Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 23 lipca, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




LISTY OD CZYTELNIKÓW

Ludzie listy piszą (133)

Jul 23, 2008
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem



Agata Tuszyńska, pisarka i poetka, autorka wielu znakomitych książek, ostatnio "Ćwiczeń z utraty", pisze nową książkę. Poszukuje informacji o jej bohaterce - oto jej prośba do tych z Państwa, którzy być może dysponują jakimiś materiałami o Wierze Gran.


Wiera Gran - kolaborantka czy ofiara?
SZUKAM ŚWIADECTW, DOKUMENTÓW, FOTOGRAFII

Kim była Wiera Gran? Ofiarą wojny czy może ofiarą samej siebie i własnego lęku? Niesłusznie skrzywdzoną pomówieniem kobietą czy człowiekiem ratującym życie? Była niewątpliwie gwiazdą, która nigdy nie wyszła zza muru.

Najmłodsza córka Luby i Eljasza Grynbergów, Wiera, urodziła się w 1916 roku w Rosji. Jej matka prowadziła koszerną kuchnię i paliła szabasowe świecie. Wiera odmawiała mówienia w jidisz.

Miała wszystko, czego potrzeba wschodzącej gwieździe - egzotyczną urodę, piękny niski kontralt i muzykę we krwi. Była tak nieśmiała, że pierwsze piosenki śpiewała zza sceny obawiając się zetknięcia z publicznością. Podobno debiutowała mając piętnaście lat, ale nikt nie jest pewien rachunku. W połowie lat 30-tych stała się ulubienicą warszawskich nocnych lokali. Do Paradisu na Nowym Świecie przychodzono specjalnie dla niej. Do lata 1939 roku nagrała kilkadziesiąt piosenek o wszelkich barwach miłości.

Wiera Gran przekroczyła bramę warszawskiego getta w kwietniu 1941. Podzieliła los żydowskich mieszkańców miasta. Wkrótce rozpoczęła pracę w popularnej kawiarni Sztuka na Lesznie. W części miasta wydzielonej murem śpiewała po polsku piosenki z czasu beztroski. Akompaniował jej Władysław Szpilman. Szlagierem getta stała się jego piosenka ze słowami Władysława Szlengla "Walc Casanova".

Spędziła w dzielnicy zamkniętej okres od wiosny 1941 do lata 1942. Całe jej dalsze życie było konsekwencją tych kilkunastu miesięcy.

Kolejne dramatyczne lata przeżyła na aryjskich papierach pod opieką swego męża Polaka. Straciła matkę i siostry, straciła dziecko. Przeżyła.

Po wojnie została oskarżona o współpracę z gestapo lub – zarzuty formułowano różnie – o utrzymywanie stosunków z osobami współpracującymi z gestapo, głównie niechlubną "trzynastką". Aresztowano ją na krótko w maju 1945 roku.

Prokuratura Sądu Specjalnego umorzyła dochodzenie 26 listopada 1945 roku "wobec braku cech przestępstwa". Sąd koleżeński ZASP-u i Związku Zawodowego Muzyków stwierdził w kwietniu 1946, że Wiera Gran "nie uchybiła w niczym honorowi Polki", wobec czego posiada pełne prawo do wykonywania zawodu. Po półtora roku przesłuchań świadków, w styczniu 1949 Sąd Obywatelski przy Centralnym Komitecie Żydów Polskich ogłosił wyrok uniewinniający. Nie udowodniono stawianych pieśniarce zarzutów.

Plotki i pomówienia nie ucichły jednak.

W 1950 roku Wiera Gran wyemigrowała do Izraela.

Kim byli jej oskarżyciele i jakie mieli dowody jej "przestępstwa"? Czy sami nie byli uwikłani w pułapki procesu "przeżycia"? Jaka płacono cenę za ocalenie? Komu wolno sądzić ocalałych?

