Nasz wesoły Donek ma wielkie szczęście, bo gdy tylko znajdzie się w kłopotach zawsze pomoże mu pan prezydent lub ktoś z jego najbliższego otoczenia. Tym razem podziękowania należą się niezastąpionej najlepszej europejskiej tancerce Ani Fotydze.
Od początku negocjacji z Amerykanami w sprawie tarczy antyrakietowej było jasne, że strona polska skazana jest na klęskę. Tylko w Biblii Dawid wygrywa z Goliatem, a nasz Donek to nie Dawid, Żydem nie jest i z procy nie wystrzeli. Owszem, stroszy piórka i pokazuje pazurki, ale doskonale wie, że nie uzyska niczego więcej oprócz tego co mu zechce rzucić Goliat w charakterze ochłapu. A ten olbrzym na glinianych nogach słabnącego dolara rzuca ochłapy tylko tym, których lubi, a Polaków lubi wyłącznie na frontach, zniósł nam wizy do Iraku i Afganistanu, ale nie do Ameryki.
W krajach wojny Polacy są przyjaciółmi, ale poza tamtymi granicami - już nie. Barack Obama planując podróż do sojuszników Ameryki nawet nie pomyślał o Polsce. Po gigantycznych kontraktach dla polskich firm i równie imponującym offsecie pozostały tylko niespełnione marzenia i rozlatujące się F-16. Premier doskonale wie, że czegoś podobnego może również spodziewać się po naszej zgodzie na tarczę. A zgodę dać trzeba, tylko jak tu przedstawić opinii publicznej mizerny rezultat rozmów?
I wtedy z nieba spada na amerykańską ziemię Ania Fotyga. Wesoły Donek natychmiast oświadcza, że "porozumienie byłoby łatwiejsze, gdyby nie eskapada pani minister Fotygi" i rozkłada rączki. Najpierw je umył, rzecz jasna, i wytarł ściereczką, żeby były gotowe na 10 lipca do podpisania umowy z Condoleezzą Rice.
Lucky Donek - z czystym sumieniem można tak nazywać naszego premiera, bo dzięki naszym dwóm wielkim małym braciom rząd Tuska jest kochany pomimo samych porażek. Dlatego proponowane są tematy zastępcze, jak chociażby aborcja czy lustracja, i karmi się nimi społeczeństwo do przesytu z braku lepszych potraw. Pomimo słynnego "idźcie do diabła" Lecha Wałęsy, któremu już znudziło się warczenie na ekranach wszystkich stacji telewizyjnych, politycy PiSi coraz głośniej domagają się wznowienia procesu lustracyjnego byłego prezydenta. Przewodzi im Michał Kamiński, człowiek aktualnego prezydenta, a aktualny premier znów rozkłada ręce i puszcza oko do Frekwencji - Wicie, rozumicie... robiłbym autostrady gdybym miał możliwości, ale... mam ten pasztet z lustracją.
I któż nie zrozumie biednego premiera? Gdy przestała funkcjonować komisja weryfikacyjna WSI Jana Olszewskiego, Służby Kontrwywiadu Wojskowego długo nie mogły odebrać papierów, bo śpiący Jasio nie chciał ich oddać. W końcu jakoś dokumenty wywieźli do swojej siedziby z tajnej kancelarii w BBW, ale bez dwustu kwitów, których Olszewski nie wydał. Mimo to wrzeszczy na cały kraj, że mu odebrano zabawki i z bekiem pobiegł do prokuratury! A premier rozkłada ręce - miałem zrobić porządek ze służbą zdrowia, ale... muszę zajmować się czymś takim!
Do tego wszystkiego brat Jarosław, goszcząc w Sosnowcu i Będzinie, oświadczył, że "Prawo i Sprawiedliwość wspierało i będzie wspierać Kościół katolicki we wszystkich kwestiach, w których może on uzyskać poparcie ze strony państwa". Nie ma wątpliwości co do czasu przeszłego, a biorąc pod uwagę ostatnie vota dziękczynne za wygranie wyborów uzupełniających do Senatu na Podkarpaciu - czas przyszły jest również użyty prawidłowo jak najbardziej. W końcu chodzi tu o 23,6 mln. euro, które PiSowski marszałek województwa podkarpackiego przeznaczył bez konkursu na renowację klasztoru i ogrodów Ojców Bernardynów oraz budowę Instytutu Teologiczno-Pastoralnego przy Wyższym Seminarium Duchownym w Rzeszowie za środki unijne.
A premier rozkłada ręce - Wicie, rozumicie, można by za to zrobić Internet dla wsi, ale... sami widzicie. A jak nie widzicie? Jak "nie widzicie" Platforma też wspiera i będzie wspierać Kościół katolicki we wszystkich kwestiach, w których może on uzyskać poparcie ze strony państwa.
Co złego to Kaczory - taką wizję Polski zaszczepiono już wszystkim światowym politykom. To dlatego prezydent Sarkozy będzie naciskał na Lecha Kaczyńskiego. A na kogo ma naciskać? Swoją drogą kaczy upór, żeby nie ratyfikować traktatu europejskiego jest coraz bardziej niezrozumiały dla większości Polaków i nawet zdaniem polityków lewicy prezydent zachowuje się nieuczciwie.
Kłamał, bo zapowiedział że nasz kraj będzie jednym z pierwszych, który dokona aktu ratyfikacji, a teraz ten akt stał się dla niego "bezprzedmiotowy". Taka postawa nie przysparza prezydentowi popularności, jego notowania spadają i nie ma dnia, żeby ktoś nowy nie odmówił przyjęcia jakiegoś odznaczenia państwowego z jego rąk. Ostatnio działacz Studenckiego Komitetu Solidarności Jacek Rakowiecki wzgardził Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
A wesoły Donek stoi z rozłożonymi rękoma i cieszy się nieustającą sympatią społeczeństwa. Polacy to nieuleczalni romantycy, kochają biedaków z rozłożonymi rękoma i dlatego premier nie składa ich nigdy, najwyżej do modlitwy, gdy dziękuje Bogu za takiego wspaniałego prezydenta.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.