Dobrze się stało, że w polskim programie TV "Z Ukosa", w ostatnią sobotę (25.10.08) nadano reportaż Jana Wichrowskiego na temat zamknięcia, wbrew apelom Polonii, Parafii Matki Bożej przy 1996 Davenport Rd. w Toronto.
W czasie wywiadu, do kamery prowincjał Ojców Oblatów Janusz Błażejak tłumaczył, że ta decyzja jest podyktowana brakiem polskich księży. Szkoda, że nie powiedział on o tym, że obecny proboszcz tej parafii, ojciec Antoni Mendrela chce dalej ją prowadzić i utrzymać jej polskość dla dobra naszego polskiego dziedzictwa i dla następnych pokoleń. Ksiądz Mendrela jest po prostu odwołany z parafii przez prowincjała Błażejaka.
Jeżeli pozwolimy zamknąć tę parafię, to potem możemy stracić następne... A ponadto, jeżeli jest taki dramatyczny brak księży, skąd weźmie się duszpasterzy do obsadzenia wielkiej parafii w Brampton?
Jan Wichrowski na koniec swego reportażu wzywa, by Polonia apelowała do biskupa Richarda Grecco, aby zmienił decyzję i zachował tę polską parafię. Niestety, nie podał informacji kontaktowych do biskupa.
Dlatego podaję je poniżej, by każdy Polak wysłał swój wyraz protestu przeciw niszczeniu dorobku narodu polskiego w Kanadzie:
e-mail: auxcent@bellnet.ca
fax: (416) 769-7170
adres pocztowy:
Most Reverend
Richard J. Grecco
161 Annette St.
Toronto, Ontario M6P 1P5
Pozdrawiam,
L. P.
(nazwisko i adres znany Redakcji)
•••
Szanowna Redakcjo,
Jesteśmy przedstawicielami tej grupy parafian św. Eugeniusza de Mazenod w Brampton, która kategorycznie przeciwstawia się budowie tak drogiego kościoła (13,8 mln dolarów), gdyż świat pogrąża się w kryzysie finansowym, co przede wszystkim odbija się na ludziach w postaci ogólnego pogorszenia poziomu ich życia. Nie przeciwstawiamy się słusznej idei budowy kościoła w Brampton, lecz jedynie kosztom jego budowy, które wzrastały już wielokrotnie. Obecny koszt budowy jest dla nas nie do przyjęcia, gdyż nie potrzebujemy ekstrawaganckiej świątyni, lecz jedynie skromnego kościoła.
W tej sprawie wysłaliśmy już listy do Johna P. McGratha, kanclerza odpowiedzialnego za dobra doczesne przy Archidiecezji w Toronto oraz do Arcybiskupa Thomasa Collinsa, przedstawiając w nich zagrożenie dla budowy tak drogiego kościoła, wynikające z obecnego kryzysu finansowego. W obu listach zaproponowaliśmy przeprowadzenie referendum wśród wszystkich parafian kościoła w Brampton na temat akceptacji najnowszej (13,8 mln dolarów), ale niekoniecznie ostatniej ceny budowy. Głosowanie ma być tajne oraz pod kontrolą przedstawicieli Archidiecezji w Toronto.
Powinno zawierać tylko jedno pytanie: Czy zgadzasz się na budowę kościoła w Brampton za cenę 13,8 mln. dolarów?
Tak/Nie
(zaznaczyć tylko jedną odpowiedź).
Wyniki takiego głosowania pokażą wszystkim czego naprawdę chcą parafianie z Brampton, a nie czego chce jedynie proboszcz Adam Filas i Ojcowie Oblaci za cenę wyrzeczeń wielu rodzin bramptońskiej parafii.
Niestety, do tej pory nie otrzymaliśmy jeszcze żadnej odpowiedzi z Archidiecezji w Toronto.
