Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 2 wrzesnia, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




LISTY OD CZYTELNIKÓW

Ludzie listy piszą (151)

Sep 2, 2008
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem



Re: Felieton Witolda Lilientala pt. "Trzy rozmowy"

Hm? W USA zdaje się byłem w 1986 r., dostałem wówczas stypendium z Instytutu JP w NY i przez kilka miesięcy przebywałem Stanach i Kanadzie. Wtedy też podróżowałem trochę po ośrodkach polonijnych, w tym byłem w Arizonie. Czyżbym tak bardzo się mylił sądząc, że w 1989 r. po "okrągłym stole" w Phoenix nie byłem?

Co do walki zbrojnej to mój pogląd był następujący - nie rozmawiać z komuną i odebrać jej władzę, odzyskać niepodległość, jednym zrywem np. przy pomocy strajku generalnego. Wtedy takie poglądy były przez wielu "rozsądnych" uważane za szaleństwo, "bo Sowieci nie zgodzą się" i nas wyrżną. Uważałem inaczej i dziś wiadomo, że nie myliłem się. Autor tekstu zapamiętał coś niedokładnie, jeśli rzeczywiście rozmawiał ze mną.

Pozdrawiam.
Romuald Szeremietiew


Szanowny Panie Ministrze!

Ma Pan rację, co do daty. Sprawdziłem, istotnie omyliłem się w tej kwestii, za co przepraszam Pana i Czytelników. Wydaje się jednak, że nie o datę tu chodzi, lecz o treść wypowiedzi. Wyraził Pan wówczas pogląd (oczywiście w czasie przyszłym), że nie należy rozmawiać z komunistami, tylko im władzę odebrać siłą, nawet z bronią w ręku, bo tego wymaga honor. Wypowiedź Pańska była tak wyrazista, że trudno byłoby mi jej treść zapomnieć, czy zniekształcić. Obecnie pisze Pan, że czas pokazał, iż miał Pan rację. Ma Pan, oczywiście, prawo do swojej opinii, jak i ja do swojej. W naszej historii Polacy niejednokrotnie ginęli z honorem i jedyne, co kolejnym pokoleniom to dało, to możliwość czczenia smutnych rocznic przy dźwiękach werbli. Negocjacje z komunistami były jedyną możliwą drogą zapewniającą po raz pierwszy w historii bezkrwawą zmianę ustroju, co w pełni osiągnięto, jeśli nawet kosztem korupcji byłych komunistów. W przeciwnym wypadku mogliśmy mieć kolejny wielki rozlew krwi. Ale za to byłoby na pewno honorowo.

Witold Liliental

•••

Otrzymaliśmy kilkanaście listów, maili i telefonów od czytelników, którzy od dawna śledzą sprawę Pol-Can Bank Trustu. We wszystkich słychać głosy oburzenia, że znowu sprawa została przełożona. Tym razem chodzi o rozliczenia Trustu za ostatnie lata działalności, tzw. passing of accounts. Co do tych rozliczeń są poważne zastrzeżenia i członkowie Polonii chcą poznać prawdę i szczegóły tej bulwersującej sprawy. Zapowiedziany termin rozprawy znowu uległ zmianie i to bez żadnego ogłoszenia w mediach. Pytają Państwo, czy to kolejne gierki i zagrywki, żeby tylko uniknąć odpowiedzialności.

Starając się udzielić odpowiedzi na listy i telefony wielu naszych czytelników w sprawie Passing of Accounts przez Pol Can Bank Trust, redakcja uzyskała następujące informacje. Otóż powiernicy trustu Stan Król, Marek Kulis i Irena Kremblewski, zdecydowali się na złożenie w sądzie dokumentów na trzecie Passing of Accounts. Według wymogu ustawy, która reguluje działalność trustu, zawiadomienie co do daty posiedzenia sądu było ogłoszone według przedtem ustalonej formuly, czyli w formie notatki od adwokata trustu Marni Whittaker o tym, że sąd będzie rozpatrywał wniosek powierników w dniu 6 sierpnia. Zostało to opublikowane w prasie i biuletynie Credit Union.

