Patrząc na ulice naszych kanadyjskich miast śmiało można powiedzieć, że kraj opanowało kawowe szaleństwo. Papiero- we kubeczki z dominującego na kawowym rynku "Tima Hortona" zobaczyć można dosłownie wszędzie. Czy istnieje jednak jakaś rozsądna alternatywa dla spożywania tych pokaźnych ilości kofeiny? Wśród naszych rodaków są i tacy, którzy upatrują ją w obecnej na kanadyjskim rynku naszej poczciwej polskiej bezkofeinowej "Ince". Natomiast przybysze z Ameryki Południowej dowodzą, że nadchodzi epoka Yerba Mate!
Yerba mate to napój popularny głównie w krajach Ameryki Południowej takich jak Paragwaj, Argentyna, Urugwaj, oraz południowa część Brazylii. Przyrządza się go poprzez parzenie wodą wysuszonych, zmielonych liści egzotycznej nieco dla nas rośliny, ostrokrzewu paragwajskiego (łac. Ilex paraguariensis).
Zwyczaj picia tego specyficznego napoju przeniósł się również do niektórych krajów Bliskiego Wschodu, głównie do Syrii i Libanu. Obecnie zatem w różnych, znacznie oddalonych od siebie częściach świata ostrokrzew paragwajski służy ludziom, podobnie jak u nas kawa, czy herbata do nawiązywania nieformalnej więzi opartej o zwyczaj wspólnego picia gorącego napoju. Pozostaje jedynie pytanie, czy ten rytuał przeniesie się również w nasze strony?
Historia Yerba Mate liczy już sobie kilka stuleci. W połowie siedemnastego wieku w zamieszkałe przez plemię Guarani tereny dorzecza rzeki Parany dotarli pierwsi jezuiccy misjonarze. To oni odkryli, że ulubioną używką miejscowych Indian, i to od pradawnych prekolumbijskich czasów, były liście gatunku pewnego wiecznie zielonego krzewu, ostrokrzewu paragwajskiego. Ich żucie likwidowało bowiem zmęczenie, rozjaśniało umysł, a także łagodziło uczucie głodu. Podobnie zresztą działał sporządzony z liści tej rośliny, przypominający do złudzenia swoim kolorem herbatę, napar.
Jezuici natychmiast docenili zalety tego odkrytego przez nich orzeźwiającego napoju. Założyli nawet liczne plantacje ostrokrzewu, które to stały się jednym z finansowych filarów zakonu w Ameryce Południowej aż do jego upadku w 1773 roku. Rozpropagowali go bowiem w Europie jako alternatywę sprowadzanej z Azji herbaty. Potem roślina odeszła w zupełne zapomnienie aż do 1892 roku. Wówczas to swoją pierwszą nową hodowlę w Paragwaju założył Frederico Neumann. Rozpowszechnił on szybko picie Yerba Mate tak, że stała się ona narodowym napojem aż w kilku krajach południowego krańca Ameryki.
Na początek warto zapoznać się jednak z rośliną, której zarówno suszone liście jak i młode pędy służą do sporządzania egzotycznego dla nas napoju Yerba Mate. To bliska krewna znanego nam dobrze z naszych ogrodów o-zdobnego krzewu, ostrokrzewu.
W Południowej Ameryce roślina rośnie jako wiecznie zielone drzewo dorastając nawet do 15 metrów wysokości. Zwykle jednak jego wysokość nie przekracza kilku metrów. Ma podłużnie jajowate, ząbkowane, od góry błyszczące liście, które swoją długością nie przekraczają trzynastu centymetrów. Kora pnia jest biaława i gładka. Kwiaty rośliny są zmienne, zarówno jednopienne jak i dwupienne; zawsze jednak rozdzielnopłciowe. Są drobne, białe lub kremowe, zebrane w pęczki w kątach liści. Mają mały kielich i czteropłatkową koronę, jeden słupek o bardzo krótkiej szyjce i cztery pręciki przyrośnięte do korony. Roślina kwitnie od października do grudnia. Jej owoc to czerwony, czarny lub żółty mięsisty pestkowiec, nieco podobny do jagody - średnica 5-7 mm.
