Tak dużo się słyszy o niesamowitej wartości polskiej legendy największej, czyli o Lechu Wałęsie, że trudno sobie wyobrazić, aby bez tego człowieka mogła nie tylko powstać III RP, ale w ogóle istnieć nasz kraj. A już na pewno, czy w Polsce można żyć bez różnych baśni, podań i historyjek, tworzonych dla potrzeb głównie zresztą nomenklaturoligarchii. W końcu w tym polskim świecie baśni, którym przypisano szczególnie wysoką wartość, naród tak się pogubił, że nie wie, gdzie się one kończą, a zaczyna prawda. I o to właśnie chyba głównie szło bajkopisarzom.
Wałęsa, wcielenie prawdziwych i fikcyjnych, filmowych bohaterów z Bondem na czele, przy tym wszystkich naraz, wyzwolił nas spod panowania komunistów, jak kiedyś Mojżesz Żydów z niewoli egipskiej i przywiódł do ziemi obiecanej - III RP. Przecież gdyby jego nie było... Aż strach pomyśleć. Na szczęście, o czym dziś klepie bezmyślnie wielu ludzi, pojawił się naczelny, wódz i przyjaciel, w dodatku z Matką Boską w klapie. I tak w tym wszystkim zaczęliśmy błądzić, że przestaliśmy rozróżniać czym był okrągły stół, a czym same kanty, czemu i dziwić się nie należy wspomniawszy filozoficzne hasło oddające hołd Kantowi, że u nas bez kantów ani rusz. Niektórzy przy tym twierdzą, że III RP jest kolejnym, współczesnym wyprowadzeniem Izraela z "domu niewoli".
Ech, ale wcale nie o Żydach i kantach chciałem, lecz o prawdzie. Chociaż pojeni jesteśmy legendarnym Wałęsą, przez otumaniające teksty przebija się prawda, dzięki której ta legenda mogła zacząć żyć zarówno własnym, jak i narodowym życiem. Tą prawdą jest Ronald Reagan, wielki Prezydent Stanów Zjednoczonych w latach 1981 - 1989, czyli w okresie Solidarności, stanu wojennego, pieriestrojki i pierwszej dekady pontyfikatu naszego papieża Jana Pawła II.
Lech Wałęsa, piewca własnych zasług i wielkości, dziwnie nigdy nie wspomina właśnie tego niezmiernie zasłużonego w obaleniu światowego komunizmu przywódcy narodu amerykańskiego. Tymczasem bez niego, jego decyzji i działań, nasz wielki przewodniczący byłby zapewne jednym z wielu korniszonów, których podskakiwanie łatwo było zakończyć zamknięciem słoika.
Michael Reagan, adoptowany syn Prezydenta, autor książki "The Common Sense of An Uncommon Man: The Wit, Wisdom and Eternal Optimism of Ronald Reagan" wspomina swego ojca również z okresu po przegranej rywalizacji na kandydata na prezydenta w wyborach w 1976 roku. Reagan zwierzył się wtedy synowi dlaczego bardzo chciałby zostać prezydentem USA. Przede wszystkim by przestać ulegać Związkowi Sowieckiemu, ustępować, giąć kark, dawać się zastraszyć, szantażować, wycofywać oczekiwania zmiany komunistycznej polityki. Jak podaje dziś autor, wielki Prezydent chciał, aby "być tym prezydentem, który podczas negocjacji z nimi (Rosjanami - dop. mój) wstanie z krzesła, podejdzie do pierwszego sekretarza i wyszepcze mu do ucha: »Niet! Nie ugniemy się. Niech pan pamięta, że mój kraj to supermocarstwo«".
Czego bardzo dziś potrzebujemy, znacznie bardziej niż wielkiej "legendy Solidarności"? Tak, potrzebujemy prawdy. Również i tej trudnej dla Wałęsy. Tej o Bolku, o okrągłym stole, o nocy długich noży w czerwcu 1992, o zniszczeniu teczek, o jakże rabunkowej prywatyzacji i tworzeniu polskiej oligarchii kosztem milionów ludzi pracy itd., itp. Wtedy z pewnością przestaniemy powoływać się na tę "wielką" legendę, a już na pewno nie będziemy jej bohatera porównywać do Jana Pawła II, stawiając go tuż za nim. No tak, ale wtedy ktoś w tym kraju poniesie klęskę i powinien z pokorą przyjąć słuszną karę. Tylko czy to aby nie za dużo?
Proponuję drugą grubą kreskę
Naprawdę! W dodatku taką, żeby mocno przykryła poprzednią i uniemożliwiła jakikolwiek powrót do niej. Czy mam dla niej uzasadnienie? Ależ oczywiście, że tak - względy humanitarne. Koniecznie trzeba zacząć od odrzucenia jakichkolwiek pretensji i wielce niesprawiedliwych tudzież niestosownych ocen słanych pod adresem wielkiej trójcy J, K, K, czyli Jaruzelskiego, Kiszczaka i Kani. Szczególnie dlatego, że o to upomina się "Trybuna Ludu", "Neues Deuchland", "Rude Pravo" oraz (w szczególności i autentycznie) włoska "Corriere della Sera". Ta ostatnia powołuje się na wielce ludzki gest Adama Michnika szczególnie wobec gen. Jaruzelskiego i przyjacielski dialog między tymi ludźmi.
Warto przypomnieć, że to głównie dzięki jednemu z naczelnych monterów porozumienia przy okrągłym stole, Adamowi Michnikowi, nie tylko nie spadł włos z głowy całemu polskiemu aparatowi terroru, do którego osobiście zaliczam także wymienioną trójkę, ale w dodatku jego wielotysięczna rzesza otrzymuje do dzisiaj wysokie emerytury, nie mówiąc o uzyskiwaniu dochodów z przeróżnych etatów i interesów.
Proponując drugą grubą, a nawet grubszą kreskę wstawiam się za tymi wszystkimi ludźmi, szczególnie w obliczu zapowiedzianego zamachu na te solidnie zapracowane i zasłużone świadczenia emerytalne, jaki zapowiedział rząd Donalda Tuska. Nie bardzo wierzę (póki nie dotknę, nie włożę palca) w realizację premierowskiej obietnicy, ale gdyby jednak faktycznie chciał ją zrealizować, to... To ja osobiście protestuję, gdyż uważam, że za tak wielkie poświęcenie (narodu, a nie dla narodu) nie tylko tym ludziom, ale również ich potomnym należy się i za życia, i pośmiertne wynagrodzenie. No i przecież jest z czego brać. Wystarczy obciąć jałmużnę otrzymywaną przez innych emerytów. Dołożyć też trzeba cięcia rent chorobowych i inwalidzkich. Można również wprowadzić specjalny podatek. A co!?
Chcą pozostać anonimowi i nietykalni
I spokojnie kręcić lody. Wszyscy byli SB-ecy. No cóż - czy nie to im obiecano grubą kreską? Do takiego, tajnego funkcjonowania byli bardzo mocno przyzwyczajeni i dobrze za nie wynagradzani. Dlaczego teraz miałoby się zmienić, w czasach, gdy nie dość, że znowu sami swoi przy sterach, to ponadto przecież mają pewne zobowiązania wobec anonimowych mocodawców. Pozostanie w spokoju, w cieniu również gwarantowała im gruba kreska. Byli i są jej tak pewni, że grożą sądem, za ujawnianie ich działalności. O blokadzie lustracji nie wspomnę.
A ja zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem nie przemawia przez nich po prostu wielka skromność i niechęć do rozgłosu. Sądzę, że należy pomóc im wyjść z tego cienia, by nie nabawili się w nim jakiejś choroby.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.