List oceaniczny - dodatek kulturalny
Kuźnice, kuźnie, kowale
Włodzimierz Wójcik
Jul 10, 2008 |
> Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem |
|
Z serii: ludzie, dzieła, krajobrazy
Dodatek Kulturalny "Gazety" pod redakcją Joanny Sokołowskiej-Gwizdka, kwiecień, maj, czerwiec 2008, nr 64
|
Kuźnie i krzątający się przy nich kowale od najwcześniejszych lat życia pociągały moją wyobraźnię. Ich obraz, formowany przez codzienne kontakty z ludźmi pochylającymi się nad kowadłem, nakładał mi się przez lata na obrazy malarskie, rysunki, rzeźby, dzieła literackie formujące ludzką cywilizację i kulturę od czasów najdawniejszych aż po współczesność. Nasz język codzienny jest dość bogato inkrustowany przysłowiami, porzekadłami, mądrościami zawierającymi rzeczownik „kowal”, czy „kowadło”. Często powiadamy, zwłaszcza „bliźnim”: „Każdy jest kowalem swego losu”. Na niesprawiedliwość losu skarżymy się słowami: „Cygan zawinił, a kowala powiesili”. Stan bezradności, trudną życiową sytuację, trudne położenie sygnalizujemy rozłożeniem rąk i narzekamy, że znaleźliśmy się po prostu „między młotem a kowadłem”. A gdy chcemy jakiemuś „fachowcowi” złośliwie przypiec, powiadamy, że to, co na nasze zamówienie wykonał jest to „kowalska robota”; to znaczy po prostu toporna, „od siekiery”.
Był czas, że w moim łagiskim pejzażu i w dalszej okolicy to pożyteczne rzemiosło przeżywało rozkwit. Wokół Czarnej Przemszy w Wojkowicach Kościelnych i w Warężynie przetapiano – znajdującą się tuż pod powierzchnią ziemi - rudę już od XVI i XVII wieku i surowiec przerabiano w „kuźnicach”. Udając się w latach czterdziestych na harcerskie biwaki, kierowaliśmy swe kroki właśnie do Kuźnicy Warężyńskiej, gdzie rzeczna woda była tak czysta, iż nadawała się do gotowania herbaty, grochówki, kapuśniaku. Po latach poznałem inne nazwy miejscowe: Kuźnica Białostocka, Kuźnia Nieborowska. Także słynne Kuźnice w Zakopanem. Są też w Polsce Kuźniczki. W latach szkolnych tajemniczo brzmiała mi w uchu „Kuźnica Kołłątajowska”. Zaś pojęcie „kuźnia kadr” z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych nie budziło i nie budzi nadal mojego zachwytu… Zachwyt budzi natomiast stukający w drzewa leśne, podobny do dzięcioła, maleńki ptaszek - kowalik.
Znałem wielu okolicznych kowali i wiele kuźni, ale dla mnie szczególnym blaskiem lśniła kuźnia Józefa i Stanisława Zimnych, znajdująca się na początku dzisiejszej ulicy Dąbrowskiej, blisko ulicy Pokoju. „Zimny” – jak się w skrócie mówiło – był ważnym punktem odniesienia przestrzennego. Długo żyło w ludzkiej pamięci pojęcie topograficzne: „koło Zimnego”; „dwa domy za Zimnym”; „obok Zimnego”. Co to za siła: popularność.
Pełno tam było furmanek z gospodarzami, żywo ze sobą rozmawiającymi, koni, które czekały na podkucie kopyt i leniwie wyjadały siano z worków osadzonych na dyszlu. To tam właśnie, patrząc na barwne sceny rodzajowe, przyswajałem sobie terminy: czeladnik, majster, terminator, miech, młot, warsztat, imadło, kowadło, dwuróg, kleszcze proste, kleszcze obuszne, punca i przecinak, gwoździownica.
Wyroby kowalskie, zwłaszcza dzieła płatnerzy, nie muszą oznaczać „bubli”. Wykopaliska świata antycznego przynoszą przedmioty legitymujące się urodą i maestrią wykonania. W polskiej mitologii narodowej mamy słynne grunwaldzkie miecze, racławickie kosy; takież kosy z Wesela Wyspiańskiego. Kowale i kowalstwo kojarzy nam się wielekroć z dziejami walk o Niepodległość. Artur Grottger w cyklu kartonów rysunkowych pod tytułem Polonia pomieścił obraz Kucie kos. Przedstawia on w centrum kowadło z rozżarzonym kawałkiem metalu, dwóch kowali z podniesionymi młotami oraz powstańców styczniowych, niecierpliwie czekających na kosy. Artysta po mistrzowsku operuje światłem. Wykuwane tu narzędzie walki zbrojnej emanują ostrym blaskiem, który łagodnie kładzie się na twarzach żołnierzy Romualda Traugutta.
