Dla Lecha Wałęsy czas zatrzymał się gdzieś tak pomiędzy skokiem przez płot stoczni a pomrocznością jasną syna i dlatego nawołuje do usunięcia Lecha Kaczyńskiego z urzędu prezydenta. Niestety, czas rewolucji, nawet tej aksamitnej, minął dawno i nawet szarmancki cham, który może być prezydentem (określenie przypisywane Radkowi Sikorskiemu) jest praktycznie nieusuwalny do 23 grudnia 2010 roku do godziny 12:19. Co prawda prezydent odpowiada przed Trybunałem Stanu za naruszanie prawa (na przykład konstytucji, bądź jakiegoś przepisu ustawy - a nasz prezydent naruszać lubi), ale procedura impeachmentu jest skomplikowana i na pewno nie zakończyłaby się przed dwunastą dziewiętnaście 23 grudnia 2010 roku.
Ci wszyscy, którzy nie znoszą pana na Krakowskim Przedmieściu, muszą zagryźć zęby i wytrzymać jakoś dwa lata, chyba że Wałęsa zdobędzie się na skok przez kolejny płot, bez większych szans na sukces jednakże. Nie ta kondycja, brak podsadzających i za dużo żab. Z kondycji i braku podsadzających nie będę się tłumaczył, a co do tego ostatniego mam na myśli posłankę Szczypińską. Otóż pani Jola napisała własnoręcznie i wlasnomyślnie pismo do działaczy "Solidarności", w którym przeprasza ich za umacnianie w przekonaniu", że Lech Wałęsa jest człowiekiem honoru i idei, a także gwarantem niepodległej, demokratycznej i solidarnej Polski. Wałęsa skomentował ten list w swój uroczy sposób: "konie kują, a żaba nogę podkłada".
Lechu doskonale wie, że co prawda nie ma już sezonu ochronnego dla żab, ale odławianie także nie przynosi większych efektów, bo żaby bronią się niezwykle skutecznie. Gdy tylko dowiedziały się, że w sejmowej Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich będą zajmować się wnioskiem o uchylenie immunitetu poselskiego Zbyniowi Z. udały się gromadnie do maleńkiej salki posiedzeń komisji i skutecznie zakumkały obrady. Przewodniczący komisji mógł jedynie ogłosić, że komisja zajmie się wnioskiem na następnym posiedzeniu, czyli po wakacjach. W ten sposób Ziobro dostał jeszcze kilka tygodni na honorowe oddanie immunitetu, bo nie ma wątpliwości, że to zrobi, jak obiecywał. Tyle, że dopiero wtedy, gdy już nie będzie miał żadnego wyjścia jak ta Maryna, którą za nogi i ręce trzymało czterech zbójników: "Dam - powiedziała - ale z własnej woli daję, żebyście wiedzieli!
A w Platformie zbójów na lekarstwo i często odnosi się wrażenie, że to żaby trzymają Tuska za ręce i nogi. Dlatego PiSia składa zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez premiera, który wiedział o propozycji korupcyjnej złożonej przez prezydenta Sopotu Karnowskiego, ale prokuratorowi o tym nie doniósł. Powiedział Ćwiąkalskiemu i to on uruchomił całą procedurę, która jak na razie przełożyła się na ustąpienie z Platformy Karnowskiego i wyrzuceniu z niej Sławka Julke, ale żaby udają, że tego nie wiedzą i przy okazji stają po stronie wyrzuconego. Prawdę mówiąc, ten zacietrzewiony mały krętacz z magnetofonem też wygląda na żabę i nie zdziwiłbym się, gdyby się znalazł w PiSi, bo pasuje do tej partii jak mało kto.
A prezydent wszystkich żab wspiera inicjatywy swojego środowiska, nie ma żadnych hamulców przed układaniem się z SLD i robi to bez wstydu ratując tyłek prezesowi Urbańskiemu, wielkiej żabie z Woronicza. I tak będzie jeszcze przez dwa lata, a potem jeszcze przez kolejną kadencję i jeszcze jedną, bo ewentualne ustąpienie Kaczyńskiego ze stanowiska nic nowego nie wniesie. Co najwyżej jeden szarmancki cham zastąpi innego szarmanckego chama (prawa autorskie jak w pierwszym akapicie) i tyle. Skutecznym lekarstwem byłaby gruntowana zmiana najwyższych organów państwa i wybranie wreszcie jednego sensownego systemu, nieważne: prezydenckiego czy kanclerskiego, w którym prezydent i premier co rusz nie rzucaliby się do gardeł, a tak przecież działo się nie tylko w przypadku Kaczyńskiego i Tuska. Szorstka przyjaźń Millera i Kwaśniewskiego, dzieci tej samej partii, to nic innego jak dzisiejsza kacza wojna, tyle że prowadzona w bardziej kulturalny sposób.
To samo dotyczy partii politycznych, których radosną działalność opłacamy z budżetu. Rozsądnym wyjściem byłoby odcięcie polityków od państwowej kasy, ale kto na to pójdzie? Platforma zgłosiła projekt ustawy o zniesieniu finansowania partii, bo tak obiecała w kampanii wyborczej, ale doskonale wie, że ten wniosek nigdy nie przejdzie. Skoro koalicjant ma zamiar głosować przeciw? Taka postawa akurat nie dziwi, bo PSL ma najdłuższe doświadczenie w wysysaniu państwowej kasy. To KRUS, m. in. służy za dojną krowę dla partii Pawlaka i jak podaje "Newsweek", już ponad 4 miliony zł. wyssały z niego różne fundacje i organizacje związane z ludowcami.
Dlatego nie ma szans na zmiany i wciąż będziemy obserwować bulwersujące sceny, takie jak ta podczas mszy na pogrzebie profesora Geremka. Gdy ksiądz powiedział "przekażmy sobie znak pokoju", nasza głowa państwa przekazała go każdemu komu mogła, z wyjątkiem Lecha Wałęsy, mówiąc przy tym z pełnym przekonaniem: Pokój wam wszystkim.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.