Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 5 wrzesnia, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




Historia mało znana

Tamten wrzesień
Na podst. PAP
Sep 5, 2008
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


To już 69 lat. Jak co roku, 1 i 17 września pamiętamy o tragedii polskiego Września 1939 r. Zatarły się już w zbiorowej pamięci tamte krwawe i straszne dni.


Minęły tamte gigantyczne emocje, mimo że z większości przekazów źródłowych wynika, iż dla ówczesnego pokolenia klęska i upadek II Rzeczypospolitej miały wymiar szoku niemal apokaliptycznego. Jak przysłowiowy domek z kart legło w gruzach 35-milionowe państwo w sercu Europy, dysponujące czwartą co do wielkości armią Starego Kontynentu i silne patriotyczną dumą swych obywateli.

Polacy, którzy ledwo 20 lat wcześniej odzyskali niepodległość po 123 latach niewoli, nie chcieli nawet myśleć o "oddaniu" III Rzeszy Gdańska i tzw. Korytarza Pomorskiego. Zdawano sobie oczywiście sprawę z olbrzymiej przewagi technicznej III Rzeszy, ale jednocześnie wierzono, że Polska nie pozostanie sama, posiadając sojusze z Francją i Wielką Brytanią. Kiedy w marcu tegoż roku na warszawskim Zamku prezydent Mościcki, marszałek Śmigły-Rydz, premier Sławoj Felicjan Składkowski i minister Beck decydowali się powiedzieć Hitlerowi "nie", nie tylko nie dysponowali żadnym planem militarnej obrony (plan "zachód" dopiero powstawał, gdyż cała strategia Polski nastawiona była do tej pory na obronę przed Rosją sowiecką), ale nie mieli konkretnej wizji sojuszy dyplomatycznych. Z Moskwą stosunki były tradycyjnie złe, a Wielka Brytania unikała zobowiązań w kwestii Europy Wschodniej. Formalnym sojusznikiem była od lat Francja (III Republika), lecz był to kraj coraz słabszy wewnętrznie i pozbawiony de facto woli uprawiania samodzielnej polityki zagranicznej. Marszałek Józef Piłsudski zawsze przed śmiercią przestrzegał, że Polska winna jak ognia unikać perspektywy wojny na dwa fronty (to jest z Niemcami i Rosją jednocześnie), co równałoby się zagładzie państwa. W połowie marca położenie geostrategiczne RP stało się dodatkowo wręcz tragiczne w wyniku całkowitej aneksji Czech przez III Rzeszę oraz powstania "niepodległej" Słowacji. Nagle i niespodziewanie 31 marca rząd brytyjski Chamberlaina udzielił był Polsce sławetnych "gwarancji bezpieczeństwa". Najprawdopodobniej celem ich było "usztywnienie" Polski wobec terytorialnych żądań Hitlera. Anglicy nie chcieli już po prostu nadal tolerować - po aneksji Pragi - ekspansjonizmu niemieckiego w Europie Centralnej. Tymczasem minister Józef Beck 6 kwietnia 1939 r. przybył do Londynu i skłonił Brytyjczyków do podpisania formalnego układu sojuszniczego z Polską (sfinalizowanego definitywnie 25 sierpnia). Sprowadziło to nań gniew Niemców, którzy 28 kwietnia zerwali pakt o nieagresji z Polską. Beckowi zdawało się, że odniósł wielki sukces, po raz pierwszy w historii pozyskując dla nas Wielką Brytanię, faktycznie doprowadził wszak do ostatecznego "spalenia mostów" w relacjach z Berlinem. Francja i Anglia czekały teraz tylko, aż "pokojowo i dobrowolnie" ustąpimy Hitlerowi w Gdańsku i Korytarzu. Społeczeństwo nie zdawało sobie sprawy z tego fatalnego położenia kraju. Nie wiedziano, kim tak naprawdę są naziści i jakie są ich zbrodnicze metody. Powszechna była wiara, że wojna raczej wcale nie wybuchnie i że "jakoś to będzie". Przede wszystkim jednak nikt nie pomyślał o Rosji sowieckiej i jej planach. A tymczasem już od wiosny trwały tajne rokowania nazistowsko-sowieckie. W maju Hitler zdecydował się na totalne militarne zniszczenie Polski. Był na 100 % pewny, że Anglia i Francja nic nam nie pomogą. Jedyną jego troską było "zabezpieczenie tyłów" od strony Rosji. Także i Stalin z Mołotowem myśleli o tym intensywnie. Sam Stalin, jak wspomina jego córka Swietłana Alliłujewa, zawsze był germanofilem. Polski nienawidził, dążąc od lat do jej rozbioru na spółkę z Berlinem. Teraz nadarzała się po temu znakomita okazja. O ile wszak dla Rosji antypolski sojusz z III Rzeszą miał być długotrwały i wszechstronnie profitujący, to dla Hitlera pakt Ribbentrop-Mołotow (23 sierpnia) był li tylko zwykłym świstkiem papieru, który zamierzał on podrzeć przy pierwszej nadarzającej się okazji. Przebieg kampanii wrześniowej pokazał niestety