Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 3 pazdziernika, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




Zdrowe ciało, zdrowy duch

Osaczona (cz. 1)
Wanda Kasprzycka
Oct 3, 2008
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Nic nie cieszy tak jak życie


Czuję się jak osaczone zwierzę, napisała Anna, wiem, że mnie takie wyznanie już nic nie pomoże, ale może inne dziewczyny będą trochę ostrożniejsze niż ja. Proszę niech pani opisze moją historię, niech inne dziewczyny przemyślą swoje życie pod tym kątem. Anna jest w Kanadzie od 3 lat, mieszka z bratem i jego rodziną. Boi się samodzielnie mieszkać po tym wszystkim co przeszła, choć było to w Polsce i to ponad 5 lat temu.

A zaczęło się wszystko tak cudownie, na urodzinach koleżanki poznała wyjątkowo atrakcyjnego mężczyznę. Wodził za nią oczami cały wieczór, nadskakiwał, czarował i był przy tym nieskazitelnie dżentelmeński. Umówiła się z nim na spotkanie za parę dni, było jak w bajce. Komplementy, kwiaty, drogie prezenty, koleżanki zazdrościły: on to jak książę z bajki, wzdychały. Imponowało jej to, tyle że nie mogła uwierzyć, by tak do szaleństwa się w niej kochał, nie byli już nastolatkami. Było go wokół coraz "więcej", odprowadzał ją do pracy, czekał pod biurem po pracy, organizował każdy weekend. Obiecywał cuda, ale chciał ją mieć tylko i wyłącznie dla siebie. Nie lubił jej koleżanek, urządzał sceny zazdrości kiedy tylko rozmawiała z jakimkolwiek innym mężczyzną, nawet szefem z pracy. Powoli zaczęła odczuwać ciężar takiej relacji, chciała się trochę od niego odsunąć, ale konkretne działania przyszły chyba za późno. On już miał klucze od jej mieszkania, znał jej zwyczaje i nawet już zaplanował jak i gdzie będą mieszkać po ślubie.

Zakręcił sobie wokół palca jej rodziców, bo był zamożny, uroczy i roztaczał przed nimi wizje szczęśliwej przyszłości małżeństwa ich córki. Zorientowała się, że manipuluje nimi, tłumaczyła i wyjaśniała, że ona wcale jeszcze nie wie, czy to ten jedyny na całe życie, że chce poczekać. Rodzice kwitowali jej wątpliwości dosadnym: nie wybrzydzaj, taki drugi ci się nie trafi. Ona jednak coraz częściej odbierała jego dowody miłości jako kolejne pęta więzów, na które nie miała wcale ochoty.

Kiedy po raz pierwszy powiedziała mu otwarcie, że chce dłuższej przerwy w ich relacji, najpierw wpadł w szal i uderzył ją w twarz, po czym zaraz padł na kolana przepraszając, całując jej stopy i błagając o wybaczenie. Zrobił z siebie taką ofiarę jej okrucieństwa, że poczuła się winna i ich spotkania, rzadsze tylko przez pierwsze dwa tygodnie, trwały nadal. Kiedy jednak zorientowała się, że on ją śledzi, podsłuchuje jej telefony, że rozsiewa okropne plotki wokół, postanowiła być bardziej stanowcza.

Zaprosiła go do siebie na spotkanie, przygotowała kolację, po której oznajmiła mu wprost i stanowczo, że muszą się definitywnie rozstać. Teraz po latach wspomina to z goryczą: jak ja mogłam być taka naiwna i wierzyć, że coś wskóram po dobroci z tym dewiantem?

Gdyby nie zdecydowana reakcja sąsiada zza ściany byłabym dziś kaleką, mówi Anna. Dosłownie rzucał mną o ściany, a kiedy wpadł sąsiad, uciekł z mieszkania, wykrzykując pogróżki pod moim i jego adresem. Sąsiad doradzał wezwanie policji, ale ja nie chciałam takiej ostateczności, wierzyłam, że tym razem zniknął z mego życia na dobre. Ale on wrócił tej samej nocy, jak ja już spałam. Zniszczył w mieszkaniu wszystko co tylko mógł: nożyczkami pociął moje ubrania, na ścianach wypisał farbami groźby i obelgi, moje łóżko rano cuchnęło jego moczem. Byłam w szoku, wezwałam do siebie rodziców, złożyłam meldunek na policję, ale dowiedziałam się, że niewiele mogą mu zrobić.

