Istotą współczesnego świata, tego demokratycznego również, jest handel. Rynki zbytu, kupczenie i zysk są ważniejsze od nauki, kultury i sprawiedliwości, bo wszystko jest dziś spekulacją nastawioną na osiągnięcie korzyści, a już polityka to jeden wielki bazar, na którym słychać tylko pytanie - za ile?
Żeby nie wiem jak pan prezydent zapewniał, że jego weto do nowelizacji ustawy medialnej ma charakter prewencyjny i randka z Grześkiem Napieralskim nie była targowaniem się o frukta, to każda przedszkolanka w Końskowoli powie - ściema. Sam Napieralski może przysięgać na Biblię (a jest w stanie), że niczego w zamian nie żądał, a podnosząc lewą rączkę i naciskając przycisk miał na względzie wyłącznie dobro Ojczyzny - tyle że ta sama przedszkolanka powie: to jeszcze większa ściema.
Nie ma dowodów na to, że wynegocjowaną ceną są posady dla ludzi SLD w regionalnych mediach publicznych po byłych przystawkach PiSi, czyli LPR i Samoobronie, ale to się kiedyś wyda. I z tego powodu wcale nie będzie bida, jak śpiewa Kabaret Moralnego Niepokoju, bo wszyscy wiedzą, że handel w polityce to reguła, a nie wyjątek.
Dwóch małych wielkich braci nie dba o interes Polski, tylko o zagarnięcie całej władzy, powrót brata Jarosława na Aleje Ujazdowskie i zbudowanie wyśnionej Czwartej RP, która stałaby się Czwartą RP Bis. Dla tej idei są w stanie zapłacić każdą cenę i wejść w pakt z samym diabłem, mieliśmy tego przykład w ubiegłej kadencji, gdy bracia bez większej odrazy fraternizowali się z Lepperem i Giertychem, zapewniając przy okazji, że z komuchami i postkomuchami nigdy, przenigdy i w żadnym wypadku! Nie trzeba było długo czekać żeby przekonać się, że handel jest ważniejszy niż pryncypia.
Nasz ukochany i umiłowany kraj wychodzi na tym jak zawsze - płaci frycowe. Sądząc po nieustannie psujących się jak stare "Syrenki” z FSO amerykańskich F-16 Polska może robić interesy wyłącznie ze stratą. Jeśli na części zamienne do naszych amerykańskich Jastrzębi wydano z budżetu już ponad 120 milionów dolarów (żeby jakoś naprawić 1700 usterek, bo tyle naliczono do tej pory) to co to dla nas za interes?
Natychmiast nasuwa się pytanie, ile stracimy na tarczy antyrakietowej, bo nikt zdrowo myślący nie wątpi, że zyskać to my nie zyskamy na pewno.
Wolne i demokratyczne wybory wcale nie stały się powodem do wprowadzania nowych ideologii, pomysłów i rozwiązań przez wygraną partię. To prawie wyłącznie konsumpcja łupów, której z zapałem oddają się wszystkie zwycięskie partie. Bez względu na to kto rządzi - lewica, prawica czy centrum, pytania pozostają te same: Komu? Co? Za ile? Z tym, że odpowiedzi przychodzą dopiero po przegraniu kolejnych wyborów.
Dopiero wtedy wychodzi na jaw, że Antoni Macierewicz, człowiek pryncypiów i żelaznych zasad, załatwił ciepłe posadki w państwowych spółkach swojemu bratankowi, koleżkom z komisji d.s. WSI i dawnym znajomym. Taka wiadomość nie bulwersuje już nikogo.
O kryształowej i uczciwej Platformie dowiemy się podobnych rzeczy po jej odejściu od władzy, a może nieco wcześniej jeśli potraktujemy Sopot i prezydenta Karnowskiego jako jaskółkę złapaną w szpony Kurskiego.
Wszyscy handlują z wszystkimi, czasami z mniejszym, czasami z większym obrzydzeniem, bez względu na to jakie wartości głosili wcześniej. Niedościgłym wzorcem skutecznego handlu jest Kościół, który na przestrzeni wieków dowiódł, że można wyjmować gorące kasztany z ognia bez poparzenia rąk. Wielcy tego świata uczą się jak robić podobnie i często przynosi to korzyść obywatelom.
W końcu F-16 nie rozlatują się nad Florydą, tylko nad Polską, ale nasze pieniądze zostały w amerykańskich bankach. Może dlatego powinniśmy życzyć sobie przywódców mniej zasadniczych, a bardziej obeznanych ze sztuką handlowania?
Niestety, o naszym wesołym Donku powiedzieć tego nie można. Pozycja wybawcy narodu spod bliźniaczych rządów nie zmusza go do czegoś tak przyziemnego. Jeśli w sondażach dla "Rzeczpospolitej” na miano dżentelmena zasługuje najbardziej premier, to jak on może targować się o ustawę medialną? Ciekawe, że drugie miejsce wice dżentelmena zajął Radek od wpadek i to pomimo nazwania prezydenta chamem.
Któregoś dnia Frekwencji znudzi się jednak premier dżentelmen i zatęskni do kogoś, kto będzie umiał sprzedać swoje ustawy za atrakcyjną cenę, nie bojąc się paktowania z diabłem. Pan prezydent Kaczyński udowodnił przecież, że nie taki Napieralski straszny jak go malują.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.