Jakiś czas temu napisałam do Waszej Gazety list,w którym opisałam rażące przykłady antysemickich treści na polskich forach internetowych. Dzisiaj natomiast chciałam z wielką satysfakcją pokazać drugą lepszą stronę polsko-żydowskich relacji.
Wybrałam się na wieczór żydowski zorganizowany przez władze naszego miasta, radę chrześcijan i Żydów oraz fundację pojednania polsko-żydowskiego i muzeum miasta Wodzisław, które udostępniło miejsce na ten wieczór.
Moje pierwsze pozytywne zaskoczenie - przyszło tak dużo ludzi, że w sali choć dużej wszyscy się nie pomieścili i dużo ludzi stało na korytarzu. Zaszczyciły wieczór władze miasta, także kilku księży, m.in. proboszcz głównego kościoła w Wodzisławiu, bardzo dużo młodzieży i mieszkańców miasta w różnym wieku.
Co zrozumiałe zostali zaproszeni Żydzi, między innymi jeden rabin ze swoim synem, pani z Izraela i dwie panie z Warszawy.
Na początku dyrektor wodzisławskiego muzeum przedstawił historię Żydów związanych z naszym miastem, pokazując na slajdach miejsca związane z osobami pochodzenia żydowskiego. Okazało się, że wiele znaczących budowli w mieście było w ich rękach, z czego nie zdawałam sobie sprawy.
Potem nastał moment bardziej kameralny, wręcz rodzinny, ponieważ dzisiaj jest piątek, a więc dzień szabasu, więc rabin odmówił błogostawieństwo nad świecami, winem i chlebem, a potem każdy z obecnych został poczęstowany kawałkiem chały i macy.
Pani z Izraela śpiewała psalmy i pieśni żydowskie uprzednio tłumacząc, o czym mówią. Panie z Warszawy na zmianę w niezwykle barwny sposób opowiadały o szabasowych tradycjach i symbolice poszczególnych przedmiotów związanych z religią judaistyczną.
Po czym ksiądz proboszcz głównego kościoła odmówił modlitwę o pojednanie polsko-żydowskie ułożoną przez Jana Pawła II i rabin odmówił modlitwę po hebrajsku.
Na koniec wystąpił jeden z włodarzy miasta i mówił m.in. o odbudowie, a raczej należałoby powiedzieć symbolicznej odbudowie cmentarza żydowskiego, gdzie obecnie mieści się cmentarz żołnierzy radzieckich, którego nikt oczywiście nie zamierza niszczyć.
Przedstawił projekt władz miasta o organizowaniu w miejscowych szkołach warsztatów na tematy polsko-żydowskie oraz jeżeli się uda od przyszłego roku wymianie naszej miejscowej i izraelskiej młodzieży.
Na tym wieczór się skończył, jeszcze kto mógł został i mógł śpiewać razem z panią pieśni, podejść porozmawiać, zadawać pytania. Ja niestety musiałam iść do domu. Wieczoru nie zakłóciły żadne nieprzyjemne antysemickie incydenty.
Jestem bardzo zbudowana tym wieczorem i jeśli jak zapowiadają takowe będą się w przyszłości odbywać na pewno będę w nich uczestniczyć.
Z poważaniem
K.M.
Wodzisław Śląski
(imię i nazwisko
do wiadomości redakcji)
Bardzo cieszą nas takie doniesienia. Ostatnio wiele słyszeliśmy o bardzo pozytywnych inicjatywach w czasie obchodów 20-lecia Polish-Jewish Heritage Foundation, szczególnie w wykładzie prof. Stanisława Krajewskiego z Uniwersytetu Warszawskiego. Staramy się pisać o takich przypadkach i informować o nich społeczność żydowską i polską. Oczywiście, to nie jak a matematyce, gdzie plus i minus dają zero. Trzeba piętnować przypadki jawnego antysemityzmu, które szczególnie bolesne są w mediach i w nieokiełznanym Internecie.
