Nasza "Gazeta" jest jedyną na kontynencie amerykańskim publikacją prasową, która objęła patronatem medialnym ten niezwykły wyczyn. Jeżeli się to uda (trzymamy kciuki!), znajdzie się w Księdze Rekordów Guinnessa. Najwyższa góra na Ziemi - Mount Everest - sięga 8848 metrów nad poziom morza. Gdyby dodać do tego 152 metry zanurzenia, otrzymamy równe 9000 metrów – rekordową różnicę poziomów, tzw. deniwelację. Wyjątkowość Projektu 9000 bierze się z połączenia dwóch - na pierwszy rzut oka skrajnych - dyscyplin: wspinaczki i nurkowania. Osiągnięcia deniwelacji 9000 m. podjął się podjął niesamowity człowiek - nurek i himalaista Bogusław Ogrodnik. 11 listopada rozpoczął się ostatni etap projektu - przygotowania i zejście na głębokość 152 metrów, dające upragnioną deniwelację 9000 metrów. Dzisiaj - rozmowa z bohaterem tego wyczynu.
Gazeta: Jak to się stało, że się Pan wspina i nurkuje? To rzadka kombinacja.
Bogusław Ogrodnik: Właśnie dlatego, że rzadka, warto podjąć takie wyzwanie. Jest to również próba zwrócenia uwagi osobom nurkującym na piękno gór, a alpinistom na inny stan skupienia śniegu, czyli wodę, która pokrywa przecież większą część naszego globu. Dla przykładu: mój dobry znajomy rosyjski himalaista Jura Jermaszek - zdobywca Złotego Czekana (taki odpowiednik Oscara dla wspinaczy), nigdy w życiu nie był nawet nad morzem, choć ma na swoim koncie wielkie wspinaczki w wielu zakątkach świata. To daje do myślenia. Miła jest też myśl o posiadaniu alternatywy spędzania czasu wolnego w różnych warunkach pogodowych i w różnych częściach świata. Latem pod wodę, zimą w góry, lub na odwrót - zimą nurkowanie w tropikach, latem zaś wyprawa w góry. Gazeta: A adrenalina? Która z pasji daje większego "kopa"?
B.O.: Właściwie adrenalina ta sama, tylko środowiska inne. W nurkowaniu na pewno jest większa intensywność emocji, ale i okres ich trwania jest dużo krótszy. Czas nurkowania, nawet technicznego (nie mówię tu o biciu rekordów, kiedy nurkowanie może trwać ponad 10 godzin) nie przekracza 2-3 godzin. Co innego zdobywanie szczytu. Ekspedycja na ośmiotysięcznik to przedsięwzięcie nawet 2-3 miesięczne. To przede wszystkim zakładanie kolejnych obozów i aklimatyzacja do środowiska wysokogórskiego, czyli dużo niższego ciśnienia. Takie są po prostu warunki, których nie można ominąć. Trudno sobie wyobrazić, co dzieje się z organizmem, gdy działa na nie ciśnienie powiedzmy 300-400 hPa. Wkładanie butów zajmuje ze 30 minut, wyjście z namiotu od momentu przebudzenia często przekracza 2 godziny. Człowiek nie jest w stanie ścisnąć puszki po coli… a tu w perspektywie kilkugodzinny trekking czy wspinaczka i rozbijanie kolejnego obozu. To wpływa na wolę, siłę, czyli na całą sferę psychofizyczną człowieka. Mówi się, że na wysokie góry wchodzi się głową, nie nogami. I dokładnie tak jest. Chociaż doskonała kondycja fizyczna też ma niebagatelne znaczenie. Można to ująć tak: pewien wysoki poziom wytrenowania fizycznego jest absolutnie niezbędny, bez niego nie ma co nawet marzyć ani o wspinaczce wysokogórskiej, ani o głębokim nurkowaniu technicznym. Gdy posiadamy to minimum, wówczas znaczenia nabiera siła naszej psychiki, która pozwala pokonywać bariery, iść dalej… Dla mnie ważne jest, aby ta "podstawa" była normą. Na przykład teraz, przygotowuję się do rekordu od lipca, w tym czasie przebiegłem około 1200 km, przepłynąłem 150 km. Dla maratończyka to może nie tak duże odległości, ale pokazują jakiego przygotowania wymaga organizm. Jasne, można zaaplikować sobie amfetaminę, Ketonal, stworzyć sztuczny "power", przyćmić ból i porwać się na ośmiotysięcznik lub zanurkować na stówę. Ale nie o to chodzi. Osiągnięcie takiego celu nie ma być kwestią szczęścia, przypadkiem. Ma być normą.
Gazeta: Jakie ma Pan w obu dziedzinach dokonania?
