Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 16 lipca, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




Finanse

Czego się teraz bać?
Piotr Figura
Jul 16, 2008
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Z parkietów giełdowych


Jeszcze do niedawna przyzwyczajeni byliśmy, że po krótkim okresie na początku roku, kiedy to giełda torontońska przeżywała okres "wzlotów i upadków", na ogół większość dni kończyła się w kolorze zielonym, czyli pozytywnymi notowaniami. Działo się tak głównie za sprawą coraz wyższych cen surowców naturalnych, a zwłaszcza ropy naftowej. Bo sam fakt, iż od początku roku jej cena podniosła się o około 50 procent wpłynął na to, iż to właśnie Toronto było rynkiem, który miał pozytywne wyniki, w pewnym okresie jako jedyny z krajów G-8 (najbardziej uprzemysłowione kraje świata).

Wydawało się wręcz, że amerykański kryzys i spowolnienie gospodarki światowej nie mogą w jakikolwiek sposób, a przynajmniej w znaczący sposób, odbić się na tym, co dzieje się przy Bay Street.

Wszystko wyglądało o tyle dobrze, że prognozy co do cen ropy prześcigały się nie tyle w przewidywaniach co do tego czy pójdzie ona w górę czy też nie, ale praktycznie do tego jaki poziom osiągnie i jak szybko to się stanie.

Ale jak zwykle bywa w takich przypadkach, coraz częściej pojawiać zaczęły się dni, kiedy pomimo osiąganych przez ropę rekordowych cen, giełda albo zachowywała się bez zmian, albo wręcz spadała w negatywne terytoria. I zaczęto podejrzewać, że giełda torontońska, jeśli nie osiągnęła swego szczytu możliwości na ten rok, to przynajmniej mamy do czynienia z dość poważną jej zadyszką. Po prostu inwestorzy obawiają się tak bardzo tego co dzieje się w gospodarce nie tylko kanadyjskiej, czy amerykańskiej, ale i światowej, że nawet najbardziej pozytywne wiadomości jak choćby osiągnięcie przez ropę kolejnych rekordowych poziomów nie jest w stanie spowodować entuzjazmu wśród kupujących akcje.

I te obawy znalazły swoje potwierdzenie w ubiegłym tygodniu, kiedy to zanotowano spadki o blisko 300 punktów, a w ciągu dnia wyniki były jeszcze gorsze. I teraz na dodatek cena ropy, po uspokojeniu się sytuacji na Bliskim Wschodzie, wprowadziła dodatkowe zamieszanie (mimo iż jeszcze do niedawna niemożliwym wydawało się, że będziemy mówić, iż ropa kosztuje "tylko" $135 za baryłkę), bo spadek wartości sektora energetycznego oznaczać może, iż rok 2008 będzie kolejnym negatywnym rokiem w Toronto.

Sytuacja jest na tyle poważna, że nawet najbardziej optymistycznie nastawieni ekonomiści zmieniają, i to w sposób dość radykalny, swoje prognozy nie tylko wobec tego, ale i przyszłego roku.

Jeden z nich, który jeszcze nie tak dawno temu przewidywał, iż Bay Street zakończy obecny rok na poziomie co najmniej 15,200, w poniedziałek stwierdził, iż jest to raczej mało prawdopodobne, czy też nawet nierealne i uznał, iż jeśli 2008 zakończy się na poziomie 14,300 to i tak powinniśmy się cieszyć. Podobnie rzecz ma się z prognozami na rok 2009, gdzie przewiduje się poziom 15,250 (poprzednio 16,200). A wszystko to mimo w dalszym ciągu wzrastających cen ropy (ekonomista ten uważa, iż obecna sytuacja to krótka przerwa przed skokiem cen do poziomu $150 za baryłkę).

Powodem tego, że prognozy rynkowo-ekonomiczne są w coraz ciemniejszych kolorach jest groźba stagflacji, kiedy to mamy do czynienia z coraz wyższą inflacją, która w połączeniu z ekonomiczną stagnacją przynosi ryzyko recesji i niepewności na rynkach zatrudnienia.

O tym, że ze wzrostem ekonomicznym w bieżącym roku będziemy mieć kłopoty przekonaliśmy się już po ogłoszeniu wyników za pierwszy kwartał. Po raz pierwszy od 2003 roku zanotowaliśmy wzrost gospodarczy, który okazał się raczej kontrakcją (-0,3 procenta to być może niewiele, ale sygnalizować może niebezpieczny początek trendu).

Problem inflacji to wydarzenie ostatniego miesiąca czy dwóch. Bo to właśnie na skutek wysokich cen ropy okazało się, że inflacja podnosi się bardzo niebezpiecznie, co oznaczać może, że już w bardzo niedługim czasie Bank of Canada zmuszony będzie podnieść poziom stóp procentowych.

W sondażu przeprowadzonym pośród stu czołowych kanadyjskich biznesów, po raz pierwszy od wielu lat dominuje przekonanie, że poziom inflacji będzie znacznie wyższy aniżeli ten, jaki przewiduje bank centralny.

Jeśli do tego dodamy zaufanie konsumenta, które jest na najniższym poziomie od połowy lat dziewięćdziesiątych, sytuacja nie wygląda najlepiej.

© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



Finanse
Kryzys z lat 20. może być miłym wspomnieniem
Sytuacja poważna jak nigdy dotąd
Kryzys finansowy grozi także Watykanowi
Biuro Kredytowe
Niepewność
Akcja ratunkowa światowych banków centralnych
A czas ucieka
Czarne dni na światowych giełdach
W górę czy w dół?
Jak może pomóc Credit Canada?