Motyw kuźni i kowala pojawia się wielekroć w setkach utworów poetyckich tworzących literacką legendę Józefa Piłsudskiego. W wierszu Tadeusza Łopalewskiego pod tytułem Piłsudski (1928) czytamy między innymi:
W belwederskim ogrodzie wiatr wonny szeleści,
Mgła opada jak welon z świętego oblicza,
Z tych oczu już wyzbytych i łez i boleści,
Którymi go urzekła Pani tajemnicza.
Więc w kuźniach dzwonią młoty, pług zagony orze,
W przędzalniach przędą płótno błyskawiczne krosna,
Pan Marszałek swe okna na Polskę otworzył,
Uśmiecha się do dzieci i mówi: „Już wiosna”…
W okresie Młodej Polski obraz kuźni i postać kowala wielekroć włączano do refleksji o filozofii mocy, idącej z popularnych dzieł równie popularnego w licznych rozmowach salonowych i naukowych dyskusjach Fryderyka Nietzschego. Echa tych wszystkich dylematów można znaleźć między innym w twórczości Leopolda Staffa. Dla przykładu przywołajmy jego wiersz z tomu Sny o potędze (1903) pod znaczącym tytułem Kowal. Podmiot liryczny tego sonetu w formie metaforycznej relacjonuje:
„Całą bezkształtną masę kruszców drogocennych, / Które zaległy piersi mej głąb nieodgadłą, / Jak wulkan z swych otchłani wyrzucam bezdennych / I ciskam ją na twarde, stalowe kowadło.”
W ślad za tym swoistym poetyckim sprawozdaniem idzie rzeczowa informacja o celu, jaki chce się osiągnąć za cenę nadludzkiego wysiłku. Jest nim wykonanie „dzieła wielkiego”, wykonanie „pilne” – wykucie serca, które ma być „hartowne, mężne, serce dumne, silne”. Wszelkie „brakoróbstwo” – mówiąc dzisiejszym językiem - nie jest do przyjęcia. Serce wykute nie wedle marzeń zasługuje na CAŁKOWITE unicestwienie przez rozbicie:
„[…]lepiej giń, zmiażdżone cyklopowym razem, / Niżbyś żyć miało własną słabością przeklęte, / Rysą chorej niemocy skażone, pęknięte”.
Jednym słowem: wszystko, albo nic. Widać tu swoisty maksymalizm moralny przeciwstawiany tendencjom dekadenckim końca XIX wieku.
Trzeba wspomnieć, że w międzywojniu i w pierwszych latach po okupacji w wielu lepiej sytuowanych gospodarstwach istniały maleńkie kuźnie. Jedną z nich posiadał mój ojczym. Muszę przyznać, że godzinami przyglądałem się pracy kowalskiej. Nieco ją osobiście znałem, gdyż pod koniec lat czterdziestych XX wieku w Śląskich Technicznych Zakładach Naukowych przechodziłem w ramach praktyk stanowiska: tokarnia, frezarnia, stolarnia, także KUŹNIA. W tej katowickiej kuźni mniej już było tradycyjnych młotów, więcej nowoczesnych – pneumatycznych…
W formowaniu metalu na gorąco jest coś fascynującego. W czujących rękach kowala-fachowca metal daje się formować bez trudu w optymalnej temperaturze. W rękach kowala z bogatą wyobraźnią powstawały i powstają przepyszne metalowe dzieła sztuki. Wystarczy spacer po zakopiańskich Krupówkach w czasie wiosennych Wielkanocnych Świąt, aby nasycić wzrok góralską metaloplastyką. Przy grobie ukrzyżowanego Chrystusa pełnią wartę strażacy z masywnymi kutymi halabardami i zdobnymi toporkami. Na „zbójnickich” karczmach i zajazdach, zbudowanych z potężnych bali, pełno jest wykuwek z motywem szarotek, krokusów czy górskich ostów, nazywanych przez Marię Pawlikowską-Jasnorzewską „górskimi różami”… W takim czasie, w powiewie ciepłego wiatru od hal, nawet metalowy rozłożysty dziewięćsił pachnie wiosną.
Joanna Sokolowska-Gwizdka dodatek@jsokolowska.com www.jsokolowska.com
© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.
Powrót na początek strony
|