Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 11 lipca, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




Komentarze, opinie

Unia (i nie tylko) szantażem stoi
Janusz Szajna
Jul 11, 2008
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Widziane z prawej


Nie jest trudno zauważyć, że polityk nie ma twarzy, napisałem przed kilkunastoma laty bawiąc się fraszkami tworzonymi z i bez okazji dla potrzeb głównie "szuflady", do której obecnie sięgnąłem w poszukiwaniu niektórych starych zapisków. Nie jest tych skarbów wiele, bo jakoś pasji i konsekwencji kolekcjonerskiej mi brakowało, ale niektóre są dosyć ciekawe. Szczególnie w ich zestawieniu z teraźniejszością i dla przewidywania przyszłości.

Przy tej okazji znalazłem w kilku miejscach zapisane uwagi, które można ująć w jedną znaną mądrość: Zwycięzców się nie sądzi. W rozwinięciu tej myśli nie sposób nie dopisać: I dlatego mogą oni pozwalać sobie na prywatę i działania zgodne z ich moralnością i etyką, którą - przy użyciu odpowiedniej retoryki i propagandy - przyjmują, a także wprowadzają jako oczywistą, niepodważalną i obowiązującą. "Chcieliście być częścią Wielkiej, Wspaniałej, Demokratycznej Europy" - daje się wyraźnie słyszeć od Zachodu - "to teraz morda w kubeł z waszymi pomysłami, oczekiwaniami i uwagami. Przyjmujcie, co wam proponujemy, podpisujcie i bierzcie się do roboty, by nasz wielki eurobiznes nie zaznał zastoju. A jeśli się wam nie podoba, to skreślimy was z listy członków eurokołchozu i znowu wpadniecie pod kuratelę Waniuszy, pierestrojonego nieco i podpicowanego na neoliberała, ale z duszą starego znajomego. Wasz wybór! My długo nie będziemy czekać. Nie chcecie postępować zgodnie z naszymi planami i wytycznymi, to wynoście się z tej piaskownicy. Zabawki sami sobie odbierzemy, z procentami zresztą, należnymi za ich używanie". Zdaje się, że nie przewidzieliśmy wielu scenariuszy dobrodziejstwa członkostwa w Unii.

Trudno się dziwić. Wszak występowaliśmy w roli ubogiego krewnego oczekującego unijnych świecidełek, a za to słabo dostrzegającego i doceniającego własne wnoszone walory. W dodatku wielu naszych polityków w przynależności widziało przede wszystkim własne, prywatne korzyści możliwe do zyskania i pomnażania. Nie za darmo oczywiście, i nie tylko za samą obecność, ale także, albo przede wszystkim, za podnoszenie rąk we właściwym czasie, za akceptację "unijnej" polityki, za solidarność z unijnymi watażkami i pomoc w ustawianiu tych, którym mógłby zaświtać w głowach jakiś sprzeciw.

Widzieliśmy możliwość "brania" z Unii, ale jakoś bez zrozumienia konieczności spłacania oraz konsekwencji różnych zobowiązań. Tych z naszej strony. Nie doceniliśmy, a więc i nie wyceniliśmy dobrze siebie, a za to przeceniliśmy unijnych sojuszników.

W szczególności ich łaskawość i dobre wielkie serca dla Polski. Bardzo głośne NIE Irlandii dla Traktatu, a szczególnie reakcja znakomitej większości państw członkowskich na tę irlandzką woltę powinna dać dużo do myślenia. A już na pewno nie tylko tego skupionego na krytyce i propagandowej wojnie z Irlandczykami, ale przede wszystkim nad faktycznymi powodami braku akceptacji, to po pierwsze, a po drugie, ilu tak naprawdę obywateli pozostałych krajów zaakceptowałoby Traktat, gdyby obecnie dać im możliwość wypowiedzenia się o tym w referendum. Byle bez szantażu i zastraszania.

