Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 23 lipca, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




Komentarze, opinie

Czesi naprawiają błąd. A my?
Janusz Szajna
Jul 23, 2008
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Widziane z prawej


W tym roku mija 60-ta rocznica uchwalenia przez Kongres USA Planu Marshalla. Polska, będąca wówczas (wówczas cała, a nie podzielona rozbiorami) pod nową okupacją rosyjską, niestety, zgodnie zresztą z nakazem władz zwierzchnich, tego planu nie przyjęła. Podobnie, jak i inne kraje nowego, socjalistycznego bloku. Na dobre efekty wdrażanego Planu społeczności nim objęte nie musiały długo czekać. Podobnie, jak i na złe rezultaty sojuszu zarządzanego przez Kreml, a zaistniała przepaść między blokami pogłębiała się niemalże z dnia na dzień.

Czy wtedy, na przełomie czwartej i piątej dekady zeszłego stulecia, mógł "polski" rząd postąpić inaczej? Oczywiście, że mógł, gdyby faktycznie był polski.

Podobne możliwości i jednocześnie układ uzależnienia od "wyzwoliciela" mieli wówczas Czesi i kilka innych krajów uszczęśliwionych zarządzaniem z Moskwy. Bardzo mocnego uzależnienia. Zarówno fizycznego, jak i mentalnego. To ostatnie było szczególnie niebezpieczne, bo wytworzyło trudny do usunięcia strach przed wielkim rosyjskim gryzli, a także świadomość upośledzenia ekonomicznego i syndrom biedaka, który dzisiaj jest "ubogim krewnym" Zachodu. Przy układzie wytworzonym takimi chorobami mogła fantastycznie rozwinąć się nomenklatura pieriestrojona okrągłym stołem w nomenklaturoligarchię. I jest ona chyba najgorszą pozostałością, i jednocześnie efektem nie tylko powojennego podziału na "wschód" i "zachód", ale także naszej zbiorowej zgody na ogłupienie i macerację umysłów. Dzięki wieloletniemu uszlachetnianiu naszych mózgów wołaliśmy w latach 90-tych i na samym początku nowej dekady "komuno wróć, a obecnie łatwo dajemy się podpuścić na protesty przeciwko tarczy antyrakietowej.

Osobiście byłem przekonany, że to raczej Czesi, a nie Polacy będą zwodzić i w końcu wycofają się z układu z Amerykanami, aby, podobnie jak w II Wojnie Światowej, nie narażać kraju na ewentualność zniszczeń.

I dlatego przeżywam zaskoczenie ich jednoznaczną decyzją w sprawie instalacji radaru wchodzącego w skład tarczy antyrakietowej. Bardzo wymowne jest przy tym krótkie uzasadnienie tej decyzji podane przez premiera Mirka Topolanka: "W przeszłości popełniliśmy błąd i zawiedliśmy, kiedy nie przyjęliśmy planu Marshalla. I takiego błędu nie chcemy już powtarzać."

Obawiam się, że obecny polski rząd, mający wyraźne odchyłki wschodnie, co według opinii szeregu polityków oraz historyków i publicystów wynika z trwania starych układów i zależności, będzie bardzo się ociągał z podpisaniem odpowiedniej umowy z Amerykanami, wymyślając przeróżne przeszkody i wielce mądre uzasadnienia.

Jednym z najpoważniejszych będzie straszenie całego narodu (od tego są odpowiednie media) możliwymi straszliwymi skutkami instalacji tarczy. A tak naprawdę z tarczą, a więc w układzie z USA (największą światową potęgą), stajemy się krajem i państwem, z którym liczyć się musi każde inne. Bez pozostaniemy takim samym, jak w 1939, ponad którym można zbudować odpowiedni sojusz rosyjsko-niemiecki. Nie trudno jest zauważyć, że pracują nad nim od kilku dobrych lat odpowiedni politycy i biznesmeni.

Czesi mi zaimponowali Czy pójdziemy w ich ślady, czy przed szkodą i po szkodzie pozostaniemy głupi? PS. Przestańmy stosować argument, że tarcza umieszczona w Polsce poważnie zwiększy zagrożenie różnymi atakami. Idąc tym tokiem myślowym należałoby szybko wycofać się z NATO i może szukać schronienia w objęciach dawnych towarzyszy.