nie tylko totalną przewagę techniczną Niemców, lecz kompromitujący bezwład naszego dowództwa i sztabów (przy zadziwiającym bohaterstwie żołnierza w polu). Jest faktem, że nawet tacy geniusze militarni jak Napoleon musieliby przegrać w geostrategicznym położeniu (okrążenie z trzech stron: z Prus Wschodnich, ze Słowacji i z zachodu), jakie było udziałem naszego marszałka Śmigłego. Ale nic nie uzasadniało tego, że już 5 września wodza naczelnego nie było w Warszawie. Nie upłynął nawet tydzień od wybuchu wojny, a Rydz wydawał swe rozkazy z... Brześcia Litewskiego. Pomijamy już kwestię kompromitującej rozsypki, a dalej rejterady całej niemal administracji rządowej na południowy wschód kraju. Już po 10-12 września generalna klęska zdawała się przesądzona (nie przynosiły efektu interwencje w Paryżu i Londynie, a Niemcy opanowali ok. 50% terytorium kraju z najważniejszymi centrami przemysłowymi). W takiej sytuacji wczesnym świtem 17 września 1939 r. Armia Czerwona przekroczyła wschodnie granice RP na całej ich linii, łamiąc samowolnie układ o nieagresji z lipca 1932 r. Doszło do tego w konsekwencji tajnego paktu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia tegoż roku, gdzie zaplanowano rozbiór Polski wzdłuż linii rzek Wisły, Narwi, Bugu i Sanu. Stalin nie chciał jednak wystąpić w opinii świata jako współagresor z III Rzeszą, która już od prawie 3 tygodni atakowała bezwzględnie Rzeczpospolitą, lecz usiłował postawić się w roli "elementu neutralnego". W niesłychanie obłudnej i kłamliwej nocie, wręczonej na Kremlu naszemu ambasadorowi Wacławowi Grzybowskiemu, stwierdzano niezgodnie z prawdą, iż po "10 dniach wojny polsko-niemieckiej Państwo Polskie przestało faktycznie istnieć". W opinii Sowietów uzasadniało to zajęcie reszty ziem polskich, ze Lwowem, Tarnopolem, Pińskiem i Wilnem, aby rzekomo "wziąć w opiekę bratnie narody Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi", w obliczu chaosu na tym obszarze Europy Wschodniej. W istocie to właśnie agresja sowiecka 17 września, jako dopełnienie agresji nazistowskiej z 1 września, doprowadziła do ostatecznego upadku II Rzeczypospolitej. Nie zapominajmy, że zanim uderzyli Rosjanie, broniła się przed Niemcami jeszcze ponad połowa Polski. Funkcjonował normalnie rząd RP, korpus dyplomatyczny i sztab generalny Wojska Polskiego; naczelny wódz marszałek Śmigły ciągle wydawał rozkazy. Nie mogło tedy być mowy o "upadku państwa polskiego". Co więcej, agresja sowiecka była nie tylko uzgodniona z Hitlerem, lecz nastąpiła na wyraźne żądanie i ponaglenie niemieckiego MSZ. Naziści denerwowali się, iż Rosjanie nie chcą brać "swojej części Polski" i przez to "odciążyć" Wehrmacht. Ten ostatni zajął nawet pewne części "nadziału" sowieckiego, ponieważ generalicja nie była poinformowana przez Ribbentropa o tajnym protokole rozbiorowym (załączonym do oficjalnego "paktu o nieagresji"). Chcąc przyspieszyć działanie Kremla, niemieckie MSZ puściło nawet w eter 9 września fałszywą informację o... rzekomym upadku Warszawy. Kiedy i to nie pomogło, dano Sowietom do zrozumienia, że w wypadku ich "opieszałości" Niemcy "uaktywnią" w Galicji ukraińskie ruchy nacjonalistyczne itp. "podejrzane" elementy antysowieckie. Stalin działał bardzo przebiegle i ostrożnie, ponieważ miał bardzo wiele do zyskania. W wyniku relatywnie niewielkiego wysiłku militarnego (ponieważ Polska z oczywistych względów nie mogła się skutecznie przed Armią Czerwoną bronić) zyskiwał ponad 50% terytorium RP z 11-12 milionami ludności. Uzyskiwał niesłychanie korzystną geostrategicznie nową granicę z Rzeszą. Zauważmy, iż ta właśnie granica najprawdopodobniej ocaliła Rosję przed totalną klęską w 2 lata później. Gdyby bowiem Hitler w 1941 r. zaatakował ZSRS z linii "granicy ryskiej", z pewnością rychło zająłby samą Moskwę czy Leningrad. Nawet już po wybuchu wojny, w pierwszej dekadzie września, w najtragiczniejszych scenariuszach nie przewidywano u nas agresji sowieckiej. Sprytny ambasador sowiecki Szaronow aż do końca usypiał czujność ministra Becka, narzucając się nawet z ofertami pomocy w benzynie i innym sprzęcie potrzebnym do prowadzenia kampanii. Dopiero, kiedy 14 września poprosił o wizy wyjazdowe dla siebie i swego personelu, w mózgach naszych przywódców zapaliło się przysłowiowe czerwone światło.

