Tytuł jak z dziennika CNN, ale ja nie o tych wyborach, nie o wyborach prezydenckich w USA, choć to temat niewątpliwie godny uwagi i zastanowienia, ale o naszych, ludzkich, tych ważnych i tych całkiem zdawałoby się nieistotnych.
Zawsze podkreślam, że nasze życie jest jednym pasmem wyborów, jakie prowadzi nas drogą życia w tę, czy inną stronę. To właśnie od naszych wyborów w życiu zależy tak wiele.
Dlatego moja rozmowa z Panem W. kręciła się wokół tegoż właśnie wątka: wybieramy i żyjemy z konsekwencjami naszych wyborów. Pan W. zadzwonił do mnie w oczekiwaniu, iż pomogę mu dokonać "właściwego" wyboru. A problem owego wyboru jest wielce istotny; otóż wieloletnia już narzeczona Pana W. postawiła mu ultimatum: albo ślub albo koniec narzeczeństwa! Proszę mnie dobrze zrozumieć, powtarzał w rozmowie wielokrotnie Pan W., to ważny wybór, ja muszę być pewien tego, że właściwie wybieram. Usiłowałam zgłębić co skłania Pana W. do "trwania" w stanie zaręczenia, piszę tak, bo zaręczyny miały miejsce 5 lat temu, a co wydaje się być więcej niż wiecznością dla narzeczonej, która zwyczajnie ma już tego dosyć.
Zapytałam więc Pana W. czym motywuje swoje zachowanie, co sprawia, że nie może podjąć kolejnego kroku, czyli ślub lub zerwanie danego słowa. Wił się mój rozmówca jak przysłowiowy piskorz, wynajdując dosłownie setki powodów odraczania swojej decyzji. Okoliczności mnożyły się jak komary u mnie wiosną, w tempie wręcz zastraszającym: najpierw była sprawa ewentualnego awansu w pracy, który wiązał się z przeniesieniem do innego miasta. Potem wypłynęła sprawa "niedopracowanych planów finansowej wspólnoty" - cokolwiek to miałoby nie znaczyć. Następnie rodzice Pana W. wyrazili swoje wątpliwości co do kandydatki na żonę, nad czym musiał się on poważnie zastanowić. Później jeszcze wizja ślubu narzeczonej absolutnie nie zgadzała się z jego wizją, co poddało w wątpliwość "kompatybilność" związku, potem coś jeszcze innego.
Zmęczona nadążaniem za rozumowaniem Pana W. zapytałam wprost: czy tak w ogóle chce się Pan żenić? Chciałbym, cicho odpowiedział mój rozmówca, ale muszę być pewien, że to właściwy wybór. Czy kocha Pan swoją narzeczoną zapytałam. Chyba tak, padła odpowiedź, ale czy ja mogę być pewien swoich uczuć? Dziś może kocham, ale co będzie za lat kilka, może miłość z nas "wyparuje"?
Trochę zniecierpliwiona zauważyłam, że i owszem, "wyparowuje" na pewno z serca narzeczonej skoro postawiła takie ultimatum. No, ale to przecież poważny wybór, decyzja życia szybko wtrącił Pan W. Z pewnością, zgodziłam się, jeśli potrafi mi Pan wskazać z czego rodzą się Pana wątpliwości co do kandydatury to nasza rozmowa nabierze konkretnych kształtów. Niestety, nie zaszliśmy daleko w tych konkretach, Pan W. wyraźnie nie był gotów do żadnej decyzji w sprawie swego ewentualnego małżeństwa.