•••
Szczęść Boże.
Mam na imię Piotr. Jestem księdzem polskiego pochodzenia pracującym na Ukrainie. Poszukuję pomocy finansowej na zakup samochodu, aby móc dojechać do ludzi, mieszkających tu Polaków z pomocą duszpasterską. Czy Państwo nie wiecie gdzie można otrzymać taką pomoc? Proszę o pomoc i odpowiedź.
Poprosiliśmy o więcej szczegółów i otrzymaliśmy następujący list pocztą elektroniczną:
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
Jestem ks. Piotr Dochtycz. Urodziłem się 15 maja 1982 roku w Panasówce koło Tarnopola, w rodzinie Anny i Stanisława Dochtycz. Ukończyłem szkołę podstawową w Kołodziejówce w 1998 roku. Następnie dwa lata uczęszczałem do technikum w Skałacie, gdzie zdobyłem średnie wykształcenie i zawód kierowcy. Przez te wszystkie lata uczęszczałem na katechezę przy kościele św. Stanisława Kostki w Kołodziejówce. Tam też uczyłem się gramatyki języka polskiego. Całe moje dotychczasowe życie spędzałem przy kościele, którym początkowo była stara izdebka, gdzie gromadzili się wierni, a potem przy nowo wybudowanym kościele.
W 2000 roku postanowiłem złożyć dokumenty do Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Lwowskiej we Lwowie - Brzuchowicach, którego Rektorem był ks. bp kard. Marian Jaworski. Tu studiowałem przez siedem lat. W kwietniu 2008 roku złożyłem egzamin magisterski na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie.
10 maja 2008 roku zostałem wyświęcony na kapłana przez tutejszego Metropolitę ks. bp kard. Mariana Jaworskiego i zostałem skierowany na półtoramiesięczne zastępstwo do Sanktuarium w Rudkach, gdzie jest pochowany Aleksander Fredro. Tutaj jestem wikariuszem do 15 lipca 2008 roku.
Dniem 15 lipca 2008 roku zostaję mianowany wikariuszem Parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Czerniowcach. Jest to Parafia położona na Bukowinie koło granicy z Rumunią. Parafia liczy ponad 1000 wiernych. Msze św. są odprawiane w większości w języku polskim, ale jest też msza w Języku ukraińskim dla grupy rzymskokatolików mówiących po ukraińsku. Proboszczem tutaj pracującym jest ks. Marek Droździk pochodzący z Archidiecezji krakowskiej. Parafia powstała tutaj w 1778 roku. Był to początkowo drewniany kościół, który w 1786 roku został zastąpiony murowanym kościołem za panowania Cesarza Józefa II. Budowa którego trwała prawie 30 lat i 29 lipca 1914 roku został poświęcony pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego. W latach 1909 - 1910 rozpoczęto dalsze rozbudowanie kościoła. Do parafii należą też kościół św. Antoniego i miejscowość Waszkiwci oraz od niedawna Wyżnycia i Miljewe.
Dlatego zwracam się do Państwa jako młody Kapłan o pomoc finansową w zakupie samochodu, który mi posłuży jako środek transportu, aby w każdej chwili służyć ludziom, mieszkajmy tu Polakom potrzebującym duszpasterskiej posługi. Na naszych terenach nie stać księży na wynajmowanie kierowców z samochodami, aby mogli nas o każdej porze dowieść do potrzebujących pomocy. Moją rodzinę także nie stać, aby pomóc mi w zakupie samochodu. Pracuje tylko mój ojciec, którego miesięczna renta wynosi 800 hrywien a mama zajmuje się gospodarstwem domowym. Dlatego jeśli jest w Waszej możliwości pomóc mi będę Wam bardzo wdzięczny a ze swej strony obiecuję pamięć modlitewną w Waszej intencji. Proszę o pozytywne rozpatrzenie mojej prośby a także o odpowiedź.
