Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 7 sierpnia, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH

"Proszę, zabijcie mnie"
Anna Głowacka
Aug 6, 2008
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


W sądzie w Portage La Prairie we wtorek pojawił się na godzinnej sesji 40-letni Vincent Weiguang Li, oskarżony o morderstwo drugiego stopnia i potworne, brutalne zabicie i obcięcie głowy 22-letniemu współpasażerowi w autobusie Greyhound.


Przez godzinę, na pytania sędziego Michela Chartiera, Li odpowiadał wyłącznie ruchami głowy. Jedyne co powiedział, to w odpowiedzi na pytanie sędziego, czy chce rozmawiać z adwokatem, Li potrząsnął głową i powiedział: "Please kill me". Wywołało to poruszenie na sali sądowej.

Sędzia wydał decyzję, że Li musi zostać poddany badaniom psychiatrycznym, które rozpoczną się w czwartek.

Prokurator Joyce Dalmyn ujawniła nowe dane na temat zbrodni. Jak podała policja w swoim raporcie, policjanci znaleźli w kieszeni oskarżonego plastikową torebkę, w której znajdowało się ucho, nos i część ust ofiary.

Kiedy policjanci zapytali o to samego Li, na miejscu zbrodni, odpowiedział on: "Muszę zostać w tym autobusie na zawsze".

Do tego krew mrożącego w żyłach zdarzenia doszło w środę wieczorem na drodze z Edmonton do Winnipeg, 20 kilometrów na zachód od miejscowości Portage la Prairie w Manitobie. Autobus jechał w kierunku wschodnim szosą Trans-Canada Highway.

Nie wiadomo, czym był podyktowany ten przerażający atak.

Autobusem jechało 37 pasażerów i kierowca.

Jeden z pasażerów - 21-letni Cody Olmstead z Nowej Szkocji, powiedział, że w czasie podróży palił papierosa w towarzystwie ofiary - młodego mężczyzny, który wsiadł do Greyhounda w Edmonton i jechał do domu, do Winnipeg.

Młody człowiek spał ze słuchawkami na uszach, kiedy nagle pasażerowie usłyszeli potworny krzyk. Garnet Caton, który siedział przed ofiarą, obejrzał się i zobaczył, jak inny pasażer zadaje wielkim nożem ciosy młodemu człowiekowi. Jak twierdzi, musiał pchnąć go nożem 50-60 razy.

Ktoś krzyknął, że jeden z pasażerów ma nóż i wszyscy zaczęli uciekać.

Kierowca i dwaj pasażerowie chcieli sprawdzić, co się dzieje i czy ofiara ataku żyje, więc powrócili do autobusu, ale zobaczyli, że napastnik odcina ofierze głowę. Przerwał wtedy atak i rzucił się na powracających pasażerów i kierowcę. Ci wybiegali z autobusu i zablokowali od zewnątrz drzwi, aby nie dopuścić do zranienia ich przez napastnika.

Mężczyzna próbował odjechać autobusem, ale kierowca unieruchomił pojazd.

Morderca spokojnie podszedł do drzwi autobusu i pokazał obciętą głowę.

Wszyscy twierdzą, że mężczyzna zachowywał się jak robot. Był zupełnie spokojny i opanowany i nie odzywał się do ofiary, zanim zaczął atak.

Przez kilka godzin, które napastnik spędził we wnętrzu autobusu, prowadzono z nim negocjacje. Kiedy chciał wyskoczyć z okna autobusu, został zatrzymany.

Wśród pasażerów autobusu znajdowały się także dzieci, które stały się mimowolnymi świadkami tego przerażającego zajścia.

Rzecznik firmy Greyhound Abby Wambaugh zapewniła, że firma sprawdza bezpieczeństwo w swoich autobusach.

Ofiara - Tim McLean, jest określany przez przyjaciół jako łagodny, uroczy człowiek całkowicie pozbawiony agresji. Nigdy z nikim nie wdał się w konflikt.

McLean pracował przy różnych imprezach i właśnie wracał do domu z Edmonton, aby być z rodziną. Był to spokojny i radosny młody człowiek, który spędzał dużo czasu grając w karty i grę planszową Risk. Lubił motocykle i podróże i dlatego trzy sezony letnie pracował przy różnych odjezdnych imprezach.

Li natomiast, jak się okazało, roznosił od 13 miesięcy gazety Edmonton Sun i Edmonton Journal. Jego szef opowiada, że Li wziął sobie kilka dni wolnego, aby pojechać do Winnipeg na rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy. Kiedy nie pojawił się jednak w pracy, szef zadzwonił na jego telefon komórkowy, a telefon odebrała żona.

Z rozmowy z jego żoną jednak wywnioskował, że Li musiał wyjechać z domu w jakiejś pilnej sprawie rodzinnej. Żona nie miała od niego od kilku dni żadnych wiadomości. Gdzieś zniknął.

Szef określał Li jako miłego człowieka. Niepokoił się zniknięciem swego sumiennego pracownika, który zawsze pracował dobrze i punktualnie.

Li nie odebrał czeku za lipiec.

Ujawniono także we wtorek, że dzień przed tragedią, Li znalazł się w małym miasteczku Erickson w Manitobie, gdzie, według zeznań 15-letniego chłopca, sprzedał mu swój laptop. Li chciał za niego 600 dol., ale w końcu sprzedał go za 60 dol.

Nabywca - Darren Beatty znalazł na komputerze maile pisane po chińsku i kiedy użył internetowego tłumacza, zrozumiał, że w niektórych Li pisał jak piękna jest Kanada, a w innych, że czuje się winnym, iż wyjechał z kraju.

Policja zabrała komputer jako materiał dowodowy w sprawie.

Li nie ma na razie adwokata, ale jeżeli nie wybierze sobie obrońcy, może on zostać wyznaczony z urzędu.

W związku ze śmiercią McLeana napłynęły tysiące listów i e-maili, a na portalu Facebook powstał adres "R.I.P. Tim", gdzie ciągle napływają nowe kondolencje i wyrazy żalu z całej Kanady i ze świata.

Około sto osób zebrało się w niedzielę wieczorem na schodach legislatury Manitoby w Winnipeg, aby przy świecach oddać hołd zamordowanemu brutalnie Timowi McLeanowi.

Jego młodszy brat Kendall Dedelley i starsza siostra Amanda Corrigan wspominali Tima jako osobę niezwykle życzliwą światu i radosną.

Przyjaciele i rodzina zbudowali ołtarz na odcinku Trans-Canada Highway, gdzie McLean zmarł.

Firma Greyhound zakończyła kampanię reklamowaą, w której propagowała podróże swoimi autobusami jako doświadczenia bezstresowe.

Uznano, że trwająca rok kampania nie powinna być kontynuowana, ponieważ po tragedii morderstwa w autobusie nie jest już właściwe stosowanie tego rodzaju chwytów reklamowych.


© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
Strona pierwsza Gazety
Tuż, tuż przed metą
Podróż i już w Egipcie - Projekt 9000 (cz. 3)
Pod niebo i w głąb oceanu - Projekt 9000 (cz. 2)
PROJEKT 9000 - cz.1
Ważne dla byłych internowanych!
Nowe kłopoty księdza Zaleskiego
YES WE CAN
Krew pilnie potrzebna
Komik z Quebecu nabrał Palin