Wybór partnera, który w naszej opinii ma nam być towarzyszem na resztę podróży przez życie jest poważnym krokiem w nieznane, za to bez żadnej gwarancji. I tu myślę jest pies pogrzebany, Pan W. wymagał od siebie, a troszkę i ode mnie, poczucia gwarancji dokonywanego wyboru. Zapytałam go, dla żartu niemal, czy pracuje w branży handlowej i ku memu zdumieniu odpowiedział zupełnie poważnie, że kupuje skomplikowane bardzo urządzenia przemysłowe dla poważnej całkiem firmy. Oczekiwanie życiowych gwarancji odnalazło kolejne swoje uzasadnienie. Pan W. chciał dokonać "dobrej" transakcji w swoim życiu, a ta kojarzyła się z dobrą gwarancją. Toż to życiowa utopia, pomyślałam sobie, gdybyśmy tak mieli dokonywać własnych wyborów, dreptalibyśmy w miejscu, pozbawieni poczucia własnej siły sprawczej. Tak bowiem myślę, fakt dokonywania wyborów jest dla nas źródłem poczucia siły, nawet jak przynależne jest mu duże całkiem ryzyko "niegwarantowanych rezultatów". Zwłaszcza w sferze relacji z innymi, układania sobie naszych związków, ryzyka mniej niż idealnego wyboru nie da się wyeliminować przecież.
Ale tak to wyłożyłam Panu W.: każdy z nas przebywając z drugim człowiekiem dłużej, spotykając się, żyjąc obok siebie, doświadczając wspólnie pewnych spraw buduje w sobie obraz ewentualnego partnera i przymierza się do niego w kontekście podjęcia właśnie decyzji o formalnym (mniej czy bardziej) usankcjonowaniu związku, na przykład związkiem małżeńskim. Oczywiście w okresie ostrego stanu, czyli zakochania, widzimy bardziej to, to chcielibyśmy zobaczyć, a nie to, co jest, lub raczej kim jest nasz partner.
Z czasem jednak każdy z nas wyłapuje mniej wzrokiem, a bardziej rozumem, sercem wszystko to, co sprawia, że partner nadal jest dla nas atrakcyjny, nadal pożądany. A więc nie tylko pasjonujący seks, atrakcyjność fizyczna, ale takie cechy charakteru, takie jak: poczucie humoru, lojalność, wspólnota podstawowych wartości, jakimi się pragniemy w życiu kierować, wizja rodziny i jej znaczenie w naszym życiu i jeszcze tysiąc innych ważnych tylko dla nas elementów łamigłówki. Kiedy więc zbierzemy w sobie te ważne dla nas elementy udanego związku, kiedy w ten obraz wpleciemy to wszystko, co wiemy już o naszym partnerze, to ryzyko totalnie złego wyboru ograniczymy bardzo znacząco.
Nie ma tu jednak większego znaczenia wydłużanie w nieskończoność czasu na ten konkretny przykład narzeczeństwa, bo myślę, że Pan W. i jego narzeczona znają się już dobrze po 8 latach znajomości. Co innego wstrzymuje podjęcie finalnej decyzji i rozwikłanie tego, co tkwi gdzieś głęboko w środeczku, a nie w zewnętrznych okolicznościach, które są tu tylko przykrywką. Ale to już zupełnie inny rozdział życia Pana W.
Wracając jednak do wyborów partnera, musimy wszyscy sobie zdawać głęboko sprawę z tego, że małżeństwo czy partnerstwo to w dużej mierze podróż w nieznane, w której czekają nas doświadczenia ciągłych zmian. Właśnie to, kim będziemy w świetle tych zmian, kim będziemy my sami i nasi partnerzy stanowi najbardziej o tym jak stabilny, dobry i budujący będzie nasz związek. To tak jakbyśmy sobie wybierali towarzysza pełnej ryzyka i "niebezpieczeństw” podróży w nieznaną sobie zupełnie krainę. Czego oczekujemy od siebie i towarzysza takiej przygody? Polecam Panu W. i innym pod tym kontem spojrzeć w siebie i w partnera. Co jednak wcale nie eliminuje ryzyka, ale to już osobiście uważam za ważny element ekscytującej przygody, jaką jest życie we dwoje. Więcej o naszych wyborach i decyzjach za tydzień, życzę owocnego w przemyślenia weekendu.
Wanda Kasprzycka - psychoterapeuta
Tel./faks 705 898-2994. Adres e-mailowy: kasprzycki@sympatico.ca. Zapraszam do dyskusji, dzielenia się swoimi przemyśleniami, proszę o sugerowanie tematów.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.