Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 11 listopada, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




Historia mało znana

60. rocznica śmierci Sługi Bożego prymasa Augusta Hlonda
Na podst. PAP
Nov 11, 2008
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


22 października 1948 r. umarł dość nagle i niespodziewanie prymas Polski, August kardynał Hlond. Miał zaledwie 67 lat.


Kres jego życiu położyły komplikacje po pozornie udanej operacji wyrostka robaczkowego. Stan medycyny był - jak wiemy - zaraz po wojnie dość kiepski, choć profesorowie klinik warszawskich silili się jak mogli, by uratować życie tak ważnej persony.

August Hlond był w trzech pierwszych latach PRL-u jakby nieformalną głową antykomunistycznej opozycji, najważniejszym autorytetem nie tylko dla Karola Popiela, księdza Kaczyńskiego, prof. Stanisława Grabskiego i Stanisława Mikołajczyka, lecz i dla "niezłomnej" emigracji w Londynie. Nigdy - mimo niedwuznacznych ofert "czerwonych"- nie pokazał się publicznie z Bierutem, co doprowadzało reżim do białej gorączki...

Moje długoletnie badania archiwalne nad społeczno-politycznym aspektem posługi tego wybitnego Kardynała, prowadzą do nieuniknionego szerszego wniosku, że wielkie zasługi prymasa dla Kościoła i Ojczyzny będą z biegiem czasu rosnąć w oczach nie tylko teologów lecz i historyków. Dotyczy to zwłaszcza zainstalowania przez Hlonda polskiej, katolickiej organizacji kościelnej na Ziemiach Zachodnich i Północnych RP, przed 1945 r. praktycznie "straconych" (od 400 lat) dla Stolicy Apostolskiej na rzecz przeważającego tam luteranizmu.

Od 1992 r. trwa proces beatyfikacyjny Sługi Bożego Augusta Hlonda. W maju 2006 r. jego grób w archikatedrze warszawskiej nawiedził podczas swej pielgrzymki do Polski sam Ojciec Św. Benedykt XVI.

August Hlond urodził się 5 lipca 1881 r. niedaleko Mysłowic na Górnym Śląsku, stąd problematykę Ziem Zachodnich i polsko-niemieckiego pogranicza znał niemal od dziecka. Po ukończeniu szkół salezjańskich we Włoszech, obronił doktorat na papieskim rzymskim Uniwersytecie Gregoriańskim; dopiero potem studiował (1905-1909) w kraju, na uniwersytetach w Krakowie i we Lwowie. Święcenia kapłańskie przyjął w 1905 r. Okazał się młodzieńcem nader inteligentnym, pojętnym, pracowitym i pobożnym, toteż karierę w Kościele robił szybką. Znał języki francuski, niemiecki i włoski, miał dobrą opinię w Watykanie.

Na początku został dyrektorem salezjanów w Przemyślu (1907-1909), a od 1909 r. we Wiedniu. Zaraz po I wojnie światowej, gdy miał zaledwie 38 lat, mianowano go dyrektorem generalnym salezjańskiej prowincji zakonnej na Niemcy, Austrię i Węgry, z siedzibą w Wiedniu.

Ks. dr Hlond był głębokim patriotą polskim, nastawionym zarówno antykomunistycznie, jak i antynazistowsko. Niemców nie lubił (i vice versa), cenił za to kulturę francuską i włoską. Politycznie sympatyzował z chadecją, choć wysoko poważał marszałka Piłsudskiego.

W wolnej Polsce został w 1922 r. administratorem apostolskim Górnego Śląska, a w 1925 r. pierwszym w dziejach biskupem katowickim. Po zgonie kard. prymasa Dalbora w kwietniu 1926 r., Ojciec Św. Pius XI mianuje bp. Hlonda prymasem Polski oraz arcybiskupem gnieźnieńskim, z siedzibą w Poznaniu.

W rok później Hlond uzyskuje kapelusz kardynalski. Ma 46 lat. Jego sytuacja była jednocześnie i dobra, i trudna. Dobra - bo miał powagę w kręgach watykańskich (jak żaden bodaj polski kardynał przed nim) oraz poparcie rządu sanacyjnego. Trudna - bo położenie wewnętrzne Polski było zaraz po przewrocie majowym pełne komplikacji, a kardynał Kakowski z Warszawy (1862-1938) uważał się za niemal prestiżowo równego Hlondowi (przed I wojną nosił tytuł "prymasa Królestwa Polskiego").

Hlond musiał sobie dopiero wyrabiać autorytet. Zabrał się energicznie do pracy. Już w 1929 r. powołał do życia Akcję Katolicką, mającą na celu uaktywnienie się katolików świeckich. Wydał liczne listy pasterskie, książki i broszury, patronował Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu. Wobec rozprawy Piłsudskiego z opozycją (Witos, Kiernik, Liebermann, Pragier, Korfanty) we wrześniu 1930 r. i potem, Prymas zajął postawę wyważoną, spokojną i pełną rezerwy.

