Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 10 pazdziernika, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




Zdrowe ciało, zdrowy duch

Osaczona - dokończenie
Wanda Kasprzycka
Oct 10, 2008
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Nic nie cieszy tak jak życie


Kiedy w zeszłym tygodniu opisywałam przeżycia Anny, na jej wyraźną prośbę zresztą, zaskoczona byłam nie tyle ponurym dramatem, jaki stał się treścią jej życia, ale tym, co usłyszałam na temat bezsilności polskiego wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania. Aż włos jeży się na głowie kiedy słucha się tego opowiadania. Jest to klasyczny przypadek głębokiej dewiacji, z którym prawo w Polsce nie potrafi sobie poradzić. Wiem jednak z moich kanadyjskich już doświadczeń, że i tu tego rodzaju sprawy nie są wcale proste. Cóż bowiem z tego, że ktoś taki jak Anna uzyska nakazem sądowym zakaz zbliżania się osoby prześladującej, czyli tzw. restraining order. To przecież tylko kawałek papieru, który nie zawsze bywa respektowany przez osobę, której on dotyczy. Nakazy sądowe swoją drogą, a chora wyobraźnia i determinacja dewianta to zupełnie coś innego. Owszem posiadanie takiego nakazu zezwala policji na zaaresztowanie prześladowcy, jeśli złamie on nakaz sądowy, ale to nie wycisza wcale lęku, nie gwarantuje w żaden sposób, że oprawca zwyczajnie zniknie nam z życiorysu.

Jednak nie niedoskonałością prawa chcę się dziś zająć, od tego są inni i wierzę, że zmiany systemu już i w Polsce nastąpiły, dając nadzieję wszystkim tym, którzy radzić sobie muszą ze stalkerami.

Zastanowiło mnie też inne stwierdzenie Anny, zastanowiło mnie, że nic sama nie wiedziała o takich przypadkach, co być może pozwoliłoby jej uniknąć niektórych bolesnych doświadczeń. Kino, literatura ostatnich dwu dziesięcioleci pokazały szerszej widowni, jakim dramatycznym, a nieraz i tragicznym w skutkach może być relacja z osobą o tak głęboko wypaczonym obrazie rzeczywistości.

No bo taki stalker widzi rzeczywistość w pewnym wąskim schemacie, w który wciska strachem i manipulacją swoją wybrankę-ofiarę. Potrafi szybko i nadzwyczaj sprawnie omotać nicią pseudo-miłości wybraną przez siebie osobę. Jest bardzo niebezpieczny dla swojej wybranej ofiary, choć nie musi wcale biegać za nią z nożem czy pistoletem, by jej lęk osiągnął poziom zenitu. Taka właśnie atmosfera zagrożenia, osaczenia, psychicznego terroru jest codziennym doświadczeniem osób, najczęściej kobiet, uwikłanych w relacje ze stalkerem.

Jego miłość to ponure, nieznoszące sprzeciwu przywłaszczenie. Stalker bierze w posiadanie wybraną osobę, pracując przy tym konsekwentnie nad nadaniem jej wymiarów swego wyidealizowanego wyobrażenia o miłości. Krok po kroku, z zachowaniem pozorów wielkiego uczucia, ba, uwielbienia, izoluje swoją ofiarę od jej otoczenia. W imię wyłączności dewaluuje znacznie innych osób z otocznia. Anna słyszała wciąż: chcę byś była tylko moja.

Takie słodkie pranie mózgu w imię miłości i uwielbienia sprawia, że ofiara zaczyna wierzyć w wyjątkowość uczucia, a zamiast oprawcy widzi w stalkerze wybawiciela, kogoś, kto wie lepiej, co jest dla niej dobre, czego pragnie, jak ma czuć i myśleć "jego" wybranka. On wie jak wyglądać ma miłość, on wie i wierzy, że ona go kocha, a jeśli się odsuwa to znaczy, że błądzi, że ktoś ją buntuje, że jest nieświadoma jeszcze swego uczucia, albo że jest "nienormalna". On jest jednak gotów to wszystko "naprawić".