Trzy kolejne sądy oczyściły Wierę Gran ze stawianych jej zarzutów. A mimo to piętno "kolaborantki" i "gestapowskiej kurwy" ścigało ją przez całe życie. Tak w Izraelu, jak później w Wenezueli i we Francji, gdzie osiadła na stale. Na ile na nie zasłużyła? Co naprawdę stało się w getcie, w kawiarni Sztuka, w relacji z Władysławem Szpilmanem i Jonasem Turkowem, jednym z autorów oskarżenia?

W latach 60-tych i 70-tych Wiera Gran zarabiała na życie śpiewaniem w paryskich kabaretach. Wojenna historia, jej echa i cienie pochłaniały ją i obezwładniały coraz bardziej. W 1980 roku wydała własnym sumptem książkę zatytułowaną "Sztafeta oszczerców". Opowiada w niej dramatyczne dzieje walki z pomówieniami i zaszczuciem, jakich doznawała przez lata. Odebrali mi głos do śpiewu - powtarzała - nie odbiorą do krzyku.

Czuła się pogrzebana za życia.

Zmarła w Paryżu 19 listopada 2007 roku.

Agata Tuszyńska
PROSZĘ O KONTAKT: agatusz@yahoo.com albo na adres redakcji.

•••

Szanowna Redakcjo,

Mieszkam w Polsce. Od pewnego czasu jestem internetową czytelniczką Waszej Gazety i zwróciło moją uwagę, że Gazeta
przybliża Ojczyznę rodakom w Kanadzie. Przybliża jej kulturę, bieżące wydarzenia i dba o jej dobre imię. Z niektórych publikacji zauważyłam też, że Gazeta podchodzi otwarcie i uczciwie do zagadnień stosunków polsko-żydowskich.

Jako że nie jest mi obojętne jak Polska i Polacy są postrzegani za granicą, chciałam zwrócić Waszą uwagę na pewien wstydliwy aspekt, jakim jest antysemityzm, którego podobno w Polsce nie ma.

Jestem uczestniczką polskich forów internetowych, na których piszą różni ukryci za "nickami" ludzie. Pozwalają sobie na teksty, co do których nie ma wątpliwości, że są najgorszą, najbardziej prymitywną odmianą antysemityzmu. Zacytuję wypowiedź jednej z forumowiczek po jej niedawnej wizycie w muzeum obozu w Auschwitz:

"Nie ośmieszaj się, wasi ziomkowie mordowali własne matki i siostry licząc na własne zas..ne życie"
"wyście zabijali i palili w krematoriach, wiesz szli bo było więcej kromek chleba"
(zachowałam oryginalną pisownię)

Myślę, że to wystarczy, żeby pokazać jak wielka może być nienawiść i pogarda dla ofiar tego obozu. To nie jedyna tego typu wypowiedź tej pani. Nie tylko zresztą ona tak pisze.

Wystarczy wejść na polskie fora internetowe, żeby bez trudu znaleźć teksty obraźliwe pod adresem Żydów. Oto jeszcze coś z "twórczości" innej osoby z tego samego otwartego i powszechnie dostępnego forum:
"Ci złodzieje nie powinni mieć żadnych praw. Znasz powiedzenie dobry Zyd to m...y Zyd? i tak powinno być"
"Polska dla Polaków precz z Żydami jak nakazał Hitler"

W imię opacznie rozumianej wolności słowa, niektórym wydaje się, że mogą wytaczać najcięższe działa nie licząc się z tym, że może to być krzywdzące i podłe.

Sama nie jestem tego pochodzenia, jednak nie mogę zostać obojętna na tego rodzaju zjawisko szerzenia chorej nienawiści.

Czytając tego typu teksty czuję jako Polka wstyd i zażenowanie, nie mówiąc o tym, że nie przynoszą one bynajmniej chluby moim rodakom. Chciałabym, żeby więcej ludzi widziało, że nie wszyscy Polacy są tak podli.

Z poważaniem,
K. M.
Wodzisław Śl.
Polska
Proszę o zachowanie mojego imienia i nazwiska do wiadomości redakcji.

