Minęły właśnie dwie rocznice, które po wsze czasy pozostaną w zbiorowej pamięci Polaków. Kiedy 1 września sześćdziesiąt dziewięć lat temu wczesnym rankiem obudziły ludzi syreny obwieszczajace nalot, nie zdawali oni sobie sprawy z tego, że w tej historycznej chwili skończyło się na wiele dziesiątków lat normalne życie. Kiedy 31 sierpnia dwadzieścia osiem lat temu Polacy, przyklejeni do telewizorów, patrzyli, jak wąsaty robotnik ze stoczni ogromnym długopisem podpisuje porozumienie z rządem, nie mogli przypuszczać, że jest to pierwszy akt rozpadu komunizmu nie tylko w Polsce, bo i w całej ujarzmionej przez Związek Sowiecki części Europy.
Czasem zastanawiam się, jak potoczyłoby się życie moje i innych, gdyby nie było napadu na Polskę. Miałbym zapewne normalne dzieciństwo i ojca, którego mi wojna zabrała zanim nauczyłem się mówić i chodzić. Nie byłoby powodu, by wyjeżdżać, do Płd. Afryki, ponieważ mój wyjazd tam był bezpośrednim następstwem zakończonej wojny. Zostaliśmy jedyną ocalałą rodziną mieszkającego tam wujka, któremu udało się nas po kilku latach starań sprowadzić. Tak więc nie poznałbym języka angielskiego od dziecka, a przecież jego biegła znajomość miała przemożny wpływ na całe moje dalsze życie. Sześciu milionów ludzi nie wymordowano by za karę, że urodzili się jako niegodni – na podstawie Ustaw Norymberskich - życia i miana człowieka. Polska mogłaby swój dynamiczny rozwój gospodarczy lat trzydziestych kontynuować przez następne dziesięciolecia, a jej najbardziej wartościowi obywatele nie zostaliby zdziesiątkowani w Katyniu, Charkowie, czy Twerze, nie byliby rozstrzelani w Palmirach, a ci, którzy walczyli i wojnę przeżyli, nie pozostaliby po niej na emigracji. Bo nie byłoby wojny i jej następstw. A do jej następstw należy zaliczyć demoralizację i upodlenie części społeczeństwa przez kilkadziesiąt lat ustroju komunistycznego. Patrząc jednak na to ostatnie z drugiej strony, czy mielibyśmy w starym, przedwojennym systemie tak powszechny, bezpłatny dostęp do szkół i wyższych uczelni, tak szybkie pozbycie się analfabetyzmu i postęp edukacyjny wsi? Wreszcie, nie byłoby powodu do "wybrania wolności" w 1981 roku i pozostania na emigracji, ponieważ nie byłoby zniewolenia Polski.
Są to jednak pytania z gatunku "gdyby ciocia miała wąsy". Żeby zastanawiać się, co byłoby, gdyby nie było wojny, musielibyśmy wpierw założyć, że nie byłoby Trzeciej Rzeszy i systemu hitlerowskiego. A gdyby nie wojna, która nawet z całą tragedią, jaką przyniosła Polsce i Europie, pogrzebała ustrój hitlerowski, mógłby on wzmacniać się i trwać do tej pory. A skutki byłyby… no, można sobie wyobrazić.
Stalin też nie wybaczyłby Polsce nigdy ani roku 1920, ani nawet samej niepodległości, jaką Polacy wywalczyli sobie dwa lata wcześniej. Otoczony z dwóch stron, Priwislanskij Kraj powróciłby we władanie cara, tyle że czerwonego, a jego zachodnia część stałaby się niechybnie Deutsches Ostland.
Czy narzucony Polsce siłą ustrój komunistyczny trwałby jeszcze, gdyby nie strajk w stoczni i powstanie Solidarności? Z pewnością wydarzenia te przyśpieszyły jego ostateczny upadek i nasza droga do demokracji zaczęła się wcześniej. Najtrudniejszy etap transformacji mamy już, szczęśliwie, za sobą. Transformacja rynkowo-ekonomiczna to tylko część przemian społecznych. Znacznie trudniejsza jest transformacja mentalności ludzkiej, w wielu przypadkach skażonej doświadczeniami z PRL. Wybitny reportażysta i wnikliwy obserwator społeczeństw - nieodżałowany Ryszard Kapuściński - pisał o nieufności, opryskliwości i cwaniactwie, jakie odczuwa się po przekroczeniu granicy Polski.
W ostatnich dniach prasa doniosła o incydencie, jaki wydarzył się w prywatnej restauracji na ziemi lubuskiej. Kobieta, która zapytała o możliwość skorzystania z toalety usłyszała w odpowiedzi wulgarne słowa z ust restauratora. On zaś oświadczył dziennikarzowi, że "nikt mu nic nie zrobi, a jak ktoś tego nie rozumie, to jest komuchem". Taką mentalność jeszcze się w Polsce spotyka.
Jak w każdym kraju, gdzie dokonała się rewolucja, a w Polsce niewątpliwie taka miała miejsce, tyle że, na szczęście, bezkrwawa, cwaniacy wykorzystują zamęt gwałtownych zmian systemowych, żeby się wzbogacić. Lepsi cwaniacy zdobywają wpływy w polityce. Tak jest wszędzie, nie tylko w Polsce.
Poziom kultury politycznej sięgnął niespotykanych nizin i obnażył małość niektórych polityków. Przy okazji uroczystości rocznicowych upamiętniających podpisanie Porozumień Społecznych w Stoczni Gdańskiej w oficjalnych przemówieniach ani razu nie wspomniano Lecha Wałęsy. Pewne ośrodki go nie lubią, a ponieważ zabiega się o ich poparcie, nazwisko znanego na całym świecie symbolu Solidarności dziś stało się niewygodne. Przypomina mi się PRL-owskie wydanie książki Melchiora Wańkowicza: "Monte Cassino", z której wycięto nazwisko gen. Wł. Andersa. Trudno, więc dziwić się, że prof. Wł. Bartoszewski, mówiąc o uroczystościach rocznicowych użył słowa "bolszewizacja". System, co prawda, inny, metoda, jak widać, taka sama. Wówczas przeciwników politycznych nazywano zdrajcami. Dziś wystarczy oskarżyć o współpracę z SB.
Ten sam Ryszard Kapuściński, zapytany o silny w Polsce trend rewizji historii, ciągłe mówienie o teczkach, archiwach i lustracji, odpowiada tak: "To jest złe. Bardzo złe. To fałszywy trop. Świat myśli o wiele bardziej do przodu i choć wszędzie historia jest ważna jako element własnej tożsamości, to nikt nie proponuje takiego wracania w kółko do tego, co było. To musi być demobilizujące, wytracające pęd społeczny". Kapuściński zwraca w tej samej rozmowie uwagę na fakt, że teczki SB, jako źródło historyczne, są dość wątpliwe, ponieważ "nie wiadomo, co, w jakich intencjach powstawało w archiwach tajnej policji, ile tam plotki, ile złośliwości, ile kłamstwa". Tropienie cieni przeszłości odciąga nasze umysły od tego, co powinno się zrobić, aby życie już nigdy w przyszłości nie było takie, jak w tychże teczkach.
Można by zadać pytanie, co byłoby, gdyby nie było tej przeszłości, jaką jesteśmy obarczeni. Ale ją wolę spojrzeć na młodzież, która już nie wie i nie chce wiedzieć, ani roztrząsać niedawnej i niepewnej historii. Ona z optymizmem patrzy w przyszłość Polski otwartej i wolnej od podejrzeń i przesądów.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.