Czułam się poniżona, sponiewierana, wściekłość mieszała się ze strachem. W dwa tygodnie potem, wybito szyby w moim aucie, pocięto opony, ale "sprawca" pozostał niezidentyfikowany. Mimo zmiany zamków, przychodził po nocach do naszego bloku, szperał jakimiś narzędziami w zamku, budziłam się zlana potem, do rana już nie mogłam spać. Cała chyba załoga najbliższej komendy znała już mój głos, dzwoniłam do nich prawie każdego dnia. Przed sędzią stanął tylko raz i ukarany był tylko grzywną, a ja bliska już byłam obłędu.

Zaczęłam chodzić do psychologa, powoli zaczynałam rozumieć cały mechanizm tego jego szaleństwa, które przecież z miłością nie miało nic wspólnego. Postanowiłam usunąć się z zasięgu jego szaleństwa. W pracy w szefem uzgodniłam, że przerzucą mnie na rok do innej filii, daleko od stolicy, mniejsza pensja, ale co tam, odzyskam chociaż spokój, myślałam. Ale mój spokój trwał tylko 2 miesiące, kiedy portier w biurze powiedział, że ktoś się o mnie dopytywał, a kiedy ze zdjęcia rozpoznał twarz mego prześladowcy, sparaliżowało mnie dosłownie. Popędziłam prosto na policję, a tam uroczo naiwna policjanta zapytała mnie: a może on tylko panią tak bardzo kocha?

Zrozumiałam, że muszę sama znaleźć rozwiązanie, poprosiłam brata mieszkającego od lat w Kanadzie o pomoc. W trzy miesiące potem wsiadałam do samolotu, znerwicowana, oglądająca się wciąż za siebie, bojąca się wszystkich i wszystkiego.

Mam za sobą dwa lata terapii, ale do tej pory nie umiem zaufać mężczyźnie, boję się mieszkać sama, nocne zmory wyrywają mnie co jakiś czas ze snu. Komuś z boku wydawać się może, że to ja zwariowałam. Ja jednak wiem swoje, nie przypadkiem ktoś otruł psa moich rodziców, nie przypadkiem raz po raz ktoś odcina im telefon, kradnie ich pocztę. On nadal usiłuje się dowiedzieć, gdzie ja mieszkam, co robię.

Tu w Kanadzie, kiedy pierwszej osobie opowiedziałam swoją historię usłyszałam: to z niego klasyczny stalker, ale w Polsce nikt do tego tak nie podszedł. Słyszałam o "nieszczęśliwie zakochanym szaleńcu" w najlepszym przypadku. Tu prawo jest twardsze surowsze, może dlatego, że takich przypadków było więcej?

Najważniejsze dla mnie jest to, że rozmawiam tu z ludźmi , którzy mi wierzą, wierzą, że mój lęk to nie urojenia. Mam wokół siebie ludzi, którzy naprawdę chcą mi pomóc, to pozwala mi żyć z nadzieją, że kiedyś wrócę do normalności, że przestanę się bać.

Niech pani ostrzeże inne dziewczyny, niech naiwność nie zrujnuje innym życia, miłość i opętanie różnią się czymś od siebie, choć początkowo trochę trudno to dostrzec. Ja nigdy nie słyszałam o stalkerach, nikt mnie nigdy nie uprzedził, że tak się może skończyć marzenie o idealnej miłości, idealnym związku.

Teraz już, dzięki rozmowom z moim terapeutą, wiem, że już od początku ten związek pachniał głęboką patologią. Szkoda, że dopiero teraz. Może moja historia czegoś nauczy inne kobiety?

Opisane przez Annę przeżycia są jak scenariusz filmu z dreszczykiem, ale takiego, jaki chciałybyśmy przeżywać tylko na sali kinowej, nie we własnym życiu. O tym, co warto wiedzieć w tej materii, by pomóc sobie i innym kobietom napiszę za tydzień.

Wanda Kasprzycka - psychoterapeuta

Tel./faks 705 898-2994. Adres e-mailowy: kasprzycki@sympatico.ca Zapraszam do dyskusji, dzielenia się swoimi przemyśleniami, proszę o sugerowanie tematów.


© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



Zdrowe ciało, zdrowy duch
Młodzi chorzy powinni współdecydować
Wybory
Medycyna stworzyła warunki dla długowieczności
O jednej z ważniejszych odpowiedzialności w życiu
Mój dom, moja przystań
Takie jest życie....?
Pierwsze operacje z krążeniem pozaustrojowym u dzieci
Palenie "z drugiej ręki" też uzależnia
Osaczona - dokończenie
Osaczona (cz. 1)