Szanowna Pani,

Nie uczestniczę w tych otwartych forach, bo poziom wypowiedzi pojawiających się na nich jest często tak kompromitujący i poglądy, jakie niektórzy wyrażają, są po prostu żenujące. Anonimowość wydaje się odblokowywać wszelkie hamulce. Czasami aż trudno uwierzyć, z jaką straszną nienawiścią w sercach żyją ci ludzie. Musi to być bardzo smutne życie, kiedy tak się widzi świat.

Wiem, że nie wszyscy Polacy są antysemitami, ale ma Pani rację, trudno zaprzeczyć istnieniu antysemityzmu, czytając takie wypowiedzi, a, jak wiem od wielu innych obserwatorów forów, jest takich wypowiedzi bardzo wiele.

Niestety, teksty publikowane w niektórych tutejszych polonijnych czasopismach są często podobne w swojej wymowie. I to jest naprawdę straszne.

Myślę, że na forach powinno być wymagane ujawnianie swojej tożsamości.

Pozdrawiam i dziękuję w imieniu Redakcji za miłe słowa.

Małgorzata P. Bonikowska

•••

Droga redakcjo,

Piszę w sprawie dr. Morgentalera i sprawy jego Orderu Kanady, a raczej tego, co sobą reprezentuje ten człowiek. Widziałam niedawno film biograficzny na CBC, ukazujący jego historię i boje, jakie staczał walcząc - no właśnie o co? O prawo jednostki do podejmowania decyzji, które bierze ona na swoje własne sumienie. Każdy powinien obejrzeć ten film - wcale nie gloryfikuje on Morgentalera, ale jednocześnie wyraźnie wskazuje na to, że cokolwiek nie będzie stanowiło prawo, jak teraz na przykład w Polsce, kobiety i tak będą dokonywały aborcji. Teraz mogą po prostu łatwo wyjechać do innego kraju, gdzie zabiegi te są legalne. Wtedy, tyle lat temu, nie było to takie proste - stąd wiele tragedii po zabiegach wykonanych w strasznych warunkach, metodami aż trudnymi do opowiedzenia.

Nie jestem wcale zwolenniczką aborcji - uważam, że jest to ostateczność, do której nie powinno musieć dochodzić. Oczywistą metodą, aby nie dochodziło jest antykoncepcja. Ale i tego zabrania nasz Kościół! Metody tzw. naturalne nie działają i stąd masa dramatów. Większość rozsądnych kobiet i tak zażywa pigułkę czy stosuje inne metody antykoncepcyjne, bo przecież nie można się rozmnażać bez kontroli!

Nie sądzę, aby i dr Morgentaler był entuzjastą przerywania ciąży. Ale to co innego niż pomagać tym, które w innych okolicznościach ryzykowałyby życiem, oddając się w ręce niekompetentnych osób, wykonujących te zabiegi gdzieś w domach, po kryjomu.

Pozdrawiam,
Irena Lewandowska

•••

Droga Redakcjo!

Piszę ten list w związku z ukazaniem się na rynku wydawniczym książki "Powojenne wiatry" pana B.W. Makowskiego. Jest to kontynuacja losów Janka Fabora, który był bohaterem poprzedniej książki "Wyrwani z korzeniami". Janek to nie kto inny tylko autor książki, który opisuje swoje losy od rozpoczęcia wojny, przez zsyłkę na Sybir, udział w szlaku bojowym Armii gen. Andersa aż do zakończenia wojny.

