O Kabarecie "Pod Bańką" można pisać i pisać. Zadziwiają ciągle swoją kreatywnością, zapałem, rozlicznymi talentami. U boku rośnie im (nie samopas, ale kształcone przez nich samych) młode pokolenie, które coraz częściej razem z nimi występuje na scenie. Ich teksty "chodzą po ludziach", bowiem stali się częścią naszego polonijnego życia. Każdy ich występ to ból brzucha ze śmiechu, ale potrafią i wzruszyć do łez, i wzbudzić zadumę. Mają stałych wielbicieli, a przyprowadzeni "nowi" nie są w stanie uwierzyć i plują sobie w brodę, ile to lat zmarnowali. Ich goście z Polski - artyści kabaretowi i estradowi z najwyższej półki, dziwią się jeszcze bardziej, że tu, "na obczyźnie", mamy taki skarb i mówią, że to kabaret jakich nie ma nigdzie indziej. I zawsze chcą przyjechać znowu, żeby razem zaśpiewać "Wody sodowej smak".
Uderzyła piętnastka. Posłuchajmy, co o niej mówi sama Bańka, a konkretnie dwoje jej szefów - Magda Papierz i Wojtek Gawenda.
Małgorzata P. Bonikowska: Jubileusz może nie okrągły, ale 15 lat to spore osiągnięcie. Jak byście je podsumowali?
Wojtek Gawenda: Może zabrzmi to trochę zaskakująco, ale to było 15 lat ciężkiej pracy. 15 lat udowadniania sobie samu, że to co się robi ma sens. 15 lat przeskakiwania coraz wyżej podnoszonej poprzeczki oczekiwań i naszych i publiczności. 15 lat wyścigu z własnym poczuciem humoru. I 15 lat niebywałej satysfakcji, bo pomimo że ten wyścig cały czas jeszcze trwa, to jak na razie udało nam się wygrać wszystkie etapy. Teraz musimy się chyba zapisać na treningi skoku o tyczce bo poprzeczka zawieszona jest naprawdę wysoko...
M.P.B.: Jak podsumowania, to podsumowania. Porozmawiajmy o miłych aspektach tych 15 lat. Co uważacie za swoje największe sukcesy i co utkwiło Wam w pamięci jako te najlepsze wspomnienia?
W.G.: Myślę, że największym sukcesem jest chyba sam fakt, że obchodzimy 15-lecie kabaretu. Że to, co tak "niewinnie" zaczęło się 15 lat temu trwa i to w całkiem dobrej formie. Z okazji tego jubileuszu zdaliśmy sobie nieoczekiwanie sprawę, że stworzyliśmy kawałek całkiem pokaźnej historii polskiego kabaretu. Daleko nam oczywiście do rekordzistów czyli kabaretów "Pod Egidą" i "Elita", które działają już ponad 40 lat (to chyba rekord w skali światowej), ale już potem to niewiele jest grup kabaretowych o tak długim stażu. Był "Tey", który działał długo, ale z małymi przerwami, jest kabaret "Po ósmej" z Ottawy, który w tym roku obchodzi swoje 20-lecie, a potem... hm... a potem to już chyba "Bańka" plasuje się w ścisłej czołówce... Mówię oczywiście o grupach kabaretowych, a nie o indywidualnych wykonawcach, bo tutaj "rekordzistów" jest znacznie więcej i to z bardzo długim kabaretowym stażem.
Magda Papierz: Sukcesem jest niewątpliwie fakt, że udało się napisać dziesiątki dobrych tekstów: skeczy, monologów, piosenek i muzyki do tych ostatnich. Kilkanaście całych scenariuszy widowisk kabaretowych, kabaretowo-wodewilowych, kabaretowo-rewiowych. Ale największym sukcesem jest to, że ktoś chciał to wszystko oglądać, bawić się naszym poczuciem humoru - nasza publiczność, która z własnej, nieprzymuszonej woli kupuje bilety, by bawić się na naszych przedstawieniach. Jeżeli od tylu lat, na każdym z nich jest 600 osób, które się bawią, to jest to najlepsza weryfikacja tego co robimy i największa satysfakcja. Bo naszym największym sukcesem jest nasza PUBLICZNOŚĆ.
