Dziennik Polonii w Kanadzie    
Strona główna | POLONIUM | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 1 stycznia, 2013
 
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 

List oceaniczny - dodatek kulturalny

Teatr w kościele. Schola Teatru Wiejskiego Węgajty.
Marta Buszko
Jul 10, 2008
 > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Dodatek Kulturalny "Gazety" pod redakcją Joanny Sokołowskiej-Gwizdka, kwiecień, maj, czerwiec 2008, nr 64

Schola Teatru Wiejskiego „Węgajty”, fot. P. Otwinowski


Schola Teatru Wiejskiego „Węgajty”, fot. P. Otwinowski


„Totus mundus agit histrionem”. Ta inskrypcja z elżbietańskiego teatru The Globe idealnie wpisuje się w pewną tradycję myślenia, które łączy rzeczywistość sceny i dziejących się na niej zdarzeń fikcyjnych z życiem jak najbardziej rzeczywistym. Szukanie paraleli między życiem a teatrem zaowocowało metaforycznymi obrazami, w których jedne zjawiska interpretowane są poprzez drugie: człowiek, jego emocje i wyobrażenia wpisują się w domenę iluzji, mającą być istotą teatru.

Wydaje się, że najbardziej inspirujące w dziedzinie antropologii teatru są dokonania Jerzego Grotowskiego. Centralną kategorią, wokół której organizowały się doświadczenia teatralne zespołu Grotowskiego, był człowiek. Grotowski doszedł do wniosku, iż tak jak nasza cywilizacja, tak tworzony przez nią teatr cierpi na schizofrenię. Aby uzdrowić i kulturę, i teatr należy porzucić tradycyjny model spektaklu. Dlatego Grotowski zaprzestał wystawiania przedstawień. Nie używał powszechnie przyjętego nazewnictwa – aktor, widz, reżyser. Pragnął, by aktor nie przedstawiał, ale był. Grotowski kazał mu być przezroczystym. Uważał, że natura ludzka cechuje się jednością. W hipotezie tej zawiera się wiara, iż możemy dotrzeć do uniwersaliów naszej egzystencji, na które wpływu nie ma ani nasza kultura, ani psychologiczne uwarunkowania.

Według słów bliskiego współpracownika Grotowskiego, Ludwika Flaszena, przedstawienia teatralne Teatru Laboratorium zbliżały się do obrzędu inicjacyjnego lub misterium, wychodziły poza stylistykę i poetykę teatru „sensu stricto”. Otwierały bowiem takie płaszczyzny doświadczenia (religijnego, mistycznego, estetycznego), przy których oklaski zebranych były niepożądane. Dlatego Flaszen rozciąga definicję teatru wypracowaną przez Grotowskiego – „pełen guślarstwa obrzęd świętokradzki” – na wszystko, co robił on w teatrze.

Własną koncepcję antropologii teatru wypracował również jeden z uczniów Grotowskiego, Eugenio Barba. Ten Włoch, pracujący ze swym międzynarodowym zespołem w duńskim Holstebro, pobierał nauki w Polsce. Poszedł drogą Grotowskiego, jednakże na pytania, które stawiał jego mistrz udzielał innych odpowiedzi; jeden z najważniejszych aktorów Jerzego Grotowskiego, Włodzimierz Staniewski, w latach siedemdziesiątych związany z Teatrem Laboratorium, opuścił zespół i powołał do życia Ośrodek Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. Staniewski zaś rozumie teatr jako szansę na odzyskanie jedności. Konsekwencją takiego myślenia byłoby stworzenie misterium – modelu całościowego. W nim zamknięte byłyby przeżycia człowieka oraz obyczaje zawarte w rocznym cyklu i zmienne wraz z porami roku.

Niezwykle ciekawą – i podobną – drogą poszli twórcy Scholi Teatru Wiejskiego „Węgajty”. Myślę tu o dokonywanych przez zespół rekonstrukcjach dramatów liturgicznych.

Jest bardzo prawdopodobne, iż dramat liturgiczny (określany w średniowieczu mianem ordo, ludus, versus) pojawił się już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa w Jerozolimie. Miasto to, pamiętające ostatnie zdarzenia z życia Jezusa, naturalną koleją rzeczy było miejscem świetnie nadającym się do wspominania życia Jezusa i unaoczniania go. Dzięki pielgrzymom z Ziemi Świętej dramatyzowane sceny Ewangelii przeniesione zostały do całej chrześcijańskiej Europy.

Od X wieku inscenizacje wplecione w ramy liturgii zyskiwać zaczęły coraz większą popularność, szybko rozpowszechniały się i na długo wpisywały w kulturę religijną. Ich szczytowa forma przypada na przełom XII i XIII wieku. Dramat liturgiczny nie był nigdy obligatoryjną częścią liturgii chrześcijańskiej. Pojawił się jako dopełnienie, wzbogacenie i podkreślenie pewnych fragmentów obrzędu. W jego początkowej fazie aktorami byli kapłani, klerycy czy młodzi chłopcy za „schola cantorum”. Gestykulacja, mimika i pantomimika stanowiły uzupełnienie czy to śpiewanego, czy odczytywanego fragmentu tekstu. Kostiumem była alba lub szata liturgiczna, dekoracją – wnętrze kościoła, zaś rekwizytami – kadzidła, księgi liturgiczne, naczynia etc. W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że nabożeństwo w swojej strukturze zawiera wiele elementów teatralnych. Zapewne dzięki temu w jego ramach mógł rozwinąć się dramat liturgiczny. Począwszy od rozdziału przestrzeni typowej dla sytuacji przedstawiania, gdzie daje się zauważyć odłączenie wiernych od celebrujących. Liturgia, podobnie jak przedstawienie teatralne, otwiera uczestników na udział w odmiennej od codziennego doświadczenia rzeczywistości – teatr ewokuje światy fikcyjne, msza zaś wprowadza w plan zdarzeń historycznych oraz uświęconych. Zarówno w teatrze rytuału, jak i podczas widowiska teatralnego świadomi jesteśmy konwencji, w jakich są one utrzymane, posiadamy wiedzę na temat tego, co się zdarzy lub też co może się zdarzyć; mechanizm regulujący nasze zachowania jest dostępny – jest w pełni uświadamiany albo przeczuwany, dekodowany intuicyjnie. I liturgia, i spektakl operują odmiennym od codziennego gestem i słowem, które – poza funkcją komunikacyjną – wyposażone zostają w dodatkowe zadania.