"Powojenne wiatry" jest następnym w sumie tragicznym etapem ludzi, którzy przeżywają rozterki co dalej zrobić ze swoim życiem. Powrót do Polski w ich sytuacji jest raczej ryzykowny ze względu na represje władz komunistycznych, a pozostanie na Zachodzie też nie jest łatwe. W miejscach swojego pobytu są traktowani bardzo źle i najchętniej by się ich pozbyto. W tej sytuacji część z nich zdecydowała się na wyjazd do Kanady i podpisanie kontraktu na 2-letnią pracę na farmach. Już na ziemi kanadyjskiej wielu z nich ciężko tego żałowało, bo praca po kilkanaście godzin dziennie przy złym wyżywieniu i zakwaterowaniu była ponad ich siły. Prości farmerzy traktowali ich bez mała jak niewolników. Często zdarzały się wypadki pobić, a na pomoc agencji rządowych raczej nie mogli liczyć. Pomimo tak ciężkiej pracy bez mała głodowali, zarabiali dosłownie grosze. Wyjścia jednak nie było, bo zerwanie kontraktu wiązało się z deportacją lub innymi szykanami.

Książka pana B.W. Makowskiego bardzo dokładnie przedstawia ich losy w sposób bardzo ciekawy, a potraktowanie niektórych wydarzeń w kategorii czarnego humoru dodaje książce uroku i czyni ją bardzo ciekawą. Ponadto książka przedstawia obraz Kanady, tamtego okresu, wygląd miast, wiosek, dalekiej północy, pracę na farmach, w kopalniach złota czy fabrykach. Praktycznie nikt z nas nowej emigracji nie zna Kanady z tamtego okresu ani losów żołnierzy, którzy po trudach wojny musieli mierzyć się z nową rzeczywistością. Bardzo gorąco polecam czytelnikom "Gazety" tę książkę i jestem pewny, że czasu poświęconego na jej przeczytanie nikt nie będzie żałował.

Z poważaniem
K. Kierzkowski

My także polecamy, znając dobre pióro pana Makowskiego z obu wersji językowych jego poprzedniej książki.

Redakcja

•••

POLONIO, OBUDZ SIĘ - TO JESZCZE NIE KONIEC (JAKBY SOBIE NIEKTORZY ZYCZYLI) BEZPRAWNEGO "ZAGOSPODAROWANIA" NASZYCH-CZŁONKOWSKICH PIENIĘDZY W CREDIT UNION.

Jeżeli Państwo choć trochę interesują się własnymi pieniędzmi oraz sprawa nielegalnie "rozpuszczonych" członkowskich pieniędzy w CU, to zapraszamy do sali sądowej przy 330 University Av.- 9. piętro, we wtorek dnia 6 sierpnia o godz. 10.00. Nr sprawy: 02-038/08 Pol-Can Bank Trust. Warto przyjść, aby dowiedzieć się jak tym razem zareaguje sąd na przedstawione sprawozdania finansowego naszych Kuratorów (Trustees) za okres od 1 stycznia 2004 do 31 grudnia 2007.

Tym razem nasi Kuratorzy, opiekujący się naszymi pieniędzmi (i inwestujący je!) są tak wspaniali, że nawet nie żądają zapłaty za swoją pracę (czego żądali w poprzednim wystąpieniu do sądu). Po prostu resztkę, która została na koncie, wypłacili sobie w różny sposób - nazywając to w sposób, jaki był dla nich najwygodniejszy. Wszystko można było przeczytać w udostępnionym w Credit Union sprawozdaniu przygotowanym przez Trust.

Powtarzamy tę wiadomość, bo wierzymy, że więcej ludzi pojawi się w sądzie, co będzie dowodem dla sądu, że dbamy o własne sprawy. Tylko tak możemy pokazać, ze naszych spraw nie pozostawiamy w rękach osób lekceważących nasze prawa.
Domagamy się solidnego rozliczenia odpowiedzialnych osób.

Leszek Kociuba

© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



LISTY OD CZYTELNIKÓW
Ludzie listy piszą (184)
Ludzie listy piszą (181)
Ludzie listy piszą (178)
Ludzie listy piszą (162)
Listy do redakcji
Ludzie listy piszą (166)
Ludzie listy piszą (164)
Ludzie listy piszą (160)
Ludzie listy piszą (151)
Ludzie listy piszą (151)