Sukcesem była oczywiście nagroda na festiwalu kabaretów w Polsce, występy w polskiej TV, stworzenie takiej imprezy jak Polonijne Kabaretony. Niejako pochodnym sukcesem naszej działalności było stworzenie szkoły artystycznej i wykształcenie w niej pierwszej grupy dzieci, a teraz już młodzieży, która z powodzeniem występuje w naszych przedstawieniach. Ale powtarzam jeszcze raz: NAJWIĘKSZYM naszym sukcesem jest fakt, że obchodzimy jubileusz 15-lecia naszej działalności przy salach wypełnionych 600-osobową publicznością, która bawi się na naszych spektaklach i co najważniejsze, wraca na każdy następny.
M.P.B.: Nie gracie już w tym samym składzie co 15 lat temu. Jak zmienił się skład kabaretu przez te lata? Kto był na pierwszym przedstawieniu i jest do dzisiaj?
W.G.: Od pierwszego dnia, od narodzin kabaretu, zostały już tylko dwie osoby: Magda Papierz (szefowa) i Andrzej Pugacewicz (mąż szefowej). Niewiele krótszy staż ma Janek Kornel (pianista), który dołączył gdy kabaret miał kilka miesięcy. Potem jestem ja - już prawie 14 lat. Monika Kowalczuk jest od 10 lat w "Bańce". Teraz zdałem sobie sprawę, że Monika dokładnie w październiku 1998 roku zagrała w swoim pierwszym przedstawieniu z "Bańką", więc w tych dniach jest to też jej mały jubileusz.
M.P.B.: Zgadzamy się wszyscy, że Bańka odniosła sukces. Co, według Was, o nim zdecydowało?
M.P.: To chyba najtrudniejsze pytanie, bo jak wiadomo sukces ma wielu ojców... To był splot przypadkowych zupełnie wypadków, czyli fakt, że w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu spotkali się odpowiedni ludzie, którzy wiedzieli czego chcą i mieli jeden wspólny cel i determinację w jego realizacji. Ludzie z podobnym poczuciem humoru, z bagażem doświadczeń i kwalifikacji, a przede wszystkim ludzie-twórcy, autorzy tekstów, muzyki. To niesamowite, że stało się to właśnie tutaj, po drugiej stronie Atlantyku. Ba, myślę, że w Polsce "Bańka" w takiej formie nigdy by nie powstała, bo przecież pochodzimy z różnych rejonów, z różnych miast... to mogło się stać tylko tutaj i stało się...
M.P.B.: W tak długiej i przebogatej działalności nie wszystko jest zawsze z górki. Jakie były największe trudności?
W.G.: Tych było (i jest) co niemiara. Powiedziałem na początku, że to było 15 lat ciężkiej pracy. Ja wiem, że to jest nie do uwierzenia, bo powszechna opinia o ludziach sceny jest zupełnie inna. Oni się przecież bawią...Tak, jest to prawda, na scenie bawimy się, aby wszyscy mogli się bawić razem z nami. Ale zanim do tego dojdzie są to tygodnie ciężkiej pracy, stresu... Najlepsza improwizacja to dobrze przygotowana improwizacja, więc luz i zabawa jest efektem wcześniejszych ogromnych wyrzeczeń. Tym bardziej że przecież większość z nas na co dzień pracuje z konieczności w innych zawodach, by potem kosztem swojego czasu wolnego (nierzadko kosztem swoich rodzin) przygotowywać kolejne przedstawienie. Wyobraźmy sobie taką typową sytuację: jest weekend, ludzie wyjezżdżają nad jezioro, na "cottage", na narty... Nas nie stać na taki luksus, bo w tym czasie piszemy, próbujemy... Oni wracają wypoczęci, zrelaksowani w poniedziałek do pracy... my też wracamy, po całym weekendzie pracy. Nie wszyscy to wytrzymują, stąd też mimo że przez "Bańkę" przewinęło się dziesiątki osób, tak niewielu zakotwiczyło w niej na wiele lat.
Kolejną trudnością było stąpanie po grząskim polonijnym gruncie. Najlepszym zobrazowaniem tego niech będą słowa piosenki, którą napisałem na 10-lecie "Bańki":
"Choć zapędy były różne i zakusy
Niezależnych naszych myśli nikt nie zmienił
I bez wstydu co dzień się patrzymy w lustro
Bo w niczyjej nie siedzieliśmy kieszeni..."