B.O.: Łatwiej będzie odpowiedzieć na to pytanie, mówiąc o górach. Tu nie problem zmierzyć liczby zaliczonych szczytów i ich wysokości. Najważniejsze to Korona Ziemi (Seven Summits), oraz Cho Oyu (drugi na koncie ośmiotysięcznik, szósta góra świata). Jeżeli chodzi o nurkowanie, dla mnie znaczenie ma doświadczenie, jakie nabyłem przez 28 lat rozwijania pasji. Zaliczyłem oczywiście polskie morze, ale i wszystkie oceany. Nurkowałem w położonej w Mikronezji lagunie Truck (największym na świecie wrakowisku okrętów), na atolu Bikini (wrakowisko poligonu atomowego Stanów Zjednoczonych). U wybrzeży Afryki szkoliłem się w nurkowaniu z rekinami, a w pięknych jaskiniach Meksyku uczyłem się pływać na dużych, profesjonalnych skuterach podwodnych. Dla mnie liczy się przede wszystkim jakość i ilość tak różnych nurkowań. Niesamowicie ważne są też doświadczenia zdobywane podczas supportu w innych wyprawach m.in. w ustanawianiu rekordów przez moich znajomych i przyjaciół, np. Nuno Gomeza (rekordzista świata w głębokim nurkowaniu) czy też rekord świata w najdłuższym nurkowaniu jaskiniowym, ustanowiony przez Krzyśka Starnawskiego i Leszka Czarneckiego na Yukatanie.
Gazeta: Co jest najważniejsze w Projekcie 9000?
B.O.: Przeżycie - to zawsze jest głównym celem. W wyprawie na Mount Everest udało się - mimo niesprzyjających warunków - nie odmrozić nawet najmniejszego palca nikomu z wyprawy. A byliśmy jedyną ekspedycją , której w tamtym okresie dane było wspiąć się na sam szczyt w komplecie. I proszę mi wierzyć, to rzadkie dokonanie w przypadku tej góry. Oprócz tego, mówiąc bardzo prozaicznie, przeżycie fajnej przygody. Nowe doświadczenia, nie tylko przeżyte na własnej skórze, ale i te przekazane przez ludzi, którzy będą mi towarzyszyć. Tak jak pod Mount Everestem - światowa czołówka himalaistów, również w Dahab, spotyka się najlepszych z najlepszych. Być może też tym dokonaniem uda się zmienić nastawienie niektórych ludzi do tak wydawałoby się różnych profesji, jakimi są nurkowanie i alpinizm.
Gazeta: Idea projektu jest nowa, czy już wcześniej pojawiła się, a tylko czekała na właściwy moment?
B.O.: Zamysł zrodził się jeszcze przed zdobyciem Korony Ziemi. Właściwie to nawet przed wspinaczką na Mount Everest. Wtedy czułem się "mocniejszy w nurkowaniu". Jednak sprawy potoczyły się inaczej. Zaczął się "wyścig", gdyż zależało mi na zaliczeniu Korony w jak najkrótszym czasie. Opłaciło się, udało mi się zdobyć wszystkie szczyty w najkrótszym czasie wśród Polaków i jednym z najkrótszych na świecie. Teraz wróciłem do pomysłu osiągnięcia maksymalnej deniwelacji.
Gazeta: A teraz, w czym czuje się Pan mocniejszy?
B.O.: Ciężko powiedzieć. To chyba jest tak, przed głębokim nurkowaniem czuję się silniejszy we wspinaczce, przed wspinaczką w nurkowaniu. Ale to przynosi pozytywny efekt. Wyzwala adrenalinę i wzmaga szacunek do danego "przedsięwzięcia". Dzięki temu nie popadam w rutynę. A rutyna jak wiemy - czasem zabija.
Gazeta: Jeśli się uda, co dalej?
B.O.: Świat stoi otworem…
Gazeta: Jakieś konkretne koncepcje?
B.O.: Na pewno chciałbym zdobyć bieguny ziemi, odwiedzić jeszcze raz Antarktydę, przebiec jakiś ciekawy maraton i jakiś Ironmen, Himalaje - może jakiś ośmiotysięcznik. Nurkowo? Na pewno jaskinie krasowe - cenoty na Półwyspie Yukatan. Marzeń mnóstwo, ale ten brak czasu...
• lat 43,
• absolwent AWF we Wrocławiu i Wydziału Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego, doktorant Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu.
Doświadczenie górskie:
• 2008 Mount Vinson (Antarktyda) 5140 m n.p.m.
• 2007 Mt. McKinley (Ameryka Północna) 6194 m n.p.m.
• 2007 Piramida Carstensz (Australia i Oceania) 4884 m n.p.m.
• 2007 Kilimandżaro (Afryka) 5895 m n.p.m.
• 2006 Góra Kościuszki (Australia) 2228 m n.p.m.
• 2006 Mount Everest (Himalaje, Azja) 8848 m n.p.m.
• 2006 Elbrus (Kaukaz, Europa) 5642 m n.p.m.
• 2004 Aconcagua (Andy, Ameryka Południowa) 6962 m n.p.m.
• 2004 Cho Oyu (Himalaje) 8201 m n.p.m.
Pozostałe akcje:
• Były instruktor Kompanii Antyterrorystycznej, skoczek wojsk powietrzno-desantowych
• Starszy ratownik WOPR i sternik motorowodny
• Nurek techniczny i jaskiniowy
• Specjalista DPV (Diver Propulsion Vehicle)
• Uczestnik grupy wsparcia podczas próby bicia rekordu świata w nurkowaniu technicznym Nuno Gomeza (RPA 2004)
• Uczestnik wyprawy "Polish DPV project - Mexico 2005" (rekord Polski w penetracji jaskiniowej - 7184 m)
• Współorganizator wyprawy "Syberia 2007" - pierwszy zespół offroadowy pokonał bezdroża Syberii trasą wzdłuż słynnego BAM-u (Bajkalsko-Amurskiej Magistrali).
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.