Na końcu mego listu pragnę podziękować Państwu, że przeczytaliście moją prośbę. Będę Wam bardzo wdzięczny, jeśli postanowicie pomóc nie tyle mnie,
jak ludziom tu mieszkającym, którym będę służył posługą duszpasterską poprzez zakupiony samochód, którym będę mógł na czas do każdego z nich dojechać z pomocą duszpasterską.
Jeśli są potrzebne jeszcze jakieś dokumenty to proszę o powiadomienie mnie przez emaila:
tadleg@interia.pl
kom. +380977627558
Adres parafii:
ul. Betowena 4/5
58 - 000 Czerniowce
Z wyrazami szacunku i modlitewnej pamięci:
ks. Piotr Dochtycz
Przekazujemy Księdza prośbę Ojcom Oblatom, którzy tutaj w Ontario mają największe możliwości, a konkretnie ich prowincjałowi O. Błażejakowi. Mamy wrażenie, że pomoc w tej sprawie powinna zostać udzielona przez Kościół. Ale może i kanadyjska Polonia zechce pomóc.
Szczęść Boże,
Redakcja "Gazety"
•••
Witam serdecznie!
Mam na imię Barbara, mam 36 lat i mieszkam w Lublinie, w Polsce. Piszę, bo jestem zdesperowana i szukam pomocy wszędzie, jak na razie bez skutku.
Jestem mamą 5-miesięcznego Kubusia z zespołem Dawna. Jak byłam w ciąży lekarze nie mieli odwagi powiedzieć mi, że dziecko ma wadę genetyczną. Teraz zostałam z tym wszystkim sama, mąż się nami nie interesuje. Jak urodził się mały, przyszedł do szpitala i wyszedł, teraz jeszcze mieszka z nami, ale zajął pokój córki do czasu kiedy się będzie wyprowadzał, jak mi to oznajmił. Nie mam od niego żadnego wsparcia duchowego, nie mówiąc już o finansowym.
Twierdzi, że nasza starsza córka Patrycja nie ma szans na normalne życie, bo ma brata z ZD. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w 2005 roku zmarł mój tata, który pozostawił długi, które ja zaczęłam spłacać i sama się zadłużyłam. Moje wydatki na spłatę kredytów przekraczają znacznie moje dochody, a do tego dochodzą jeszcze wydatki na rehabilitację synka. Nie mam już siły, nie mam nawet samochodu - teraz jeżdżę z małym autobusem na rehabilitację i do lekarzy, a zrobiło się zimno i mały zaczął chorować, bo w autobusach ma ciągły kontakt z ludźmi przeziębionymi. Muszę wrócić do pracy żeby mieć płynność finansową, muszę szukać opiekunki. Nie wiem, już co robić, byłam nawet u księdza, ale ich obchodzi, żeby urodzić dziecko, a później to mam sobie radzić. Chcę temu wszystkiemu sprostać tym bardziej, że kocham mojego synka bardzo, jego uśmiech wynagradza mi wszystko ale mam też chwile załamania, ze względu na te moje finanse.
Czasami zastanawiam się dlaczego dostałam niepełnosprawne dziecko w takiej sytuacji, nie była to ciąża planowana, mąż mnie obwinia, że nie umiałam się zabezpieczyć, ale ja wtedy byłam chora i coś w moim organizmie się poprzestawiało, a może po prostu tak miało być. Chcę temu wszystkiemu podołać, ale w pierwszej kolejności muszę uporać się z bankami, myślę także o wystąpieniu o alimenty. Całe życie pomagałam innym, a teraz sama potrzebuję pomocy i nie mam pojęcia skąd ją uzyskać. W akcie desperacji pomyślałam, że może zacznę szukać pomocy za granicą, abym mogła spłacić zadłużenie z tytułu kredytów w banku. Nigdy nikogo o nic nie prosiłam, ale sama nie dam rady. 25 września mam wizytę w Warszawie w instytucie patologii słuchu i też nie wiem, w jaki sposób tam pojadę, mieszkam w Lublinie. Jeśli ktoś zechciałby mi pomóc proszę o kontakt. Przepraszam.
