Tegoroczne lato nie tylko pod względem pogody dalekie jest od spokojnych. Wieści z frontów ekonomiczno-finansowych śledzone są ze znacznie baczniejszą uwagą aniżeli kiedykolwiek indziej, a tradycyjnie spokojny miesiąc, jakim jest sierpień zapowiada się jako ten, w którym wiadomości na temat stanu gospodarki zdeterminują w jaki sposób podejdziemy do inwestowania i planowania finansowego jesienią.
Już pierwszy weekend sierpnia zapowiada, że dane gospodarcze będą znacznie bardziej ważniejsze aniżeli w ostatnich latach. Opublikowane w poniedziałek dane wskazują na największy w ciągu ostatnich trzydziestu lat wzrost poziomu cen w Stanach Zjednoczonych, co w całości niemal niweluje efekt, jaki miały przynieść kredyty podatkowe udzielone w tym roku.
Poziom inflacji podniósł się o 0,8 procenta, co jest największym skokiem od lutego 1981 roku, zaś poziom wydatków konsumenckich wzrósł o 0,6 procenta, co stanowi znaczny spadek w porównaniu z 0,8 procenta w maju.
Rabaty podatkowe pochodzące z planu sytymulasyjnego wprowadzonego przez administrację w Waszyngtonie będą w stanie jedynie przez krótki czas spowodować wzrost wydatków konsumenckich, wszystko to spowodowane jest ceną benzyny przekraczającą 4 dolary za galon, gwałtownie spadającymi cenami na rynkach nieruchomości, jak również dość trudną sytuacją na rynku zatrudnienia (ogłoszone w piątek wyniki pokazują, iż mamy do czynienia z siódmym miesiącem z rzędu, kiedy to odnotowujemy spadek liczby miejsc zatrudnienia - tym razem o 51 tysięcy).
Dlatego też ciśnienie inflacyjne jest znacznie wyższe aniżeli wielu obserwatorom rynku się wydaje. A pomoc rządowa co prawda pozwoliła na utrzymanie poziomu wydatków na niemal tym samym poziomie, jednakże należy się spodziewać gwałtownego spadku w tym zakresie w czwartym kwartale tego roku.
Dlatego też decyzja Federalnego Biura Rezerw co do poziomu stóp procentowych wydaje się tylko jedna - zmian żadnych nie będzie, bo wzrost kosztów pożyczania pieniędzy oznaczałby tylko jedno - dalsze i coraz większe kłopoty dla amerykańskiej gospodarki.
Problem, z którym obecnie się borykamy, to taki, że zagrożenie recesją nie tylko że istnieje i dotyczy coraz większej liczby krajów uprzemysłowionych, ale przede wszystkim, że inne jest stadium tego zagrożenia w każdym z tychże krajów.
To z kolei powoduje, że jakiekolwiek wspólne działanie, czy to w zakresie opanowania kryzysu kredytowego, czy też wspólnej polityki jeśli chodzi o poziom stóp procentowych jest praktycznie niemożliwe. Dlatego też przedstawiciele Banków Centralnych Ben Bernanke, Jean-Claude Trichet i David Lipton stoją przed nielada jakim zadaniem opanowania tej posuwającej się w nierównych tempie i ze zróżnicowaną siłą recesji. W dalszym ciągu mamy bowiem do czynienia z gospodarkami niektórych krajów, które mimo ogólnoświatowego kryzysu, odnotowują dość pokaźny poziom wzrostu, i w związku z tym zagrożenie inflacją jest jeśli chodzi o politykę finansową znacznie bardziej odległe.
Sytuacja jest na tyle trudna, że jakiekolwiek rozwiązanie w chwili obecnej nie gwarantuje pozytywnych skutków. Wręcz przeciwnie, wydaje się, że cokolwiek stanie się teraz w polityce finansowej, za rok z perspektywy czasu i wydarzeń, które nastąpią, ocenione zostanie jako dość poważny błąd. A wszystko to związane będzie z tym, iż trudno przewidzieć obecnie, czy potrzeba nam bardziej rozluźnienia polityki w stosunku do poziomu stóp procentowych, czy też jej zacieśnienia.
Jeśli bowiem banki centralne pozostawią poziom stóp procentowych na poziomie zbyt niskim, ryzykują podniesieniem poziomu inflacji znacznie szybciej aniżeli mamy obecnie z tym do czynienia (a poziom inflacji podnosi się w sposób najszybszy od dziewięciu lat).
Utrzymywanie poziomu stóp procentowych na poziomie zbyt wysokim może spowodować pierwszą od 2001-2002 roku recesję.
W przeszłości mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której spadek poziomu gospodarczego w USA powodował, że większość krajów uprzemysłowionych dość szybko znajdowała się w podobnej sytuacji. Tym razem jednak poziom światowego wzrostu gospodarczego spowolnił się jedynie nieznacznie, a ceny ropy wzrosły nawet w sytuacji, kiedy gospodarka amerykańska zaczęła odnotowywać pierwsze wyraźne znaki słabości. I dopiero teraz po dwóch latach amerykańskiego kryzysu mamy do czynienia z pierwszymi oznakami, iż spowolnienia to ogarnie w zasadzie całą resztę uprzemysłowionego świata. A zatem co robić dalej?
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.