Każdy z beneficjantów trustu ma prawo w określonym czasie wnieść zastrzeżenia do wniosku o Passing of Accounts powierników. Takie też zastrzeżenia wpłynęły. Wobec tego, powiernicy tak jak poprzednio zabrali się za przeciąganie sprawy i utrącenie możliwości rozpatrzenia sprawy przez sędziego. Adwokat trustu, David Hager z firmy Lang Michener zawiadomił adwokata tych, którzy zgłosili zastrzeżenia, że zamiast przedstawienia dokumentów sędziemu będzie się starał zdyskwalifikować adwokata drugiej strony. W związku z tym Pan Hagar napisał list do sądu, aby przełożyć datę wysłuchania wniosku jego klientów na listopad. W międzyczasie miał przygotować materiały pokazujące, dlaczego uważa, że Peter Waldmann nie ma prawa reprezentować członków Credit Union, którzy nie zgadzają się z opinią powierników, iż wydali oni wszystkie pieniądze trustu zgodnie z prawem. Jak do tej pory Pan Hager napisał tylko list do sędzi Sanderson (case management judge), aby zdyskwalifikowała Pana Waldmanna.

Do dnia dzisiejszego nie ma odpowiedzi od sędzi Sanderson ani nie ma daty kiedy będzie ona chciała wysłuchać, jeśli uważa to za stosowne, wywodów adwokata trustu. Nie ma też potwierdzenia daty kiedy powiernicy będą gotowi aby przedstawić swoją rację na temat pieniędzy z trustu. Jak tylko otrzymamy jakieś wiarygodne informacje podzielimy się nimi z Państwem.

Jak też się dowiedzieliśmy, nie ma wymogu aby powiernicy informowali beneficjantów o tym co się obecnie dzieje. Pani Whittaker czy też partner jej firmy David Hager też nie poczuwają się do obowiązku informowania beneficjantów. Nie ma tego obowiązku Credit Union czy też inni, którzy byli tak aktywni w obronie powierników poprzednio.

•••

Róbmy swoje

To hasło (zaczerpnięte od Wojciecha Młynarskiego) Polonii Przyszłości - organizacji, której jestem członkiem od wielu lat. Organizacji, która nie wstydzi się promować hasła niesienia pomocy innym, a "Gazeta" dopomaga nam, aby hasło to docierało do Państwa.

08/08/08 to nie tylko szczeliwa liczba dla Chińczyków. Właśnie w piątek 08/08/08 byłem szczęśliwy, gdyż w tym dniu na pomoście przystani MARINA QUAY WEST (gdzie Spadina Av. spotyka się z jeziorem), która gości niewidomych żeglarzy, spotkało się trzech Polonusów, biorących udział w tym samym programie - programie dla niewidomych żeglarzy. Gerard skończył żeglowanie z niewidomymi, a ja rozpoczynałem. W mojej załodze znalazł się Wolly (nowy pomocnik), którego nie znałem, ale z Jego dobrym angielskim byłem przekonany, że to Kanadyjczyk. Dopiero kiedy go zapytałem wprost o pochodzenie, okazało się, że to Waldek z Mazur. Waldek jest nowobrzybylym do Kanady imigrantem, a o programie dowiedział z telewizyjnego reportażu zrobionego przez Bernadetę Wróbel na temat Blind Sailing Canada, który był wyemitowany w ubiegłym roku w TV "Z Ukosa". Waldkowi nie jest obojętne, jak radzą sobie ludzie niewidomi i jak ważna jest rekreacja dla tej grupy ludzi, dlatego też zgłosił się do pomocy w BSC. To jest dowód na to, że nie należy załamywać się małym zainteresowaniem, gdy porusza się ten temat. TRZEBA ROBIĆ SWOJE, bo dobrych ludzi jest więcej niż nam się wydaje i należy tylko do nich dotrzeć, trzymając się utartej drogi. To musi kiedyś "zapracować". "Tak trzymaj", jak mówi popularna żeglarska komenda. Tak, koledzy żeglarze: "TAK TRZYMAJ". Wierzę, że Waldek wiele dopomoże mi w moich wysiłkach na rzecz niewidomych, bo zna temat bardzo dobrze. Gerard to wspaniały, doświadczony żeglarz i dobry człowiek, który od dawna pomaga niewidomym. W międzyczasie do programu dołączyło kilku innych kolegów z "Białego Żagla" i wierzę, że to jeszcze nie koniec. Wierzę, że nasz klub "Białe Żagle" stanie się rzeczywistym opiekunem BSC, bo z kolei ten klub robi wspaniałą robotę dla niewidomych i zaczynamy powoli to rozumieć. Każdy niewidomy może dołączyć i mieć szansę poczuć się jak każdy z nas. Jest również przyjemnie usłyszeć jak nowy członek klubu (BSC) mówi np. że ostatnio żeglował z Polakiem Walterem (Wacław Matuszewski - aktualny Komandor PKKY "Białe Żagle"). Alex też nareszcie zaczął z Nimi żeglować. Dzięki, że zamieniłeś słowa na czyny. To dobry przykład dla innych.