Jak należy zatem pić Yerba Mate? W Ameryce Południowej przy spożywaniu tego napoju obowiązuje nawet cały rozbudowany rytuał! W zależności od kraju podawany jest on w specjalnych naczyniach zwanych mate albo guampa. Dominujące w Argentynie i południowej Brazylii mate wykonane jest zawsze z tykwy albo z drewna. Pochodząca natomiast z Paragwaju guampa to naczynie wykonane z prawdziwego wołowego rogu. Po odpowiednim ułożeniu liści w naczyniu umieszcza się służącą do picia bombillę. To posrebrzana albo nawet pozłacana metalowa rurka zakończona filtrem w formie specjalnego sitka. Teraz dopiero następuje rytualne zalanie suszu wodą. Nie powinna być ona jednak wrząca, ale raczej lekko ostudzona (70-80°C). Pierwsze zalanie wykonuje się zawsze małą ilością wody, tak aby cały susz wodę szybko wchłonął. Po pewnym czasie wodę dolewa się już do pełna. Napar można uzupełniać nawet kilkanaście razy, dopóki nie straci swojej mocy.
Picie Yerba Mate w towarzystwie jest jeszcze bardziej rozbudowanym rytuałem. W Ameryce Południowej wita się nią na przykład nieznanego przybysza. Napój często pity jest podczas spotkań rodzinnych lub w gronie przyjaciół. Jedna z osób napełnia zawsze guampę i przekazuje ją kolejnej osobie. Ta wypija cały napar z naczynia i oddaje go gospodarzowi, aby uzupełnił wodę i podał naczynie kolejnej osobie.
Nam natomiast, mieszkańcom położonej na północnych krańcach Ameryki krainy, Yerba Mate oferowana jest w znacznie wygodniejszej, uproszczonej jak zawsze tutaj formie.
Suszone i pokruszone liście zapakowane są bowiem w papierowe albo też płócienne saszetki, podobnie jak herbata. Taką torebeczkę wystarczy zalać w kubku gorącą wodą. Najlepiej dodać do wywaru dla osłodzenia nieco miodu. Natychmiast zadowolić się potem możemy intrygującym smakiem tego oryginalnego południowo-amerykańskiego napoju.
Yerba Mate sprzedawana jest obecnie w większości działów, gdzie znajduje się kawa i herbata w dużych supermarketach.
Są nawet tacy, którzy twierdzą, że Yerba Mate nie ma w sobie zupełnie kofeiny. Jest to jednak nieprawda. Przyznać natomiast trzeba, że przeciętna zawartość kofeiny w tym napoju jest wyraźnie mniejsza. Jej liście zawierają bowiem tylko 0,9 - 1,8% kofeiny, czyli o około połowę mniej niż nasiona kawy.
Poza tym w kombinacji z innymi związkami chemicznymi występującymi w jej liściach Yerba Mate działa na nasz organizm znacznie łagodniej. Jej napar jest jednak pobudzający, rozszerza naczynia krwionośne, przyspiesza nieco pracę serca; wielu uważa również, że wyraźnie poprawia jasność umysłu.
Jeżeli nawet Yerba Mate nie przypadnie Państwu zbytnio do gustu, to warto jednak nauczyć się od mieszkańców Południowej Ameryki pewnego mało znanego przez nas sekretu. Napoje takie jak kawa, czy też herbata, parzone w nieco niższej temperaturze niż wrząca woda, czyli w temperaturze około 80 st.C z reguły smakują lepiej.
Nie wiele osób zna ten właśnie sekret, a jest on przecież źródłem wielkiego sukcesu kanadyjskiej firmy "Tima Hortona".
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.