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na metamorfozę wielu polskich polityków (łącznie z premierem Tuskiem), którzy przed paru zaledwie laty byli eurosceptykami lub nawet bardzo zdecydowanymi przeciwnikami członkostwa w Unii. Zdaję sobie sprawę, że ludzie mają prawo do zmiany zdania. Niektórzy czynią to dosyć często. Szczególnie wtedy, gdy coś lub ktoś im w tym pomoże odpowiednimi korzyściami. Wtedy z zagorzałych przeciwników stają się niezmiernie walecznymi zwolennikami, chętnie używającymi każdej broni z szantażem włącznie.

A propos zwycięzców. Adolf Hitler powiedział: Zwycięzcy nikt nie będzie się pytał, czy mówił prawdę.


Gdzie będzie eurokreml?

Jeśli wierzyć polskim mediom, do czego jakoś ciągle nie mam przekonania mając w uszach "Prasa kłamie!, Prasa kłamie!", wszystkie kraje unijne (czytaj: Narody tych krajów) z wyjątkiem Irlandii i Czech (przynajmniej częściowo - Prezydent) bardzo ostro skrytykowały naszego prezydenta Lecha Kaczyńskiego za jego wypowiedź w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Prezydent powiedział, że "podpisanie Traktatu po fiasku referendum w Irlandii jest bezprzedmiotowe".

Ta opinia wywołała histerię wśród zwolenników Unii i serię ataków pod adresem jej autora. W całej akcji prym w furii wiodą Niemcy, co - według mnie - powinno wywołać pytanie: Dlaczego właśnie oni? Odpowiedź jest bardzo łatwo znaleźć śledząc (może potrzeba przeanalizować raz jeszcze) wszystkie działania RFN na rzecz europejskiego sojuszu i jego układu z wielką Rosją. Przy takiej analizie zobaczymy, że irlandzkie referendum uderzyło przede wszystkim w wielki plan głównie niemieckiego podporządkowania "eurokremlowi" z faktyczną centralą w Berlinie (to bardziej w centrum Europy niż Bruksela i Moskwa) i ponownie nakazuje zwrócić uwagę na innych członków, bez ich lekceważenia, lecz przy traktowaniu zgodnym z dotychczasowymi ustaleniami unijnymi. Obecna histeria unijna, szczególnie niemiecka, powinna uzmysłowić wszystkim członkom, z pojedynczymi obywatelami poszczególnych narodów włącznie, do jakiej demokracji w UE dążą jej główni liderzy. Czyż niewystarczająco wyraźnie dowiedzieliśmy się, że ma to być demokracja podyktowana przez najsilniejszych, przy której będziemy mieli do powiedzenia tylko yes, yes, yes?

A swoją drogą Kaczyński ma rację, że w obecnej sytuacji nie ma sensu jakakolwiek ratyfikacja. Jeśli Unia podtrzymuje dotychczasowe zasady, to na wprowadzenie Traktatu potrzebna jest zgoda wszystkich członków, a więc Irlandii również.

W zaistniałych okolicznościach pozostałe kraje sojuszu mają do wyboru: albo przekonać Irlandczyków do zgody na Traktat, albo jego zmianę, albo usunięcie Irlandii z Unii. Krytykowanie prezydenta Kaczyńskiego, tudzież słanie pod jego oraz Polski adresem jakichś pogróżek i szantażu raczej nie może zbyt dobrze świadczyć o autorach takich akcji. Myślę też, że przy okazji tego kryzysu unijnego warto raz jeszcze zastanowić się nad "plusami ujemnymi" naszego członkostwa.



© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



Komentarze, opinie
Dziękujmy, bo jest za co
Jak zdążyć na czas?
"Licentia poetica" kontra prawda historyczna
Jedną nogą...
Kogel-mogel na końcu języka
Nasza imigrancka szansa
Też Irena
Czego najbardziej potrzebujemy?
Pomniki nie wystarczą
CZY BURZYĆ LEGENDY?