To dobrze świadczy o nas, a mnie cieszy, że robota nie poszła na marne.

Można było zrobić dużo więcej, ale niestety nie udało się - jak na razie. Może przyjdzie moment, że zamiast marnować nasze pieniądze na przepychanki, zaczniemy je przeznaczać na pożyteczne cele, których jest wiele. Do tego potrzebne są wysiłki całej naszej społeczności - ludzi, którzy chcą coś zrobić dla społeczności i innych - potrzebujących pomocy.

Myślę, że ciągle mamy możliwość zaistnieć (jako społeczność) na terenie naszej drugiej Ojczyzny. Fakt, że mogłem szerzej zająć się tym tematem, to nie przypadek; odbieram to jako możliwość "odrobienia" szansy życia w tak wspaniałym kraju, gdzie każdy ma jednakowe możliwości. Jeżeli chodzi o niewidomych, to mają równe szanse tylko wtedy, gdy my-widzący włączymy się do tego. Jestem tego pewien. Stojąc na boku i nawet chwaląc czyjąś dobrą robotę, niczego nie zmienimy. Potrzebny jest nasz udział, do czego namawiam z całego serca.

Bardzo ucieszyła mnie też wiadomość w "Gazecie" informująca o koncercie, który swoje zyski przeznacza na badania nad epilepsją na UofT. WSPANIAŁY CEL - poprzyjmy go swoją obecnością; wypełniając sale na dwóch spektaklach w październiku.

Pani Małgorzata Maye jest współorganizatorką i jednocześnie jedną z wykonawczyń tego wspaniałego koncertu z Żanną Biczewską, światowej sławy wykonawczynią ballad i bardem. Będzie to wieczór ballad, romansów i pieśni ludowych. Namawiam Państwa gorąco, aby zarezerwować sobie czas w dniu 11 październiaka. Będą dwa koncerty: o godz.15.00 i 20.00, a bilety należy wcześniej rezerwować, bo np. najlepsze bilety na sobotni spektakl o godz. 20.00 zostały już wyprzedane.

Czyż to nie wspaniała idea? Czyż nie należy poprzeć takiej inicjatywy? Inicjatywy, która może uratować niejedno życie. A co mamy ważniejszego od naszego życia?

Ponieważ trzymam się od dawna zasady "róbmy swoje", dołączam do tej akcji, akcji na rzecz życia.