Pozdrawiam serdecznie
Barbara Sękowska-Jurek
bsj1972@wp.pl
•••
Szanowna Redakcjo,
Czytam Gazetę od kilkunastu lat. Jestem Waszym wiernym i stałym czytelnikiem. Śledzę zmiany, osobowe i treściowe. To, że niektórzy zniknęli uważam za duży plus. Są jednak smutne rozstania. Zniknięcie po tylu latach pana Penksyka jest niepowetowaną szkodą. Jego felietony były perełkami. Co się stało? Czy jeszcze powróci?
Pamiętam, kiedy z Gazety odszedł pan Kumor i jego koledzy. Jego pismo jakoś utrzymuje się na rynku, ba, nawet ostatnio obchodziło 5-lecie. Wiem to nie z jego łam, bo po kilku próbach, zaprzestałem czytania, ale z programu "Z Ukosa".
W reportażu o owej rocznicy szef tego tygodnika wił się jak piskorz, żeby przypadkiem nie wymienić tytułu Gazety, w której pracował długie lata, uczył się fachu i zdobywał kontakty. Powiedział, że pracował w jakimś wydawnictwie polonijnym.
To wstyd, żeby nie umieć się kulturalnie i z klasą zachować w takiej sytuacji. Ciekawe kim by był dzisiaj pan Kumor gdyby nie "Gazeta"! Świadczy to zresztą tylko o nim samym, rzecz jasna, ale coraz częściej takie postawy zauważam w Polonii i potem, kiedy od takich ludzi słyszy się czy czyta uwagi krytyczne o innych - toż to śmiechu warte!
A swoją drogą, ciekawe, że w publicznym mającym być podobno bezstronnym, programie "Z Ukosa" NIGDY nie ma w dyskusjach ludzi z "Gazety". Dlaczego nigdy nikt z "Gazety" nie pofatyguje się do programu? Są wszyscy, wszystkie pisma (widocznie ważniejsze), poza Wami. Niektórzy są ciągle, jak na przykład pan Kumor. To nie wydaje mi się fair wobec widzów.
Czy Gazeta nie obchodzi jakoś teraz swego 20-lecia? Czy "Z Ukosa" zaproponowała Państwu reportaż o tym jubileuszu? Życzę Wam nadal sukcesów, pisania o sprawach ważnych i nieprzejmowania się innymi.
Pozdrowienia,
Jerzy Kamiński
Dziękujemy za miłe słowa i życzenia. Pan Penksyk, po kilkunastoletniej współpracy, po prostu chciał odejść na emeryturę, w końcu odpocząć (nie tylko od pisania) na swojej wsi, gdzie dawno był zamieszkał, co nie znaczy, że już się więcej nie pojawi na naszych łamach.
Odnośnie jubileuszy, to w tym roku "Gazeta" obchodziła skromne 20-lecie. Nie, nikt nam niczego nie proponował. To zresztą wcale nas nie dziwi, zważywszy dotychczasowe doświadczenia i niezauważanie nas przez producenta.
Chociaż pamiętam takie zdarzenie sprzed roku, kiedy kolega Śniegowski jechał jako przedstawiciel stacji OMNI z delegacją premiera Kanady do Polski i na sesję NATO do Budapesztu. Wystarczył jego jeden telefon, czy zamieszczę jego sprawozdania w "Gazecie" - zamieściłem bez problemu dopatrując się w tym (jak się okazało, całkiem niewłaściwie) nawiązania jakiejś formy współpracy.
A dobrze mówili niektórzy znajomi, widać lepiej znający charakter producenta polskich programów w OMNI TV, że chodziło tylko o to, żeby pokazać się w najpoczytniejszej gazecie u boku premiera Kanady i na sesji NATO w Budapeszcie. No i dobrze, pokazaliśmy. Resztę pozostawię bez komentarza.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.