Kilka dni temu pewna Polka, skąd inąd wykształcona, zapytała moją żonę, czy słyszała o "jakiejś Niemce, Irenie, Sendler", która ponoć ra-towała dzieci żydowskie. Pytanie takie może wywołać zdumienie, ponieważ od pewnego czasu, wydawałoby się, nazwisko Ireny Sendlerowej
znane jest powszechnie i przynajmniej Polacy wiedzą dobrze, że zmarła niedawno bohaterka była naszą rodaczką. A jednak okazuje się, że bynajmniej nie wszyscy. Jak mało wiemy na temat osób, które powinny być stawiane za wzór. Paradoksalnie, o Irenie Sendlerowej Polacy dowiedzieli się dzięki sztuce teatralnej, napisanej przez grupkę entuzjastycznych uczennic z małego miasteczka Uniontown w stanie Kansas. Sama bohaterka była cicha i skromna, nie szukała rozgłosu. Świat dowiedział się o niej bez jej udziału.
Ale mało kto w Polsce słyszał o innej cichej polskiej bohaterce, też Irenie i też Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata, kobiecie, której burzliwy życiorys mógłby posłużyć za scenariusz niejednemu filmowcowi. Zaskoczenie będzie jeszcze większe, kiedy dodam, że dziś Polska i świat dowiaduje się o niej też dzięki sztuce teatralnej. Tym razem jest to profesjonalna sztuka wystawiona w nowojorskim teatrze, zatytułowana "Irena’s Vow" (Przysięga Ireny). Jej premiera w Baruch Performing Arts Center miała miejsce wczoraj, w czwartek 18 września, z aktorką Tovah Feldshuh w roli Ireny.
Świat nie dowiedziałby się zapewne nigdy o bohaterce i jej niezwykłej historii, gdyby nie przypadek. Sama Irena przez wiele lat nie opowiadała o swoich przeżyciach. Któregoś dnia w jej kalifornijskim mieszkaniu zadzwonił telefon. Ileż razy zżymamy się na pytanie, czy poświęcimy kilka minut na odpowiedź na krótką ankietę. Tym razem ankieterka musiała poruszyć wyjątkowo czułą strunę. Chodziło o to, by sprawdzić, jak wielu Amerykanów wątpi w to, że Holocaust w ogóle się wydarzył. Respondentka nagle po latach milczenia otworzyła się. Zaczęła odwiedzać szkoły, spotykać się z młodzieżą, opowiadać o swoich własnych przeżyciach, dawać świadectwo prawdzie.
Irena Gut urodziła się w Kozienicach w 1921 roku w rodzinie praktykujących katolików. Kiedy we wrześniu 1939 roku uciekała przed Niemcami, została złapana przez bandę czerwonoarmistów, zgwałcona, pobita i pozostawiona na pewną śmierć. Jednak los zrządził, że znalazł ją inny oddział Rosjan, który wziął ją do szpitala. Gdy wyzdrowiała, pozostała tam w charakterze jeńca - pomocnicy medycznej. Po około roku w niewoli sowieckiej udało jej się uciec i przedostać do Radomia w Generalnej Guberni, gdzie odnalazła swoją rodzinę.
Kilka miesięcy później Irena została aresztowana w łapance ulicznej i zmuszona do niewolniczej pracy w fabryce amunicji. Tam zwrócił na nią uwagę starszy wiekiem major Wehrmachtu Edgar Rugemer, któremu wyraźnie spodobała się. Rugemer, zapewne żywiąc nadzieje na względy młodej i pięknej Polki, załatwił przeniesienie jej do lżejszej pracy w charakterze pomocy kuchennej w niemieckiej mesie oficerskiej. Tam, przez okno kuchenne, Irena po raz pierwszy zobaczyła codzienne egzekucje Żydów z getta. Głęboka wiara katolicka nakazywała jej ratowanie bezbronnych. Z oczywistym narażeniem własnego życia użyła wielkich kartonowych pudeł do wywiezienia poza teren getta kilkunastu osób. Ale wiedziała, że jeśli ona nie zdobędzie się na wysiłek, by ich ratować, ludzie ci zginą.
W 1942 roku niemiecki major został przeniesiony do Tarnopola, gdzie nadzorował fabrykę zbrojeniową. Zabrał ze sobą Irenę, w charakterze pomocy domowej. W nowym miejscu, młoda Polka ponownie zaczęła ratować Żydów z lokalnego getta. Organizowała ratunek, wykorzystując willę majora, dla którego pracowała. Pod jego nosem, kanałem wentylacyjnym przeprowadzała małe grupki z fabryki do piwnicy willi Rugemera.
Wszystko wydało się, gdy major powrócił któregoś dnia do domu wcześniej. W służbowym pokoju Ireny zastał dwie Żydówki, które nie zdążyły się schować.
Wydaje się, że był to dla majora moment do wykorzystania, na który on sam czekał. Rugemer zaszantażował Irenę. Obiecał nie wydać jej, ani znajdujących się w jego willi Żydów, pod warunkiem, jednak, że Irena zostanie jego kochanką. Ona ultimatum przyjęła, on obietnicy dotrzymał. Przed samym wkroczeniem do Tarnopola Armii Czerwonej, Irena i jej podopieczni uciekli i skryli się w lesie. W sumie, Irena uratowała dwanaście osób oraz jedno dziecko, urodzone w piwnicy majora.
Po wojnie, przy pomocy delegatury ONZ, Irena wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Po kilku miesiącach spotkała przypadkowo na nowojorskiej ulicy Williama Opdyke’a, urzędnika ONZ, który pomógł jej dostać zezwolenie na wyjazd. Dalszy ciąg tej niesamowitej wręcz historii, miał przebieg, jak w filmie: wstąpienie na kawę, kolejne spotkania, miłość i małżeństwo. Irena Gut-Opdyke z mężem zamieszkali w Kalifornii.
W 1982 roku, już po opisanym telefonie od ankieterki, Irena otrzymała z Yad Vashem medal Sprawiedliwej. Opublikowała książkę "In my hands", w której opisała swoją historię. Książka ta jest do dziś na półkach księgarskich i reklamowana w Internecie. W Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie znajduje się stała wystawa poświęcona jej bohaterstwu. Irena zmarła w 2003 roku. W Polsce o niej dotychczas praktycznie nie słyszano.
Tovah Feldshuh przyjechała do Polski, by odnaleźć ślady Ireny. Dotarła też na Jasną Górę i tam stwierdziła, że zrozumiała, jak religia Ireny pozwoliła jej stać się bohaterką. Jest coś symbolicznego w fakcie, że żydowska aktorka gra rolę polskiej katoliczki, która swoją wiarę rozumiała jako nakaz miłości i poświęcenia dla innego człowieka. Jej historia zaczyna docierać do macierzystego kraju i niedługo o Irenie Gut będzie głośno, jak o Irenie Sendlerowej. Być może, znajdą się też komentarze ze strony "obrońców honoru", potępiające ją za to, że przystała na warunki niemieckiego majora. Nie od rzeczy będzie dodać, że właśnie od Watykanu, za swój czyn dostała ona szczególną pochwałę.
Irena Sendlerowa uratowała ponad dwa tysiące dzieci żydowskich. Irena Gut "tylko" dwanaście osób. Czy to miałby być powód do porównań? Żydowskie porzekadło, wzięte z Talmudu, widniejące na medalu "Sprawiedliwych" mówi: "Kto ratuje jedną osobę, ratuje cały świat".
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.