Stawianie samochodu na miejscu dla niepełnosprawnych stało się swoistym biletem do bezpłatnego parkowania dla wielu osób, które bez skrupułów wykorzystują system. Budzi to słuszny gniew tych, którzy naprawdę są poszkodowani, dlatego domagają się oni skutecznego egzekwowania swoich praw.
W Edmonton za nielegalne parkowanie na miejscu dla osób niepełnosprawnych można dostać zaledwie 50-dolarowy mandat. Kary są zbyt niskie, by działać jako środek odstraszający, uważa Roxie Malone, mieszkanka Edmonton, która od urodzenia cierpi na rozszczep kręgosłupa.
Widząc, że policja rzadko karze tych, którzy bez zezwolenia stawiają auta na miejscach dla niepełnosprawnych, przekonała władze miasta, by zatrudniły ją jako wolontariuszkę do wypisywania mandatów. "Pierwszego dnia wystawiłam 39 mandatów w ciągu trzech godzin", wspomina kobieta. "Widać z tego, że to naprawdę duży problem".
Kanadyjskie Stowarzyszenie Osób z Porażeniem Kończyn jest zdania, że konieczne są wyższe kary pieniężne, a funkcjonariusze służb parkingowych muszą skrupulatniej wypełniać swe obowiązki. Według przedstawicieli organizacji trzeba też sprawdzać, czy osoba legitymująca się zezwoleniem na parkowanie ma do niego prawo.
Powinniśmy wpłynąć na postawę kierowców, dodaje dr Will Malloy, gerontolog z Hamilton. Jak mówi, często jest proszony o wydanie takiego zezwolenia przez osoby, które go nie potrzebują.
Roxie Malone często słyszała wyzwiska od kierowców, których karała mandatami. Niedawno władze miasta odebrały jej prawo do wystawiania mandatów. Kobieta zostawia więc karteczki za wycieraczkami lub po prostu rozmawia z kierowcami, którzy nielegalnie parkują na miejscach dla niepełnosprawnych. Tłumaczy im, że dla niej takie wydzielone miejsce to nie tylko wygoda, ale wręcz konieczność.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.