Jeżeli ktoś ma dobre serce, chęć wsparcia i nie może uczestniczyć w programach pomocy niewidomym (bo np. boi się, czy nie ma czasu, czy z innych powodów) może dołączyć do akcji Pani Małgorzaty, chętnie mu w tym pomogę. Aby zaoszczędzić Państwu czasu, mogę nawet osobiście doręczyć bilety do domu, bo postanowiłem wesprzeć tę imprezę maksymalnie, na ile będę mógł. Potrzebna jest tylko Państwa decyzja i zarezerwowanie sobie czasu. Wierzę, że będziemy mogli "zameldować" Kanadyjczykom: "NASZA SPOŁECZNOŚĆ WŁĄCZYŁA SIĘ W PROGRAM BADANIA EPILEPSJI i przeznaczyliśmy na ten cel np. $50.000,00" (a może $100.000,00). Czy to realne? Absolutnie tak, jeżeli tylko tym razem - dwa razy zapełnimy salę w 100%. Bilety są już dawno w sprzedaży i nie odkładajmy tak ważnej decyzji do ostatniej chwili - zadziałajmy dziś. Myślę, że większości ludzi zależy na tym jak nas widzą w Kanadzie. Pani Małgorzata ma w planie organizować podobne koncerty każdego roku, więc każdy będzie miał szansę uczestniczyć w tym pięknym dziele.
Ja tak rozumiem hasło: "Róbmy swoje". Tak, róbmy coś dla innych, a będziemy mieli z tego wiele zadowolenia, nie mówiąc już o tych, którym pomagamy, Oni skorzystają z tego najwięcej (widzę to na co dzień - radość niewidomego, że może jechać rowerem, żeglować, czy jechać na nartach). My zaś będziemy mieli satysfakcję i przyjemnie spędzony czas na koncercie. Sami zadowoleni.

Tutaj chciałbym serdecznie podziękować "Gazecie" za umożliwianie mi korzystania z jej szpalt - to daje wymierne korzyści w postaci współpracy ludzi i bliższego poznawania się. Myślę, że w ten sposób stajemy się lepsi, a czy to nie wspaniale? TAK TRZYMAJ.

Leszek Kociuba
416-253-4412
lkociuba@rogers.com

•••

Polskie filmy w programie 24. Warszawskiego Festiwalu Filmowego - 10-19 października 2008

W Konkursie Warszawskim Polskę będzie reprezentować nagrodzony niedawno Srebrnym Lampartem w Locarno film Małgorzaty Szumowskiej "33 sceny z życia", z Julią Jentsch w roli głównej ("Sophie Scholl"). Szumowska pokazywała na WFF 2000 swój debiut pełnometrażowy "Szczęśliwy człowiek".

W Konkursie 1-2 weźmie udział film "Lekcje pana Kuki" Dariusza Gajewskiego, adaptacja bestsellerowej książki Radka Knappa pod tym samym tytułem. W filmie występują Łukasz Garlicki, Andrzej Grabowski, Anna Przybylska i młody niemiecki gwiazdor August Diehl.

W Konkursie "Wolny duch" zaprezentujemy film Grzegorza Lipca "8 w poziomie". Będzie to powrót zielonogórskiego reżysera na WFF po ośmioletniej przerwie, kiedy w wypełnionej do ostatniego miejsca sali kina "Capitol" przedstawiał swój film "Że życie ma sens". Od tego czasu Lipiec nakręcił m.in. "Dzień w którym umrę", który zwyciężył w 2004 w konkursie kina niezależnego w Gdyni oraz dokument o grupie "Hey".

W Konkursie Filmów Krótkometrażowych znajdą się dwa filmy studentów łódzkiej Filmówki: "Historia braku samochodu", reż. Grzegorz Jaroszuk i "Małżonkowie", reż. Dara Van Dusen oraz "Maraton" animacja Izabeli Plucińskiej, nagrodzonej Srebrnym Niedźwiedziem w Berlinie za "Jam Session".

Katarzyna Nowicka
Warszawski Festiwal Filmowy
www.wff.pl


© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



LISTY OD CZYTELNIKÓW
Ludzie listy piszą (184)
Ludzie listy piszą (181)
Ludzie listy piszą (178)
Ludzie listy piszą (162)
Listy do redakcji
Ludzie listy piszą (166)
Ludzie listy piszą (164)
Ludzie listy piszą (160)
Ludzie listy piszą (151)
Ludzie listy piszą (151)