M.P.: A zakusy były, oj, były...ale tych ludzi i całych ich klik już dzisiaj nie ma, a my jesteśmy i ciągle patrzymy się bez wstydu w lustro i nadal będziemy, chociaż życie nie znosi próżni, więc są następni o podobnych zakusach...
Kabaret musi być niezależny, choćby to przysparzało największych trudności. I my takimi pozostaniemy "for sure", jak mawiają starożytni Rosjanie.
M.P.B.: Przed Wami kolejne dziesiątki, piętnastki lat, zważywszy Waszą energię i potencjał. Jakie macie marzenia, jakie plany?
W.G.: Opowiem Ci taką ciekawą zabawną historię. Kiedyś będąc w Polsce trafiłem na jakieś urodziny do znajomych moich przyjaciół. Kiedy tam wszedłem całe towarzystwo słuchało opowieści pewnego jegomościa, który opowiadał im o... Toronto. Opowiadał tak barwnie i z taką fantazją, że wydawało mi się, iż mieszkamy w dwóch różnych miastach. W pewnym momencie zaczął wychwalać orkiestrę symfoniczną, którą tutaj mamy i teatr i... kabaret. Świetny kabaret, jak zapewniał wszystkich zgromadzonych. W tym momencie nie wytrzymałem i przytaknąłem informując jednocześnie, że też przyjechałem z Toronto i że nie opuszczam żadnego występu kabaretu " Pod Bańką" (zgodnie z prawdą zresztą). Ów jegomość zamachał rękoma i oznajmił całemu towarzystwu i mnie przy okazji też, patrząc mi prosto w oczy: Gratuluję panu, ale pan tylko bywa na widowni, a ja znam osobiście Papierz i Gawendę i nie raz nimi wódkę piłem. Po kilku podchwytliwych pytaniach okazało się, że owszem zna kabaret, ale tylko ze słyszenia... Więc reasumując, moim marzeniem jest, żeby na widowni zjawili się ci wszyscy, którzy co prawda uwierzyli w opowieści innych, ale nigdy na "Bańce" nie byli... Kolejnym marzeniem jest by kabaret "Pod Bańką" zapisał się w historii polskiego kabaretu nie tylko faktem swojego długoletniego istnienia, ale by trafił pod strzechy w Polsce, i we wszystkich innych europejskich krajach, gdzie Polacy zamieszkują oraz w Stanach, Australii Afryce, Azji, a nawet na obu biegunach, jeżeli jest tam choćby jeden polarny niedźwiedź lub pingwin, który rozumie dowcipy w naszej pięknej polskiej mowie...
M.P.B.: Że nie wspomnę o kangurach. Tego i ja Wam życzę - może przy okazji kabaretu, dla tych zwierzaków wydamy jakąś gazetę po polsku... Jak 15-lecie to oczywiście jubileuszowy program, na który czekamy. Na co się mamy przygotować? Mamy nadzieję na wspomnienia.
M.P.: Jubileusze rządzą się swoimi prawami, więc jak to zwykle przy takich okazjach bywa będą największe przeboje ostatnich 5 lat. Pięciu, bo te wcześniejsze pokazaliśmy już na 10-leciu i nie czas i miejsce by się powtarzać. Będą oczywiście nowe przeboje (taką mamy nadzieję), napisane specjalnie na tę okazję, bo nie tylko życie nie znosi próżni i stagnacji , ale kabaret przede wszystkim.
Więcej nic nie powiemy. Wielki show kabaretu "Pod Bańką" już niedługo i wszystko się wyjaśni. Powiem tylko tyle, że będą niespodzianki, jubileuszowy poczęstunek na stołach (wino i deser) i szampańska zabawa po pachy (swoje, a jeżeli ktoś upadnie to prosimy nie podnosić tylko śmiać się do upadłego...).
M.P.B.: Życzę Wam, żeby każde z Waszych kabaretowych marzeń się spełniło, żeby w ciągu następnych 15 lat Wasze teksty weszły do kanonu lektur obowiązkowych, a pod każdą strzechą, na wszystkich szerokościach (i długościach) geograficznych, puszczano sobie DVDs z Bańką, gdy tylko komuś zrobi się smutno. I czekamy z niecierpliwością na te obiecane niespodzianki na koncercie!
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.