Kto mógł przewidzieć, że otoczony powszechną rewerencją najwyższy honor cywilny przyznawany w Kanadzie - Order of Canada - tak bardzo podzieli kanadyjskie społeczeństwo. Od 1 lipca - Canada Day - aż wrze, od Atlantyku do Pacyfiku. Gubernator Generalna Kanady Michaele Jean ogłosiła, że jednym z laureatów tego niezwykle prestiżowego odznaczenia będzie doktor Henry Morgentaler, postać niewątpliwie niezwykle kontrowersyjna, symbol ruchu proaborcyjnego, człowiek, który odegrał decydującą rolę w doprowadzeniu do zmiany prawa w Kanadzie i do legalizacji aborcji na mocy orzeczenia Sądu Najwyższego Kanady w roku 1988.
Sprawa ta ma wiele aspektów.
Działalność dr. Morgentalera, który mimo prześladowań i wielokrotnego stawiania go przed sądem (ani razu jednak ława przysięgłych nie uznała go winnym), a nawet kary więzienia w Quebecu, wykonywał nielegalne wówczas aborcje, doprowadziła do zmiany w prawodawstwie kanadyjskim. Aborcja została uznana za sprawę, o której nie może decydować państwo, gdyż jest to sprzeczne z konstytucją. W Kanadzie decyzję o aborcji pozostawia się jednostce, z większość przypadków kobiecie. To ona bierze na swoje sumienie ciężar takiego wyboru, mającego, zdaniem legislatorópw, charakter moralny.
Oczywiste są argumenty drugiej strony - chęć chronienia życia od samego jego zarania - chęć, uważaną przez wielu ludzi za obowiązek. Trudno dziwić się, że takie stanowisko przyjmują kościoły i wyznawcy wielu religii. To zgodne z ich najbardziej podstawowymi pryncypiami.
Te dwie postawy nie dadzą się pogodzić. Z punktu widzenia państwa, które w Kanadzie oddzielone jest konstytucyjnie od Kościoła, a raczej powinno się powiedzieć - od Kościołów czy wyznań, bo przecież jest ich tu bardzo wiele, nie można mieszać prawa obowiązującego w sferze cywilnej z prawami mającymi podstawy religijne. Zezwolenie na aborcję pozostawia każdej kobiecie, która jest religijna prawo do nieskorzystania z tego prawa, ze względu na przekonania i nauki, jakie jej zostały przekazane przez Kościół, którego jest członkiem.
Problem polega na tym, że niezależnie od wyznawanej religii, kobiety poddają się aborcji. To zresztą był jedyny argument dr. Morgentalera - na kolejne procesy w sądzie, a potem na te najważniejsze, decydujące przesłuchania w Sądzie Najwyższym, dr Morgentaler, przez wiele lat lekarz rodzinny, przyniósł zdjęcia kobiet, które, nie mogąc poddać się aborcji w warunkach szpitalnych, wykonywały zabiegi u różnego rodzaju szarlatanów, a czasem nawet wręcz same, narażając się na okaleczenia, a nierzadko na śmierć. Te przerażające fotografie, poparte równie przerażającymi danymi statystycznymi, pokazującymi skalę problemu, skłoniły go do tego, by domagać się ochrony zdrowia i bezpieczeństwa takich kobiet.
I to w zasadzie tyle. To trochę tak jak z działającym w Kolumbii Brytyjskiej ośrodkiem Insite, gdzie narkomani mogą w sterylnych warunkach, mając o wyciągnięcie ręki pielęgniarkę, wstrzyknąć sobie "działkę". Ten ośrodek szokuje wielu ludzi. Uważają go oni za wyraz przyzwolenia na narkomanię. Ale jego zwolennicy i organizatorzy patrzą na to zupełnie inaczej - narkomani i tak będą zażywać narkotyków, bo są uzależnieni i zdesperowani. Zrobią cokolwiek, byle tylko wstrzyknąć sobie kolejną dawkę, tyle że zwykle robią to w koszmarnych warunkach, narażając się na dodatkowe, śmiertelne zagrożenie AIDS i różnymi zakażeniami od brudnych strzykawek i braku podstawowej higieny. Możemy odwracać od sprawy głowę, albo stosować kary, ale przez to nie pomożemy i sytuacji nie zmienimy.