Stalker do końca wierzy w wielką i wyjątkową miłość, nikt mu tego inaczej nie wytłumaczy, on wie lepiej, wie za siebie i za partnera co myśleć o ich związku. Nie jest zdolny do empatii, nie rozpoznaje więc uczuć partnera. Odrzucany, czuje w sobie złość, agresję i za wszelką cenę chce zatrzymać przy sobie, a raczej w swojej sieci, ofiarę swojej "miłości".

Kiedy najlepsza przyjaciółka Anny ostrzegała ją, że to wszystko dzieje się za szybko, za gwałtownie, Anna uwierzyła swemu prześladowcy, że przyjaciółka jest zwyczajnie zazdrosna. Mało to, "narzeczony" był w stanie przekonać Annę, że owa przyjaciółka dość bezpardonowo starała się go "poderwać", nie zasługuje więc na zaufanie Anny.

Przez kilkanaście tygodni Anna była absolutnie pod wrażeniem swego "księcia z bajki", wierzyła każdemu jego słowu, ufała mu do tego stopnia, że własne wątpliwości nazywała "staropanieńskim nonsensem", kiedy tak naprawdę były one krzykiem instynktu samozachowawczego.

Jak się bronić przed podobnym doświadczeniem? Przede wszystkim nie tracić zimnej krwi i wiary we własny, zdrowy rozsądek. Uczucia potrafią być odurzające, ale w każdym z nas jest i surowy krytyk, czyli "zdrowy rozsądek".

Jeśli coś jest "zbyt piękne, by było prawdziwe" to najczęściej tak właśnie jest. Same często tracimy właściwą perspektywę, dlatego dobrze o swoich wątpliwościach powiedzieć komuś bliskiemu, komuś zaufanemu.

Żadna miłość nie opiera się na prawie własności, na zupełnej wyłączności. Jeśli obiekt naszych uczuć zaczyna na nas wymuszać ograniczenie związków z rodziną, z gronem starych przyjaciół, to winno się zapalić ostrzegawcze światełko. Zaborczość nie wróży nic dobrego, a wrzucanie wszystkiego w worek rzekomej zazdrości o obiekt uczuć jest grą pozorów. To schlebia, kobietom zwłaszcza, które mówią: on mnie tak kocha, że nie może znieść myśli o tym, by inny mężczyzna patrzył się na mnie z zainteresowaniem. Takie "uczucie zazdrości" nie wróży dobrze związkowi, bo to nie oznaka miłości, a chęć zawładnięcia drugą osobą.

Tak więc najskuteczniejszą obroną jest zadbanie o własną autonomię. Każdy z nas wyposażony jest przez naturę w mechanizmy kontrolujące nasze myślenie i zachowania, trzeba tylko ufać sobie i głosom, jakie się w nas odżywają. Każdy z nas do właściwego funkcjonowania potrzebuje pewien obszar życia tylko i wyłącznie dla siebie, każdy z nas potrzebuje więcej niż jedną osobę, by czuć się akceptowanym i szanowanym, więc zadbajmy o to. Nawet w okresie szalonego zakochania dobrze jest mieć czas dla kilku przyjaciół, dla rodziny, oni pozwalają nam utrzymać właściwą perspektywę widzenia naszych związków.

Ale kiedy stalker już jest częścią naszego życia, pozostają działania prawne. Zmiana zamków, numeru telefonu, czasem adresu zamieszkania i pracy, może zniechęcić stalkera, a jak mi kiedyś powiedział znawca tematu: nie zawadzi też modlitwa, by nasz stalker jak najszybciej zakochał się w kimś innym.

Wanda Kasprzycka - psychoterapeuta

Tel./faks 705 898-2994. Adres e-mailowy: kasprzycki@sympatico.ca Zapraszam do dyskusji, dzielenia się swoimi przemyśleniami, proszę o sugerowanie tematów.


© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



Zdrowe ciało, zdrowy duch
Młodzi chorzy powinni współdecydować
Wybory
Medycyna stworzyła warunki dla długowieczności
O jednej z ważniejszych odpowiedzialności w życiu
Mój dom, moja przystań
Takie jest życie....?
Pierwsze operacje z krążeniem pozaustrojowym u dzieci
Palenie "z drugiej ręki" też uzależnia
Osaczona - dokończenie
Osaczona (cz. 1)