Minęło już prawie 20 lat od czasu, kiedy wszystko w naszym polskim życiu uległo zmianie - zniknął przygniatający nas od dziesięcioleci ciężar, uwalniając nagle tłumione przez reżim nadzieje, inicjatywy, ale także frustracje i obawy.
To jasne, że nieprzygotowani (bo skąd?) do poradzenia sobie z całą tą wolnością ludzie u steru działali nieco po omacku. Brak doświadczenia połączony z przywarami ludzkimi spowodował szereg poważnych błędów, których wymienianie zajmuje szpalty gazet w Polsce od lat. Kolejne ekipy zbijają polityczny kapitał na ich identyfikowaniu. Różnią się głównie tym, gdzie upatrują przyczyn tych braków - czy w niewiedzy, czy w złej woli i zamierzonym planie.
Nie mnie tu sporządzać listy owych błędów, ale przy okazji ostatniej przed okrągłą 70. rocznicy tragicznego roku 1939, nie sposób oprzeć się gorzkiej refleksji.
W dniu kiedy piszę ten tekst mija 69 lat od agresji sowieckiej na Polskę. Agresja ta była tym bardziej podła i okrutna, że dokonana została pod przykrywką kłamstwa i obłudy. Ktoś kto zabija i rabuje udając na zewnątrz przyjaciela, ba, wręcz zbawcę, jest ohydniejszy niż najgorszy wróg. Pod tym względem ZSRS był, w mojej ocenie, gorszy niż faszystowskie Niemcy, które od 1 września były jasno określonym wrogiem. To, co dokonało się na skutek zdradzieckiego układu Ribbentrop-Mołotow, z całymi przerażającymi konsekwencjami, których symbolami, w największym skrócie, są Katyń, Sybir i sowieckie gułagi, zostało podwojone w swojej potwornej zbrodniczej mocy przez narzucony siłą komunizm i jego kłamstwa. Cierpienia i tragedie musiały być przemilczane przez dziesięciolecia, zostały wymazane z oficjalnego obiegu - literatury, historii, mediów, edukacji. Dla ofiar i ich rodzin była to kolejna tragedia - morderstwo dokonane na pamięci cierpienia i zbrodni jest kolejną zbrodnią.
I wydawałoby się, że kiedy puściły okowy komunizmu i narzuconego przezeń kłamstwa, ten bolesny rozdział naszej historii stanie się powszechne znany, przestaną istnieć białe plamy i ofiary odzyskają głos.
Dzisiaj, 69 lat później, 19 lat po usunięciu wszelkich przeszkód, by prawda zwyciężyła nad kłamstwami i niedomówieniami, okazuje się, że co drugi Polak nie ma pojęcia, co wydarzyło się 17 września 1939 roku. Pytano nie tylko ludzi o niskim poziomie wykształcenia. O zgrozo, pytanie o znaczenie tej daty zadawano studentom największej uczelni w Polsce - Uniwersytetu Warszawskiego. I jakże często uzyskiwano odpowiedź - nie wiem. Byli tacy, którzy uważają, że była to data rozpoczęcia II wojny światowej!
Nie ma chyba większej klęski naszej odzyskanej wolności niż te dane. 19 lat to jedno pokolenie, które po tym względem można uznać za stracone. Wiemy, że nie uczy się w szkołach współczesnej historii - mało wiedzą młodzi ludzie o Solidarności, o stanie wojennym. Nauczyciele do tych tematów "nie dochodzą". Ale sowiecka agresja i prawda o przebiegu II wojny światowej to przecież prawie zamierzchłe czasy. Bez tej prawdy jednak nie można zrozumieć współczesnej Polski, ani współczesnej Europy, czy wręcz współczesnego świata.
Mówienie o tym, co "trzeba było" czy "powinno się było" zrobić generalnie nie ma większego sensu w życiu, bo dokonanych czynów nie da się odwrócić, ale ma sens, jeżeli może wyniknąć z tego jakaś lekcja. Więc niech wynika - może jeszcze da się coś zrobić...
