymi fortunami miasto. Bogactwa naturalne kraju dają jego elicie bajońskie dochody, rubel przez lata rósł na wartości w stosunku do najważniejszych walut świata. Nie jest to najszczęśliwsze miasto świata, bo bogactwo jest w rękach jednostek, oligarchów gospodarczych i politycznych, inni prowadzą szary byt, biedują, jak za Breżniewa. W Moskwie mamy dzisiaj 74 miliarderów; młode wilki też pną się w górę; tych, co jeszcze nie skończyli 40-tki jest tam aż 13. Żadne miasto świata nie ma tak bogatej elity. Tokio jest na drugiej pozycji jeśli chodzi o drożyznę; w tym roku zepchnęło Londyn na trzecią pozycję, mimo że Japonia od dawna jest w stagnacji ekonomicznej. Jeden przykład: wynajem dość przyzwoitego, choć żadną miarą niespektakularnego apartamentu kosztuje tu ponad 5000 dolarów amerykańskich miesięcznie. W Londynie wszystko drogie, bo to nie tylko drugie po Nowym Jorku centrum finansowe, ale magnes dla przybyszów z całego świata, jak by nie było kiedyś Imperium Brytyjskie to jedna trzecia tego świata, stąd jedna trzecia ludności świata ma jakieś powiązania, choćby tylko emocjonalne, z tym krajem. I nawet dziś jedna trzecia ludności Londynu to ludność przyjezdna. Trudno tu znaleźć skromny pokój hotelowy w cenie poniżej 200 dolarów, komunikacja miejska jest bardzo droga, przejażdżka po mieście słynnym piętrowym autobusem kosztuje 6 dolarów. Turyści, a jest ich w Londynie kilka milionów rocznie, napędzając koniunkturę ekonomiczną miasta w części też są odpowiedzialni za wysokie ceny. W pierwszej dziesiątce najdroższych miast świata znalazły się dwa miasta skandynawskie Oslo (4) i Kopenhaga (7) i dwa miasta szwajcarskie Genewa (8) i Zurych (9). Azja, poza Tokio, ma dwa inne bardzo drogie miasta: Seul (5) i Hongkong (6). W dziesiątce zmieścił się Hongkong nie tylko ze względu na brak przestrzeni do dalszego rozwoju, ale to od ponad stu lat pośrednik handlowy między Azją i Europą, a pozycję tę utrzymuje nawet dziś, chociaż wchłonięty jest przez kraj komunistyczny. Ale chiński obecny komunizm jest bardziej kapitalistyczny, niż w wielu innych krajach, którym przyczepia się tę łatkę. Listę dziesięciu zamyka Mediolan, chyba miasto najbogatsze i najbardziej ożywione przemysłowo, kulturalnie, no i jedno z najważniejszych Mekk turystycznych Włoch. Warto tu dodać, że stolica świata (o czym przekonany jest prawie każdy Francuz!) Paryż jest dwunasty na liście, a najdroższe miasto Stanów Nowy Jork jest dziś aż na 22. pozycji, a więc będąc metropolią ekonomiczną świata jest stosunkowo tani. Zawdzięcza to on i wiele innych miast Stanów przede wszystkim faktowi, że od kilku lat wartość dolara w stosunku do innych walut spadała, a więc i koszty życia zmalały.
Te wszystkie wyliczenia miały sens do momentu, kiedy to Stany zafundowały całemu światu katastrofę ekonomiczną, kiedy to zaczęły upadać banki, likwidować się zakłady pracy, giełdy oszalały, że trzeba było niektóre zamykać na kilka dni, by je ochłodzić. To co miało sens półtora miesiąca temu niekonieczne jest realne teraz; dziś nikt nie potrafi ustalić nowego rankingu aż do momentu, gdy ekonomia świata się nie wyciszy. Przypuszczam, że ten ranking będzie wtedy nieco odmienny.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.