Kryzys na amerykańskim rynku finansowym wkroczył w nową fazę. Wszystko wskazuje na to, iż cały niemal sektor finansowy znajduje się w najtrudniejszym i decydującym okresie.
Powodem jest oczywiście wiadomość o tym, że jeden z największych (czwarty pod względem zasobów finansowych) i najstarszych (istniejący od 158 lat) bank inwestycyjny Lehman Brothers przestanie (a właściwie już przestał) istnieć. Do tego doszły wiadomości o tym, iż Merrill Lynch - również jedna z największych firm na Wall Street - uniknął podobnego losu tylko dzięki temu, że Bank of America zdecydował się na zakup Merrill za 50 miliardów dolarów.
W ten sposób z rynku zniknęły dwie z największych i najbardziej liczących się w sektorze finansowym firm.
O tym, co stanie się z największą firmą ubezpieczeniową AIG, Washington Mutual pokażą najbliższe dni (już wiadomo, że została zasilona finansowo - przyp.)
Na razie sytuacja wygląda tak, że po poniedziałkowej katastrofie giełdowej (indeksy tak w Nowym Jorku, jak i w Toronto spadły o ponad 500 punktów, co stanowi największy jednodniowy spadek wartości indeksu od czasu ataków terrorystycznych z 11 września 2001 roku) oczekiwano, czy szef federalnego Biura Rezerw Ben Bernanke zdecyduje się obniżyć poziom stóp procentowych po to tylko, aby niejako uspokoić rynek konsumencki. Kolejna obniżka może bowiem z punktu widzenia ekonomicznego niewiele przynieść (przypomnijmy, że podczas kryzysu bankowego w Japonii poziom stóp procentowych wynosił zero, co w tamtej sytuacji nie przyniosło jakiegokolwiek skutku), a jedynie pokazać, że rząd federalny jest po raz kolejny gotów wkroczyć z interwencją w kłopotliwą sytuację sektora finansowego.
Pod koniec ubiegłego tygodnia, kiedy sytuacja Lehman Brothers nie wyglądała tak tragicznie, panowało ogólne przekonanie, iż poziom stóp procentowych pozostanie na niezmienionym poziomie dwóch procent. W poniedziałek rano, opinie wśród obserwatorów rynku były podzielone, przy czym niektórzy spodziewali się nawet drastycznej obniżki o 50 punktów bazowych.
Bernanke i jego współpracownicy postanowili jednak pozostawić stopy procentowe na niezmienionym poziomie, oświadczając, że Federalne Biuro Rezerw bacznie obserwuje sytuację i gotowe jest wkroczyć z interwencją wtedy, kiedy uzna to za konieczne.
Reakcja giełdy, która oczekiwała jakiegoś pozytywnego sygnału z Waszyngtonu, była negatywna, jednak zaskoczenie przyszło niemal natychmiast po tym jak ogłoszono decyzje o stopach procentowych.
A wszystko to na wiadomość, że Federalne Biuro Rezerw jest gotowe wkroczyć z interwencją finansową po to, by uratować AIG przed losem, jaki spotkał Lehman Brothers.
Akcje giełdowe AIG, które w tym roku straciły na wartości blisko 75 procent, zaczęły wykazywać objawy, że chociaż w minimalnym stopniu wracają do życia, podnosząc się na wartości o 6 procent w ciągu ostatniej godziny. Cały zaś wskaźnik giełdowy DJIA (którego AIG jest integralną częścią) zanotował pozytywny wynik, wzrastając aż o 142 punktów (mimo blisko 300 punktów "w dół" jeszcze w godzinach południowych).
Mimo iż każdy dzień, kiedy giełda kończy "na plusie" można uznać za dobry, problem polega na tym, że coraz więcej obserwatorów uważa, iż brak jest w zachowaniu się indeksów giełdowych jakiejkolwiek racjonalności. Bo giełda powinna zwracać uwagę na podstawy finansowe, zaś obecnie cała aktywność inwestorów określona jest przez spekulacje co stanie się za kilka godzin i jaki będzie to miało oddźwięk dla tej czy innej firmy. Stąd też coraz więcej dni, w których wahania giełdowe o kilkaset punktów w ciągu dnia nie należą do rzadkości.
Wczorajszy dzień należał chyba pod tym względem jednak do wyjątkowych. Indeks giełdowy S&P 500 zmieniał swój kierunek pomiędzy pozytywnym a negatywnym terytorium 24 razy, zaczynając dzień od spadku o dwa procent, aby pod koniec dnia zanotować wzrost w tej samej wysokości.
Negocjacje w sprawie AIG trwają nadal, i pewno trwać będą do późnych godzin wieczornych (kiedy materiał ten zostanie oddany do druku). AIG ma podobno niezwykle ograniczony czas na znalezienie rozwiązania swoich kłopotów finansowych. A chodzi o kwotę 65 miliardów dolarów. Miejmy nadzieję, że zdąży. Kolejne fiasko, tym razem największej firmy ubezpieczeniowej, mogłoby przynieść trudne do przewidzenia konsekwencje nie tylko w Ameryce Północnej.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.