Było wszak za późno. Zajęte przez Niemców były Kraków, Łódź, Gdynia i Poznań; Wehrmacht stał u bram Warszawy, Brześcia i Lwowa. Rankiem 17 września - jakże dobrze zapamiętanym przez mieszkańców naszych Kresów Wschodnich - armie sowieckie dokonały aktu agresji. Była to niedziela. Konsternacja władz RP była totalna. Nikt nie wiedział dokładnie, w jakim charakterze wchodzą Moskale. Nawet poważni politycy i działacze samorządowi na Kresach łudzili się, iż jest to wyraz... pomocy przeciw Rzeszy. Marszałek Rydz-Śmigły nakazał słabym i nielicznym oddziałom wojskowym niepodejmowanie walki oraz "wycofanie się na Rumunię i Węgry". Mimo to doszło do kilku spektakularnych aktów rozpaczliwej obrony przed Rosjanami (m. in. w Grodnie). Było jednak oczywiste, że to już koniec II Rzeczypospolitej. Załamała się bowiem koncepcja tzw. przedmościa rumuńskiego, to jest obrony południowo-wschodnich Kresów aż do czasu wielkiej ofensywy Aliantów na zachodnim froncie. Ofensywy takiej zresztą nigdy Anglicy i Francuzi serio nie traktowali. Wieczorem 18 września, prezydent RP Ignacy Mościcki oraz rząd i korpus dyplomatyczny musieli opuścić granice Polski w rejonie Kut i Zaleszczyk, wobec zbliżania się tam oddziałów sowieckich.


© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



Historia mało znana
90 lat temu rozpoczęła się obrona Lwowa
85. rocznica wydarzeń krakowskich
Pomnik przypomina prawdę historyczną
11 listopada dniem odzyskania wolności przez Polskę
Ponad 100 nagrobków na Rossie potrzebuje pilnej konserwacji
Pamiętamy o wielkich ludziach
Park Habsburgów odzyskuje dawny blask
60. rocznica śmierci Sługi Bożego prymasa Augusta Hlonda
Czy Niemcy mają prawo do bohaterów?
Zapalmy znicze, pochylmy głowy