Ośrodek Insite działa na zasadach eksperymentu, pilnie obserwowany przez naukowców. Nie stwierdzono, by zachęcał do narkomanii i powiększał liczbę uzależnionych. Dzięki niemu jednak uniknięto wielu tragedii, które rozgrywają się na co dzień na ulicach wielu kanadyjskich (i nie tylko) miast.
Nikt z twórców ośrodka nie jest zwolennikiem narkomanii. Ba, Insite jest blisko powiązany z ośrodkami odwykowymi, oferuje skierowania, porady i terapię, czyniąc wysiłki, by swoich klientów skierować na właściwą drogę.
Order of Canada, stworzony w roku 1967, roku stuletniej rocznicy powstania Konfederacji, obecnie przyznawany jest na trzech poziomach zasług - licząc od góry: Companion, Officer i Member, plus w wersji dla obcokrajowców zasłużonych dla Kanady (Honorary Companion, Honorary Officer i Honorary Member). Dotychczas nadano go prawie 5500 osobom. Order of Canada ma motto łacińskie "desiderantes meliorem patriam", czyli jest przyznawany osobom, które swoją działalnością chciały ulepszyć Kanadę.
Dr Morgentaler został nagrodzony orderem Kanady stopnia najniższego, czyli tzw. Member. I tu warto spojrzeć na to, za co przyznawane są poszczególne stopnie orderu. O ile pierwsze dwa nagradzają za zasługi dla Kanady lub ludzkości, o tyle trzeci - Member - przyznawany jest "za dorobek życia wypełnionego wyjątkową służbą na rzecz danej społeczności, grupy lub sfery działania." Trudno zaprzeczyć, że pod tym względem 85-letni dzisiaj dr Henry Morgentaler, polski Żyd, który przeżył Holocaust w obozach Dachau i Auschwitz, wielbiony przez jednych i znienawidzony przez innych, prześladowany i gnębiony za swoją medyczno-polityczną działalność w Kanadzie w sposób bezprecedensowy, spełnia te kryteria. Jego działalność faktycznie spowodowała gigantyczne zmiany w losie jednej z grup społeczeństwa - kobiet.
Ale jest też inny aspekt sprawy.
Uhonorowanie dr. Morgentalera Orderem Kanady wywołało ogromną burzę. Są nawet tacy, którzy zwracają na akt buntu i protestu własne odznaczenia. To święte ich prawo do wyrażania oburzenia. Dopóki nikt nikomu nie czyni krzywdy, protesty są w pełni uprawnione. Zresztą w obie strony. W 1970 roku 35 kobiet przykuło się łańcuchami do galerii w Izbie Gmin, dla wyrażenia poparcia dla kampanii dr. Morgentalera, paraliżując obrady posłów i doprowadzając do zamknięcia Parlamentu po raz pierwszy w historii Kanady.
Patrząc na sprawę z neutralnego punktu widzenia - starając się nie przyjmować pozycji ani zwolenników prawa do aborcji, ani przeciwników tegoż prawa - nie mogę pozbyć się myśli, że nadanie Orderu Kanady osobie, będącej symbolem tej ogromnej światopoglądowej kontrowersji, nie jest słuszne, a na pewno nie jest potrzebne.
Sądzę, że najwyższe odznaczenie Kanady powinno być przyznawane ludziom, którzy są uznawani dość powszechnie za zasłużonych - wynalazcom, działaczom społecznym, artystom, sportowcom, naukowcom, filantropom. Ich dokonania winny łączyć, a nie dzielić. Przyznanie tego orderu powinno być świętem dla większości obywateli przyznającego go kraju. W przypadku dr. Morgentalera takim świętem dla wielu z nich nie jest i po prostu być nie może. I dlatego szkoda, że podjęto tak kontrowersyjną decyzję.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.