Widzimy duże, aczkolwiek negatywne powiązanie pomiędzy budową drogiego kościoła w Brampton a przekazaniem innej grupie etnicznej pierwszego polskiego kościoła p.w. Matki Boskiej przy Davenport w Toronto. Rzecz dotyczy tej samej kwestii, polskiego kościoła, jednak stanowiska Ojców Oblatów są zupełnie różne. Oby tylko ten sam los za kilka lat nie spotkał kościoła w Brampton, kiedy to zubożali parafianie nie będą mogli go utrzymać. Mamy jednak nadzieję, że dołączy do nas wielu innych bramptońskich parafian, którzy dokonają mądrego wyboru w nadchodzącym głosowaniu.
Parafianie
Kościoła
p.w. Eugeniusza de Mazenod w Brampton
•••
Jestem mamą 8-letniej córci Weroniki. Od 3 lat leczę ją jak to lekarze określili na grzybice powiek oczu. Byłam już prawie wszędzie, leczono ją różnymi maściami, tabletkami, dawano różne diety, bez cukru, bo ponoć grzyb lubi cukier i jak było tak jest. Zero jakiegokolwiek efektu. Wydałam mnóstwo pieniędzy, cierpiało dziecko i dalej cierpimy razem.Teraz leczona była w gabinecie Pani Ireny Eris, gdzie dano nam znów rąbek nadziei, nawet wysłano córcię do szpitala, porobiono badania i do domu. I żeby było weselej przez ten czas kiedy była Weroniczka w szpitalu lekarka, która ją prowadziła, pani Mariola Kunicka, odeszła z pracy w gabinecie i jestem znów na początku niekończącej się drogi. Błagam, pomóżcie nam, ja już tracę siły tak bardzo chcę, aby moja córcia była zdrowa, pragnę tego jak każda matka. Na pomyłki lekarzy wydałam już mnóstwo pieniędzy i dalej nie widać żadnego efektu. Pomocy, dodajcie nam sił i ochoty do dalszej walki z chorobą, o której nikt nic nie wie. Mój numer telefonu 609835432, 515288309.
Bożena z Polski
•••
Pozwolę sobie po raz trzeci napisać do Waszej Gazety, jestem już można powiedzieć jej stałą aczkolwiek jeszcze nieregularną czytelniczką.
Chciałam znów podzielić się moimi uwagami w tematyce, która mnie interesuje i którą już przedtem poruszałam. Skłoniła mnie do tego lektura pewnego artykułu, a raczej praca napisana przez Joannę Dyduch Doktora Nauk Humanistycznych Uniwersytetu Wrocławskiego, specjalistkę od stosunków polsko-izraelskich zatytułowana "Percepcja Polski i Polaków przez Izraelczyków". Autorka przeprowadziła badania na grupie studentów izraelskich wywodzących się z różnych środowisk, o różnych poglądach politycznych, religijnych i niereligijnych, takich, którzy mają polskie korzenie i nic nie mających wspólnego z Polską. Zadawała pytania związane z Polską, m.in. z czym im się Polska kojarzy i jak ją spostrzegają. To najbardziej mnie zainteresowało i na tym głównie skupiłam uwagę. Już po krótkiej lekturze z przykrością choć bez większego zaskoczenia mogłam się dowiedzieć, że większości młodych Izraelczykom Polska kojarzy się z Holocaustem i obozami śmierci. Były też i głosy, że Polacy są współwinni zagłady Żydów. Mało komu Polska kojarzy się jako kraj ciekawy turystycznie, który warto poznać, aczkolwiek i takie głosy się pojawiały. Całość tej pracy jest dość długa, były poruszane i inne kwestie, ale chciałam zwrócić uwagę głównie na tę część. Po przeczytaniu zaczęłam się zastanawiać nad anty-antypolonizmem i antysemityzmem.
Oba są podyktowane chyba niewiedzą, stereotypami, często złą wolą. Jako Polkę nurtuje mnie antypolonizm, jak często nie tylko w Izraelu, ale i w świecie jesteśmy niesprawiedliwie, krzywdząco postrzegani głównie w swojej historii, jak często musimy prostować sformułowanie "polskie obozy śmierci", przypominać, że pierwsi byliśmy ofiarą nazistowskich Niemiec, o cierpieniach Polaków, czy walce naszych żołnierzy na wszystkich frontach.
Lecz nie tylko historycznie i współcześnie przypina nam się łatki nie do końca prawdziwe.