Wbrew głosom większości biskupów (z abp. Sapiehą z Krakowa, abp. Teodorowiczem ze Lwowa i abp. Jałbrzykowskim z Wilna na czele) nie potępił piłsudczyków i ich metod. Sapieha nazwał nieco przesadnie te metody "niemal bolszewickimi" (więzienie brzeskie, bicie posłów przez żołdaków W. Kostka-Biernackiego). Prymas za to gorąco optował za jednością narodową, solidaryzmem klasowym i spokojną pracą państwową.

Miał od początku dobre stosunki z warszawskim Zamkiem, skoro już w 1927 r. serdecznie powitał w Poznaniu prezydenta RP prof. Ignacego Mościckiego... Już w latach trzydziestych kardynał Hlond wyrósł na główny duchowy autorytet Polski. Liczyli się z nim bardzo - po zgonie Piłsudskiego - prezydent Mościcki, marszałek Śmigły-Rydz i minister J. Beck.

W lutym 1939 r. - na konklawe po śmierci Piusa XI- mówiło się nawet w Rzymie o jego kandydaturze na papieża. Przypomnijmy, iż rola prymasów w dziejach Polski jest wyjątkowa; w dawnej Rzeczpospolitej szlacheckiej zastępowali głowę państwa w wypadku śmierci króla (interrex), zwoływali wolne elekcje, w Senacie zasiadali na pierwszym miejscu. Wobec klęski wrześniowej, władze RP poprosiły zatem Hlonda o opuszczenie Poznania i udanie się na wschód. Podczas ucieczki Niemcy ostrzelali jego samochód, a samego prymasa lekko ranili. Jest więcej niż pewne, że w wypadku pozostania w Poznaniu (który wcielono do Rzeszy w ramach tzw. Warthelandu) Hlond zostałby przez hitlerowców uwięziony, poddany torturom a nawet zabity (jak choćby bp Michał Kozal z Włocławka). Wedle koncepcji prezydenta i Becka, prymas miał stać się adwokatem sprawy polskiej nad Tybrem. Już 14 września 1939 r. wiceminister Jan Szembek wyrobił mu wizy i wyjechał - via Rumunia - do Rzymu.

Problem polegał też na tym, że nowy papież Pius XII (były nuncjusz apostolski w Monachium i Berlinie) przejawiał wiele (także politycznych) sympatii dla Niemiec, a propaganda III Rzeszy kłamliwie oskarżała Polskę (i samego A. Hlonda) o wszystko, co najgorsze.

Wyjazd prymasa z kraju spotkał się wszak z negatywnymi odczuciami części społeczeństwa, a nawet niektórych dostojników watykańskich, którzy uważali, że arcypasterz nie ma prawa opuszczać swych wiernych nawet w najgorszej klęsce. Te wyrzuty stały się chyba powodem pewnego kompleksu Hlonda, który potem często się z tego tłumaczył oraz jak najszybciej chciał wrócić do Polski.

Wedle relacji niektórych świadków, wysiadłszy 19 września 1939 r. na dworcu rzymskim Termini, 58-letni Prymas był po prostu załamany. Trudno mu się dziwić, skoro minęły dopiero dwie doby od agresji bolszewickiej.... Nie udało mu się do końca spełnić nadziei rządowych. Spośród prałatury rzymskiej, mało kto chciał z nim poważnie rozmawiać, a papież przyjął go tylko dwa razy. Mowa ojca św. do uciekinierów z powalonej przez Niemców i Sowietów Polski wypadła sucho i blado. Rzeczywistość okazała się znacznie bardziej ponura niż przewidywali Mościcki, Sikorski, Sosnkowski, Hlond czy Beck. Pod koniec września wymieniano nawet kandydaturę Kardynała na emigracyjnego prezydenta (w innej wersji - premiera). Szybko pokazało się wszak, że jego pozycja w Watykanie wygląda dosyć słabo. Pisane przezeń memoriały o prześladowaniu przez hitlerowców księży w okupowanej Polsce, w językach angielskim i francuskim, pozostały na Zachodzie praktycznie bez echa.

Wobec tego Hlond kilkakrotnie prosił papieża o możność załatwienia mu powrotu do Poznania lub Warszawy. Berlin jednakowoż kategorycznie odmówił. Nienawidzono tam Kardynała z całej duszy. Po klęsce Francji i wstąpieniu Włoch do wojny po stronie III Rzeszy, prymas Polski został uznany w Italii za "persona non grata" i de facto wyproszony. Był to czerwiec 1940 r. Osiadł w Lourdes, w nieokupowanej przez nazistów południowej części Francji. Kraj i język lubił, a kolaboranckie władze z Vichy patrzyły nań stosunkowo życzliwie. Hlond darzył zresztą marszałka Petaina personalnie dużym szacunkiem.