Jestem za, a nawet przeciw Unii Europejskiej

Im dalej w las, tym więcej drzew - uczy jedno z przysłów. Nie inaczej jest z Unią Europejską - im bardziej w nią wchodzimy i poznajemy, tym więcej i lepiej rozumiemy cały układ, któremu musimy się podporządkować nie tylko jako państwo, ale także jako naród, a więc i pojedynczy obywatele.

Wyrażając entuzjazm wynikający z otwarcia europejskich bram większość z nas dostrzegała niemalże same dobrodziejstwa, a w każdym razie wielką ich obfitość i ślepła oraz głuchła na informacje, tudzież sygnały o różnych schodach. Szybko w kraju nastąpił podział na euroentuzjastów i eurosceptyków, pozostających w znacznej mniejszości w stosunku do tych pierwszych. "Plusy dodatnie" naszego członkostwa tak uderzały do głów fascynatów, a niektórym też mocno do portfeli, że zaczadziły zdrowy rozsądek. Znakomita część polskiego narodu, wzmacniana odpowiednią papką propagandową, uwierzyła w równe, sprawiedliwe traktowanie wszystkich członków nowego bloku i właściwe, bardzo tolerancyjne podejście do ich specyfiki kulturowej, religijnej, no i oczywiście "lokalnych" potrzeb gospodarczych. Reakcja głównych zapiewajłów europejskiego chóru pokazała po referendum w Irlandii, jak bardzo euroentuzjaści się mylili. Im wszystkim radzę sięgnąć do lektury Georga Orwella "Folwark zwierzęcy" i przeczytania jej nie z myślą o folwarku komunistycznym, ale o każdym jednym, którego wszelkie prawa i swobody są kontrolowane przez ludzi i ich grupy posiadające odpowiednie ku temu środki.

Może zobaczymy tam kilku przywódców współczesnej Europy Zachodniej, którzy w ostatnim rozdziale bratają się z knurem Napoleonem uosabiającym w powieści Stalina. Osobiście jestem za, a nawet przeciw Traktatowi Lizbońskiemu i każdemu innemu, jemu podobnemu. Byłem i jestem zwolennikiem Unii i bardzo ucieszyłem się jej powiększeniem o kilka państw europejskich, w tym o Polskę.

Będę jednak ciągle przeciw układowi, dzięki któremu staniemy się państwem i narodem w najważniejszych dla nas sprawach podporządkowanym... No właśnie, komu? Obawiam się, że głównym decydentom Sojuszu z Niemcami na czele, które przy polskiej "pieredyszce" poczyniły szereg istotnych zabiegów zapewniających im wpływy na naszą suwerenność, w czym istotne zadanie do spełnienia mają i będą miały media.

Ważną rolę decyzyjną będzie grała Francja, nasz "wieloletni, wypróbowany przyjaciel", świetnie sprawdzający się w czasie ostatniej wojny oraz dbający obecnie o dobre układy z Niemcami oraz Rosją. Kolejnym była jest i będzie Anglia, też świetnie sprawdzająca się we wrześniu 1939. Obecnie na tyle jest zainteresowana polskimi problemami, na ile Polacy mogą fizycznie wspierać brytyjską gospodarkę. Można i trzeba by po kolei przeanalizować pozostałych członków nowego europejskiego kołchozu. Jestem przekonany, że rezultatem takiego przeglądu byłoby znacznie lepsze zrozumienie decyzji Czech w sprawie tarczy i nasze, narodowe poparcie koncepcji jej instalacji w Polsce. Bądźmy świadomi, że z tarczą, a więc w sojuszu z Amerykanami, będziemy mieć również mocniejszą pozycję w Unii.


© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



Komentarze, opinie
"Licentia poetica" kontra prawda historyczna
Jedną nogą...
Kogel-mogel na końcu języka
Nasza imigrancka szansa
Też Irena
Czego najbardziej potrzebujemy?
Pomniki nie wystarczą
CZY BURZYĆ LEGENDY?
Co będzie z tą pustką?
Gdyby...