Nie chcę powiedzieć, że jako naród nie mamy sobie nic do zarzucenia, ale takie niesprawiedliwe jednostronne zarzuty są dla nas bolesne.
Niemniej jednak jakakolwiek będzie opinia o Polakach w świecie, bardziej lub mniej pochlebna, to nie musimy się obawiać, że ktoś będzie z Polakami chciał "zrobić porządek, bo się za bardzo panoszą". I tu przejdę do antysemityzmu. Jako człowiek i humanistka z przekonań widzę w antysemityzmie większe niebezpieczeństwo niż w innych fobiach antynarodowościowych dlatego, że wielu ludzi w Polsce i na świecie wierzy w nadprzyrodzoną,"szatańską" moc Żydów, że są oni odpowiedzialni za wszystko co się dzieje w świecie - wojny, kryzysy ekonomiczne, terroryzm,wszystko to ma być za ich przyczyną.
Takie myślenie rodzi obawę, że wystarczy ktoś nowy pokroju Hitlera, który pociągnie za sobą ludzi, albo że jakiś fanatyk będzie chciał zniszczyć Izrael.
Antysemici zasłaniają się tym, że nie trzeba lubić Żydów i że podlegają oni ocenie jak każda inna nacja.Oczywiście, żaden naród nie jest tylko dobry, albo tylko zły, w tym Żydzi, ale o ile inne nacje są mniej lub bardziej lubiane lub obojętne o tyle Żydzi wzbudzają skrajne emocje; gorzej jeśli te emocje są złe, nienawiść do nich jest jedyna w swoim rodzaju, totalna można powiedzieć.
Tak, nie ma obowiązku ich kochać, byle tylko nie ulegać chorej nienawiści.
Podsumowując, mnie jako Polce nie podobają się krzywdzące opinie o moim narodzie i nie godzę się z nimi, a jako człowiek nie godzę się z antysemityzmem i wszelkimi przejawami rasizmu.
Jeszcze na koniec jedna uwaga, może walka ze stereotypami wydaje się beznadziejna, lecz trzeba z nimi walczyć wszelkimi sposobami głównie przez edukację. Żeby Izraelczyk nie patrzył na Polskę tylko przez pryzmat Holocaustu, a Polak na Żyda też bardziej obiektywnie.
Pozdrawiam
K.M.
Wodzisław Śl.
Święta racja! Bardzo mądre uwagi.
•••
Szanowna redakcjo!
Ze szczególnym zainteresowaniem przeczytałem refleksje z obrad 40. Zjazdu Kongresu Polonii Kanadyjskiej pióra jednego z delegatów Zdzisława Mercika. Jak sam autor artykułu stwierdził, nie obyło się przy tym bez kontrowersyjnych decyzji. Nie przeszedł bowiem wniosek jako uchwała, ażeby działacze kandydujący do władz Kongresu byli zobowiązani złożyć oświadczenia lustracyjne. Jednym z niewielu chlubnych wyjątków był sam Prezes Kongresu p. Władysław Lizoń. On dał niezwykły przykład uczciwego Polaka oraz działacza polonijnego dla pozostałych delegatów, którym przedstawił swój wniosek o lustrację. Niestety, wniosek o lustrację przez IPN był nie do zaakceptowania dla większości delegatów, tajne głosowanie zrobiło swoje. Jest to kolejny przykład, że nie mamy żadnego planu działania, w jaki sposób można byłoby wyeliminować potencjalnych kandydatów z podejrzaną przeszłością począwszy do szczebla najniższego. Jest tych z niechlubną przeszłością bardzo wielu i już obecnie, gdy są tymi "wybranymi przez Polonię środowiskową" tylko lustracja spowodowałaby oczyszczenie szeregów. Oni jednak tego nie chcą i pod żadnym pozorem nie dadzą się do tego nakłonić. Przecież nie będą głosować przeciwko samym sobie, schowają swoje głowy jak strusie w piasek i nikt się nie dowie, że współpracowali z SB. Gratuluję wyboru prezesa p. Lizoniowi, który został wybrany na następną kadencję mimo złożenia bardzo niepopularnego wniosku o lustrację. Niestety, zaakceptowanie stanowiska przez samego prezesa nie wpłynie