Purpurat korespondował z londyńskim rządem Sikorskiego, lecz ich drogi rozmijały się. Sikorski chciał pozbyć się "prosanacyjnego" prymasa z Europy, zachęcając go do wyjazdu do USA. Hlond pragnął wszelako jak najszybszego powrotu do kraju. Kiedy naziści w 1942 r. zajęli południową Francję, Kardynał musiał uciekać pod okupację włoską, do gór Sabaudii (Savoi), gdzie ukrywał się w klasztorze w Hautecombe.

Dopiero w lutym 1944 r. Niemcy dopadli go i internowali w Paryżu. Gestapowcy nie ważyli się jednak naciskać go fizycznie. Postulowali jedynie, by wydał antysowiecki list pasterski do Polaków, gdzie zachęcałby do pójścia na pasku niemieckim. Hlond kategorycznie odmówił. Wprost powiedział, że życie ma już za sobą, a śmierci się nie boi. Było to już po Stalingradzie i Niemcy nie mogli sobie pozwolić na represjonowanie proalianckiego Prymasa Polski. Warto dodać, iż analogiczną propozycję złożył abp. Adamowi Sapiesze - mniej więcej w tym samym czasie- w Krakowie Hans Frank, także spotykając się z ostrą repliką.

Zaraz po wyzwoleniu Niemiec przez Amerykanów (Hlond przebywał w areszcie w Wiedenbrueck w Westfalii), Kardynał udał się samolotem (via Paryż) do Rzymu, by prosić papieża o specjalne pełnomocnictwa przed powrotem do Polski. Chodziło o możliwość zakładania nowej polskiej administracji kościelnej na Ziemiach Zachodnich (Opole, Wrocław, Gorzów, Gdańsk i Olsztyn), które po II wojnie alianci przekazali Polsce (lipiec 1945 w Poczdamie).

20 lipca był już w Poznaniu, a wkrótce przeniósł się do Warszawy. Ludność powitała go entuzjastycznie. Ufano, że znów będzie wolna, prawdziwa Polska. 15 sierpnia 1945 r. Prymas wydał swój pierwszy list pasterski, gdzie zachęcał do umocnienia wiary i odbudowy kraju z ruin. Uznawał nowe granice zachodnie, a także przeobrażenia ustrojowe w kierunku lewicowym.

Kategorycznie sprzeciwiał się natomiast komunistom i propagandowemu ateizmowi. W specjalnej odezwie z maja 1948 r. do "repatriantów", wypędzonych przez bolszewików z Kresów Wschodnich RP, którzy przybyli na Ziemie Zachodnie, wzywał do spokoju i wiary w przyszłość narodu w swych nowych siedzibach. Osobiście jeździł po parafiach w diecezjach zachodnich, grzecznie acz stanowczo wypraszając z nich resztki kleru niemieckiego. Stolicę swą przeniósł w marcu 1946 r. do Warszawy, połączył też archidiecezję gnieźnieńską z warszawską. Niestety, po 2 latach pewnego rodzaju "symbiozy" legalnej opozycji z reżimem, czerwoni przeszli do ataku i akcji zduszenia wszelkiego oporu.

Rok 1947 to już nie tylko sfałszowane wybory do Sejmu RP, lecz rozprawa z Popielem i Mikołajczykiem. Nad Kościołem gromadzą się naprawdę czarne chmury. Czy zatem śmierć prymasa w tym właśnie dziejowym kontekście była "przypadkowa"? Pytanie to nie może nie cisnąć się na usta badaczowi. Obecnie większość specjalistów odrzuca wszak tezę o tym, że swe brudne dłonie maczali w tym "smutni panowie" z UB. Takie opinie były dość głośne w 1948 r., a wyszły właśnie z kręgu osób będących przy łożu chorego.

Sam umierający mówił ponoć o otaczających go "siłach ciemności", którym musi teraz ulec. Ale zwycięstwo przyjdzie, a "przyjdzie ono przez Maryję". Były to jego ostatnie słowa.

Pogrzeb Prymasa stał się wielką narodową manifestacją. Na czele konduktu stał sędziwy, 81-letni Sapieha. Rząd komunistyczny wystosował jedynie suche kondolencje, wysyłając na uroczystość osobę tylko w randze wicepremiera, co było ewidentnym faux pas.

Natomiast emigracyjne władze RP w Londynie nader godnie uczciły pamięć zmarłego. Uczestniczyli tu sam prezydent August Zaleski, rząd i generalicja. Zorganizowano też okolicznościową sesję naukową z udziałem profesorów St. Strońskiego i W. Folkierskiego.

© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



Historia mało znana
Kto ratuje jedno życie
Rocznice, o których warto wiedzieć
Z okazji 400. rocznicy osadnictwa polskiego w Ameryce Płn
Nowa wersja serwisu internetowego nt. Powstania Wielkopolskiego
Imć Pan Kozietulski i Samosierra (cz. 1)
Nie tylko stan wojenny
27. rocznica wprowadzenia stanu wojennego
Tablice dawnych przedsiębiorstw na kamienicach w Będzinie
Miłostki Katarzyny Wielkiej
10 procent bułgarskich elit współpracowało z bezpieką