Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 30 lipca, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




Finanse

Czas na ratunek
Piotr Figura
Jul 30, 2008
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Z parkietu giełdowego


Czasy mamy takie, że praktycznie z dnia na dzień, a czasem nawet w ciągu jednego dnia, wahania giełdy bywają tak znaczne, że to co obserwowaliśmy na przykład rano, nijak się ma do sytuacji po południu. No a do tego inwestorzy są tak zmęczeni negatywnymi wiadomościami, że nawet jeśli ta czy inna firma ogłasza, że nie tylko nie zdobyła zysku, a wrącz zanotowała straty, ale jeśli tylko te straty są znacznie mniejsze niż przewidywano, wszystko to jest w stanie pomóc akcjom giełdowym i wywindować je w górę.

Tak było na przykład dzisiaj, kiedy to czwarty największy bank w USA Wachovia ogłosił, że stracił blisko 9 miliardów dolarów, zlikwiduje blisko sześć i pół tysiąca stanowisk pracy, no i do tego zmniejszy dywidendy wypłacane inwestorom. Jeszcze przed rozpoczęciem dnia na giełdzie zanotowano spadek akcji Wachovia o ponad 10 procent, ale już w ciągu dnia, kiedy przeanalizowano te straty (tak, tak te 9 miliardów okazały się wcale nie takie najgorsze) i uznano, że likwidacja stanowisk pracy to przecież oszczędności dla firmy, akcje Wachovia poszły w górę o ponad 20 procent.

Ale najgorsze jest to, że brak zaufania do całego sektora finansowego ciąży nad rynkami. I dopóki sytuacja się nie wyjaśni i to w sposób zdecydowany, tzn. z wyraźnymi inicjatywami rządowymi, które będą w stanie sprawić, iż środowisko inwestycyjne będzie w stanie uwierzyć, że podobnemu kryzysowi, z jakim mamy do czynienia od dwóch ponad lat da się zapobiec.

I dlatego od dłuższego już czasu naciski na tych, którzy są odpowiedzialni za amerykańską politykę finansową, a co za tym idzie i gospodarkę - Bena Bernanke i Henryka Paulsona, stają się coraz bardziej zdecydowane. Mówi się nawet o tym, że powinni oni wprowadzić w Stanach Zjednoczonych takie same pod względem rozmiaru reformy bankowe, z jakimi mieliśmy do czynienia również w USA w latach trzydziestych ubiegłego stulecia, i w Szwecji blisko dwadzieścia lat temu. A pośród pomysłów jak reformy te przeprowadzić jest na przykład użycie pieniędzy amerykańskich podatników po to, aby ochronić kapitał firm takich jak Fannie Mae i Freddie Mac (jeśli jeszcze istnieje, bo firmy te w ostatnim roku straciły blisko 75% swej wartości). Mówi się również o powołaniu nowych agencji rządowych, które zajmą się przefinansowaniem pożyczek hipotecznych, które obecnie są niespłacalne (tych pożyczek jest około 1,5 tryliona dolarów), a pomysłem objęte jest również całkowite przejęcie przez rząd kulejących firm.

Wszystkie te dyskusje toczą się oczywiście w trakcie jednego z najgłębszych kryzysów amerykańskiej gospodarki, kryzysu wywołanego albo nieudolnością finansową, albo też zbyt krótkowzrocznym nastawieniem na zysk (albo i jednym i drugim), kiedy zaufanie konsumenta (jeden z ważniejszych czynników w badaniu nastrojów) jest na najniższym poziomie od rządów prezydenta Cartera, cena ropy od początku tego roku wzrosła o blisko 80 procent, zaś inflacja w coraz bardziej niebezpieczny sposób zbliża się do poziomu 4 procent.

Bo to właśnie cena ropy (mimo iż od kilku dni spada, będąc obecnie na poziomie około 127 dolarów za baryłkę) stanowi jedno ze źródeł problemu. Koszty transportu z jednej strony czynią nieopłacalne podróżowanie, z drugiej zaś zmuszają nas do bardziej dokładnego spojrzenia w portfele i zdecydowania, który z bieżących wydatków jest ważniejszy, a który możemy odłożyć na później, jeśli nie na zawsze.

I dlatego właśnie, mimo iż wyniki sprzedaży w Kanadzie za miesiąc maj nie były najgorsze (był to szósty miesiąc z rzędu o wyniku lepszym niż poprzedni), to jednak jeśli od wzrostu 0,4 procenta odejmiemy koszty związane z energią i transportem, okaże się wówczas, że wzrost ten wynosił mizerne 0,1 procenta, co jest poniżej wszelkich oczekiwań analityków finansowych, ale co również dość jasno wskazuje, że jeśli nie zwiększony popyt konsumencki na towary, to co innego może pomóc tak kanadyjskiej, jak i amerykańskiej gospodarce?


© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



Finanse
Kryzys z lat 20. może być miłym wspomnieniem
Sytuacja poważna jak nigdy dotąd
Kryzys finansowy grozi także Watykanowi
Biuro Kredytowe
Niepewność
Akcja ratunkowa światowych banków centralnych
A czas ucieka
Czarne dni na światowych giełdach
W górę czy w dół?
Jak może pomóc Credit Canada?