dobrze na zaangażowanie się większej ilości Polonusów w "ambitny" program wytyczony przez XL Walny Zjazd PKP. Myślę, że gdyby p. Prezes nie zaakceptował wyboru dałoby to wiele do myślenia delegatom na zjazd na temat niezwykłej wagi ważności lustracji. Niestety, zacząć należałoby od dołu, od wyborów właściwych kandydatów do kół środowiskowych. Mam jeszcze w pamięci wybory w Windsor, gdy delegat naszego klubu sportowego został wyproszony w brutalny sposób z zebrania wyborczego przez późniejszego drugiego wiceprezesa ZK KPK w obecności byłej prezes ZK. Gdy interweniowałem telefonicznie u ówczesnego sekretarza ZK na ten temat, zostałem pouczony, że nasza organizacja polonijna nie powinna być na liście upoważnionej do brania udziału w wyborach. Okazało się, że list powiadamiający nas o wyborach nie powinien w ogóle dotrzeć do adresata, wybory powinny odbyć się tylko z udziałem ludzi, którzy się sami później wybiorą. Obecny zjazd zakończył obrady i wytyczył kierunki działania na następną kadencję. Mam jednak moje osobiste przekonanie, że bez oczyszczenia szeregów zdawałoby się tak ważnej organizacji polonijnej nie osiągnęliśmy niczego, a wprost przeciwnie, cofnęliśmy się głęboko do tyłu. Niestety, oświadczenie walnego zjazdu z satysfakcją informuje o znaczącym postępir, wielu osiągnięciach i przekonaniu, że Polonia jest w dobrych rękach. Czyżby?
Bogdan Herbetko - Windsor
•••
Witam serdecznie!
Planuję kolejną podróż do Kanady. W tym roku dzięki temu, że znieśli wizy na okres 3 miesięcy mogłem bez problemu odwiedzić dziewczynę... Na początku stycznia również planuję lecieć razem z nią do Kanady... no i tu pojawia się znaczący problem, bo pobyt bezwizowy jest na trzy miesiące, a chciałbym zostać do czerwca, gdyż moja dziewczyna kończy szkołę i chcielibyśmy bardzo iść na bal razem. Na jednej ze stron wyczytałem taką informację: "Okres bezwizowego pobytu wynosi 6 miesięcy, o ile przy wjeździe nie zostanie określony krótszy czas pobytu - ostateczną decyzję odnośnie okresu dozwolonego pobytu w Kanadzie podejmuje urzędnik imigracyjny na granicy kanadyjskiej (na lotnisku lub lądowym przejściu granicznym). Jeżeli urzędnik imigracyjny nie umieści żadnej adnotacji pod stemplem wjazdowym w paszporcie, dozwolony okres pobytu wynosi sześć miesięcy od daty wjazdu do Kanady."
Ta informacja mnie satysfakcjonuje, ale chciałbym wiedzieć na ile jest ona wiarygodna.
Dziękuję za przeczytanie i czekam niecierpliwie na odpowiedź...
Pozdrawiam!!!
Łukasz Golec
Szanowny Panie,
Nie publikujemy niesprawdzonych informacji, a są one przekazywane Czytelnikom przez eksperta w dziedzinie prawa imigracyjnego, konsultanta z wieloletnim doświadczeniem i odpowiednimi uprawnieniami p. Izabelę Kowalewski, która od lat prowadzi w "Gazecie" rubrykę porad imigracyjnych (kategoria Prawo). Cokolwiek pisze pani Kowalewski jest wiarygodne, ponieważ jest oparte na prawie imigracyjnym oraz praktyce setek takich przypadków. Pani Kowalewski ostrzega zawsze tam, gdzie mogą być jakiekolwiek problemy, radzi, żeby nie szarżować i brać pod uwagę wszystkie okoliczności. Jasno informuje i informowała, że to urzędnik imigracyjny na lotnisku podejmuje decyzję czy i na jak długo przyjeżdżający zostanie wpuszczony do Kanady. Maksimum to 6 miesięcy, ale może być krócej lub w ogóle. Zachęcamy do czytania artykułów pani Kowalewski.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.