Jak co roku, kiedy drzewa zaczynają płonąć wszelkimi możliwymi odcieniami czerwieni i złota, przychodzi święto, którego w naszej polskiej tradycji nie było. Teraz jednak żyjemy na innym kontynencie, a żyjąc tu, przyswajamy niektóre jego obyczaje. Na przykład święta, a z tych różnych specyficznie kanadyjskich, to chyba jest najpiękniejsze.
Święto Dziękczynienia to czas składania wyrazów wdzięczności za to, co zostało nam dane, podarowane. Pionierzy-osadnicy dziękowali Bogu za to, że udało im się przetrwać, zebrać plony na ciężką zimę, dzięki czemu mogli z nadzieją oczekiwać, że przeżyją kolejną zimę i doczekają wiosny.
My, w naszych przytulnych domach, o krok od zaopatrzonych we wszystko sklepów, nie stajemy wobec takich wyzwań. Zimę przeżyjemy, włączając ogrzewanie, a jeśli będzie za zimno, dogrzewając elektrycznymi piecykami. Pod cieplutkimi kołdrami czy pierzynami, z kubkiem gorącej czekolady przy łóżku - możemy przez szyby obserwować zawieje i śnieżyce. Nie musimy martwić się, czy wystarczy zebranego zboża i kartofli. Wystarczy otworzyć zamrażalnik, jeżeli, zasypani śniegiem, przez dwa dni nie moglibyśmy nawet wyjść z domu.
Odzwyczailiśmy się od wdzięczności i dziękowania za to, że żyje się nam dobrze i bezpiecznie. Jasne, że mamy kłopoty, że finanse nie zawsze wyglądają najbardziej różowo, że psuje się to czy owo, że coś nam się nie udało. Ale to przecież normalne koleje losu.
W ten Dzień Dziękczynienia dobrze pomyśleć o tym, jak niesłychanie szczęśliwi jesteśmy, że nie przyszło nam żyć w czasach naszych rodziców, kiedy z nieba leciały bomby, kiedy w każdej chwili można było usłyszeć przerażające walenie w drzwi kolbą karabinu, kiedy każde wyjście z domu mogło być tym ostatnim. Jakie szczęście, że nie musimy przeżywać koszmaru obozu niemieckiego czy sowieckiego, stać godzinami na placu apelowym, albo marznąć na twardej zawszonej pryczy, doświadczać upodlającego transportu w bydlęcych wagonach czy morderczej pracy na bezdusznej Syberii.
To dawne czasy, ale przecież w chwili obecnej mogłoby się zdarzyć, że żylibyśmy nie w dostatniej i spokojnej Kanadzie, a w jakimkolwiek z dzesiątków innych krajów, targanych konfliktami, nędzą, klęskami żywiołowymi, chorobami. Codziennie musielibyśmy patrzeć na śmierć, cierpienie, gryźć paznokcie z bezsilności, nie mogąc nic pomóc na tragedie rozgrywające się na naszych oczach.
Ileż szczęścia mamy, że znaleźliśmy się w tym miejscu i w tym czasie! Za to warto dziękować, być wdzięcznym, bo dzięki temu wielkie cierpienia większość z nas zna tylko z książek i filmów.
Kiedy tak spojrzymy na życie, trudno nie pomyśleć, jak bardzo jesteśmy niewdzięczni za to, co posiadamy.
Potrafimy narzekać, złościć się na tę czy inną instytucję, że nie działa jak potrzeba. Odzywamy się, kiedy coś jest nie tak, a dużo rzadziej, za rzadko, kiedy wszystko idzie dobrze.
No właśnie. Czasami warto podziękować, kiedy coś jest tak, jak być powinno, czyli dobrze. Przypominam sobie wycieczkę turystycznym autobusem-piętrusem po Nowym Jorku. Przewodniczka Murzynka wyraźnie kochała to miasto. Opowiadała niezliczone anegdoty, pokazywała zakamarki i urocze, jej tylko znane kąty. Po zakończonej wycieczce, rozstaliśmy się, a ja pomyślałam sobie wtedy - trzeba napisać do jej szefów, że mają znakomitego pracownika. Ile frajdy sprawiło mi pisanie tego listu! Jej na pewno sprawił przyjemność, a mnie także.
Tak rzadko znajdujemy czas, żeby komuś podziękować za to, że sprawił nam radość. A przecież warto wykonać ten jeden telefon więcej, wygospodarować na to czas w tym naszym szalonym, pędzącym życiu.
Może gdybyśmy potrafili dziękować częściej niż to robimy, żyłoby się nam lepiej. Żeby dziękować, trzeba doceniać to, co się otrzymuje od innych. A wszyscy otrzymujemy bardzo wiele - od najbliższych, przyjaciół, znajomych, nawet napotkanych przypadkowo ludzi.
Pomyślmy za co powinniśmy być wdzięczni, za co dziękować. I podziękujmy z głębi serca. Czyniąc to, sami poczujemy się lepiej.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.