W Łodzi, jak słyszymy, powstanie Pomnik Ofiar Komunizmu upamiętniający polskie ofiary reżimu komunistycznego w latach 1919-1989. "Ten pomnik ma być dla pokoleń Polaków przestrogą i ostrzeżeniem przed komunizmem, przestrogą przed jednym z najbardziej zbrodniczych systemów totalitarnych" - mówi przewodniczący komitetu budowy pomnika Tadeusz Michalski. Pomnik ma zostać odsłonięty 17 września 2009 roku.
To dobrze, ale czy o pomniki chodzi? Ilu młodych ludzi tego pokolenia i następnych będzie widziało w tym pomniku coś więcej niż kolejny obiekt na ulicy miasta? Czy nie ważniejsze jest, by pomyśleć jak dotrzeć do tych młodych ludzi, jak przekazać im prawdę w sposób, który poruszy nimi i pozostanie w pamięci jako coś ważnego, a nie tylko nudziarstwo belfrów?
Skoro nie wymyślono strategii edukacyjnej zaraz po zmianie ustroju - wielkiej reformy edukacji, w której zadbano by przede wszystkim o wypełnienie oceanu niewiedzy spowodowanej kneblem komunistycznej cenzury, skoro kolejne rządy nie uważały tego za priorytet - powinno się to uczynić jak najszybciej.
Wielką rolę mają tu bez wątpienia do odgrania muzea - atrakcyjne, multimedialne, jak Muzeum Powstania Warszawskiego, czy przygotowywane Muzeum Historii Żydów Polskich, ale dlaczego nie ma muzeum poświęconego losom Polski pokazanym jako konsekwencji wielowiekowych działań naszego wschodniego sąsiada - od zaborów do dnia dzisiejszego?
Gdzie filmy? Czy "Zapomnianej Odysei" ("A Forgotten Odyssey") nie powinno się było nakręcić w Polsce, ze środków państwowych? Wstrząsający film o syberyjskiej tragedii i jej konsekwencjach nakręciły, swoimi własnymi środkami, dwie Polski w Anglii, nie otrzymując żadnej pomocy nawet od tamtejszej Polonii! Gdzie filmy fabularne? "Katyń" jest jednym z wyjątków - i tak długo trzeba było czekać na jego powstanie. A inni twórcy - gdzie oni? Zamiast marnować pieniądze na idiotyczne i nie mające żadnej wartości, komercyjne gnioty filmowe, powinno się pomyśleć o dużych produkcjach, z dużymi nazwiskami, mówiących o tym, o czym nie tylko nie wie świat, ale nawet Polacy żyjący w wolnej Polsce.
Młodzi ludzie są przyklejeni do ekranów komputerów, a Internet to ich świat. A zatem jest to medium, przy pomocy którego najlepiej jest do nich docierać. Ttżymczasem jest to nadal terra incognita jeżeli chodzi o propagowanie historii.
Zmieniły się rządy i edukacją nie zarządza już nie mający o niej pojęcia lider LPR. Idiotyczne decyzje, na które zmarnował miliony złotych i ośmieszył zarówno siebie jak i Polskę to na szczęście epoka przeszła. Teraz można by pomyśleć o głębszych i ważniejszych sprawach niż kolor torebki Teletubisia. Czas zwołać zespół ekspertów z wielu dziedzin - edukacji, kultury, informatyki, kinematografii, psychologii i socjologii - i pomyśleć JAK NAUCZYĆ PRAWDY HISTORYCZNEJ MŁODYCH LUDZI, którzy już niedługo będą decydować o całym losie Polski i w dużej mierze losie Europy i świata, a także o wizerunku Polski na świecie. To oni będą opracowywać następne programy nauczania i przydzielać pieniądze na ważne dla Polski inicjatywy...
Nikt za nas nie zadba o naszą własną historię, o jej znajomość wśród nas samych. Nie możemy oskarżać innych, że nie wiedzą - sami jesteśmy winni tej przerażającej niewiedzy. To nie zmowa tych czy innych - to nasze własne zaniedbanie, mające źródło w zignorowaniu roli procesu kształcenia młodych pokoleń Polaków.
A zatem zamiast pomników, albo obok nich, jeżeli dość jest pieniędzy, pomyślmy o najważniejszym - o wiedzy.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.