Wreszcie, każdy spektakl, jak i każde nabożeństwo, wymaga od swojego celebransa kostiumu, stroju odbiegającego od norm rządzących odzieniem w momentach innych niż omawiane.
Z czasem wymogi stawiane dramatom liturgicznym ulegną złagodzeniu. Fabuła zostanie wzbogacona o scenki obyczajowe, prezentowane wydarzenia zostaną rozwinięte, pojawią się nowe postacie, miejsce strojów liturgicznych zajmą kostiumy świeckie, wydane zostaną pozwolenia na czynne uczestnictwo kobiet w dramatyzacjach, zaś w obrębie śpiewów liturgicznych pojawią się pieśni w językach narodowych.

Wszystko to spowoduje, że dramat liturgiczny stanie się coraz bardziej niezależny od rytu chrześcijańskiego. Do głosu dochodzić zaczynają bowiem jakości teatralne, estetyczne i artystyczne, które dominują nad przeżyciami stricte religijnymi. Kościół z czasem zauważył, iż dramatyzacje liturgiczne zbyt mocno wyemancypowały się, że ich funkcja religijna, ewokowania dodatkowych treści teologicznych, poszerzania kontekstów interpretacyjnych, wymyka się spod kontroli. Z tej racji w XVI wieku Sobór Trydencki wyrzuci dramat liturgiczny poza mury świątyni.

Można pokusić się o pytania, skąd takie właśnie zainteresowanie wśród artystów Teatru Wiejskiego „Węgajty”? Przerzucenie pomostu między kulturą ludową a tradycją średniowiecza może wydawać się ryzykowne, ale stanowić może także ciekawy efekt poznawczy. W sztuce średniowiecznej widać emocjonalne zaangażowanie jej twórców, dla których wielkie znaczenie miało oddanie w jak najlepszej formie określonej idei. Jednakże tym, co wzbudza wielką atencję w sztuce tradycyjnej – średniowiecznej i ludowej – jest modalność. Artysta posiada zbiór elementów, z których – znając zasady ich łączenia – może swobodnie tworzyć nowe jakości. Zupełnie jak osoba bawiąca się klockami Lego dysponuje mnóstwem odrębnych części, z których – komponując różne układy – tworzy nowe, niepowtarzalne konstrukcje.

To zaskakujące, do jak wielu różnorodnych tradycji sięga Schola. Zachowały się bractwa śpiewacze (konfraternie), początków tradycji których szuka się od XIV wieku. Do dziś działające konfraternie na Korsyce i Sardynii są podłączone do tego jakże starego nurtu muzyczno – religijnego. Podobne zjawiska, choć w bardziej szczątkowej formie, artyści odnaleźli również w Polsce, na Ukrainie, w Rosji. Dziadów czy lirników, wędrownych śpiewaków nabożnych pieśni, można odnaleźć jeszcze na Suwalszczyźnie, chociaż w latach 20. XX stalinowcy wymordowali tam 200 lirników. Inspirującym doświadczeniem są również działanie prowadzone przez Domy Tańca, a także ikonografią średniowieczną. Jednak tym, co wydaje się najbardziej zaskakujące jest fakt, że artyści wykorzystują w opracowaniu wystawienia dramatu liturgicznego tradycję teatru orientalnego.

Przyglądając się takiej działalności widać wyraźnie, że sens tracą rozróżnienia na kulturę wysoką i niską. Uświadamiamy sobie, że staruszka szepcząca różaniec w odległej wsi, teatr świątynny w Indiach, muzykujące bractwa na południu Europy i średniowieczne śpiewy religijne zawierają w sobie elementy, które łączą się ze sobą, pasują jak rozrzucone części układanki.

Schola Teatru Wiejskiego „Węgajty” jest niewątpliwie bardzo ciekawym zjawiskiem na polskiej scenie teatralnej. Niezwykłość tego zespołu polega nie tylko na tym, że próbuje on powrócić do momentu drugich narodzin teatru. Przekraczają granicę oddzielającą sztukę od obrzędu. Trudno przewidzieć, jak potoczą się losy Scholi. Miejmy nadzieję, że artyści nadal będą pracować nad rekonstrukcjami dramatów liturgicznych, a ich odbiór zatoczy szersze kręgi.

Schola Teatru Wiejskiego „Węgajty”, fot. P. Otwinowski


Joanna Sokolowska-Gwizdka  dodatek@jsokolowska.com   www.jsokolowska.com

© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adreslisty@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

List oceaniczny - dodatek kulturalny
"Macbeth" w mieście awangardy
Teatr w kościele. Schola Teatru Wiejskiego Węgajty.
Portugalia
Otwarte usta
Moje olśnienia Zbigniewem Herbertem
Trzysta lat mistyfikacji
Co nam zostało z dawnej spuścizny Jagiellonów?
Kuźnice, kuźnie, kowale
RODY POLSKIE. Tarnowscy z Dzikowa.
Powojenne losy rodu Tarnowskich