Wydawałoby się, że po siedmiu latach obcowania z niewidomymi można poznać dokładnie ich potrzeby i oczekiwania wobec ludzi widzących.
Musimy jednak pamiętać, że jest to grupa ludzi funkcjonująca na trochę innych zasadach. Ludzie, którzy mogą bardzo wiele, jednak nie zawsze jest to możliwe bez udziału nas - widzących. I to jest ta trudność, która stoi na przeszkodzie do pełnego poznania.
Ostatni rejs statkiem - prezentu Polonii Przyszłości dla dzieci z okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka - jest dobrym przykładem, jak można łączyć kilka spraw i wszyscy mogą być zadowoleni.
Z małymi trudnościami namówiłem niewidomą Jo-Ann, aby wzięła udział w rejsie, wraz ze swoim pieskiem przewodnikiem Armerem.
Po dotarciu z Jo-Ann do statku, musiałem zająć się (jako organizator) sprawami organizacyjnym, a w związku z tym, nie miałem czasu zająć się Jo-Ann.
Mając wyrzuty sumienia, że może będę ją trochę wykorzystywał, zapytałem nieśmiało, czy mogłaby mi pomóc w przygotowaniu jednej z zabaw dla dzieci.
Bardzo zdziwiona odpowiedziała, że tak, pytając jak to może zrobić?
Poprosiłem Ją o zrobienie 30 węzłów na linie, którą zamierzaliśmy użyć do konkursu przeciągania liny przez dzieci. Jo-Ann zabrała się ochoczo do tego dzieła (nie myślcie, że było to proste dla osoby niewidzącej) i lina z węzłami na czas była gotowa do użycia. Jo-Ann była mi bardzo wdzięczna za trzy rzeczy: po pierwsze, że potraktowałem ją jako pełnosprawną; po drugie, że mogła wziąć udział w przygotowaniach do zabawy; po trzecie, że nie nudziła się do momentu, aż przyszedł czas, kiedy mogła dzieciom zaprezentować jak jej piesek pracuje, oraz co (i kiedy) wolno, a czego nie wolno robić z pieskiem przewodnikiem. Dzieci naprawdę zadawały bardzo konkretne pytania i otrzymywały bardzo konkretne odpowiedzi, a Jo-Ann czuła się dowartościowana (nie zapomnę jak kiedyś mówiła mi, że jej rodzina nie pozwalała Jej brać niemowlaka na ręce, bo przecież jest niewidoma, a Ona czuła się z tym bardzo źle).
Na koniec tej części spotkania z Jo-Ann i jej pieskiem, nastąpiła krótka zabawa dzieciaków, ale dopiero po zdjęciu uprzęży, w którą ubrany jest pies-przewodnik, kiedy pracuje, czyli pomaga właścicielce. Jest to stała zasada, której trzeba przestrzegać, a Jo-Ann szczegółowo ją wyjaśniła i uzasadniła dzieciom sens tej zasady.
Było to bardzo pożyteczne i edukacyjne spotkanie. Było to również miłe przeżycie dla Jo-Ann. W drodze do domu Jo-Ann bardzo dziękowała mi za zaproszenie, twierdząc, że było to dla niej bardzo miłe przeżycie.
Tak przy okazji chciałbym również nadmienić, że licza ludzi niewidomych pochodzenia polskiego ciągle wzrasta. Tak jak na początku miałem trudności z odpowiedzią na pytanie: "a ilu jest niewidomych Polaków"; tak teraz mogę odpowiedzieć, że ciągle poznaję nowych ludzi, którzy przyznają się do Polskich korzeni.
Kilka dni temu w klubie rowerowym dla niewidomych TRAILBLAZERS, który ciągle odczuwa braki Kapitanów (to "kierowcy" na tandemach), było spotkanie zorganizowane w związku z "Orientation Sesion" dla nowych Kapitanów i nowych Stokers (osoba niewidoma). Mnie przypadła funkcja pokazania jazdy rowerowej Janet, która przyznała się, że choć trochę widzi, to od pięciu lat wzrok jej pogarsza się systematycznie i musi się pogodzić z faktem, że jest w sensie prawnym niewidoma.
W czasie jazdy po parku Janet przyznała, że co prawda, jej dziadkowie wyemigrowali do Kanady z Polski, to przyznaje się do Polskich korzeni.
Janet (choć już nie młodzieniaszek- spodziewa się właśnie w sierpniu wnuczka), zaczęła poszukiwać sposobu na życie i choć nigdy nie jeździła rowerem, zdecydowała się zrobić to teraz.
Na początku była dość zdenerwowana, ale jak okazało się, że to nie takie trudne, to bardzo rozluźniła się i stwierdziła, że to jest to co chce robić - jak tylko będzie miała Kapitana na przednim siodełku tandemu, bo ruch na świeżym powietrzu jeszcze nikomu nie zaszkodził, a Ona bardzo potrzebuje tego.
To jest właśnie odpowiedź na niejedno pytanie, czy w tym klubie są Polacy. Jeżeli dla niektórych jest to ważne, to odpowiadam, że są i oczekują pomocnej ręki od ludzi widzących i jeżdżących rowerem.
Jak już nie raz pisałem, pomoc w klubie jest oparta na całkowitej dowolności i nie ma żadnych żądań, czy regulaminów. Każdy może pomóc tyle na ile będzie Go stać.
Dla nas może to być niewiele, ale dla osoby niewidomej to jest bardzo dużo.
Leszek Kociuba
tel. 416-253-4412
Polonia Przyszłości
•••
Do Organiazatorów Rejsu-Prezentu dla Dzieci z organizacji Polonia Przyszłości
Bardzo dziękuję za znakomity Rejs dla dzieci, i nie tylko. Byłam na statku z moim synkiem i jego kolegą. Dzieciaki, zresztą wszystkie, bawiły się świetnie. Impreza była wspaniale zorganizowana, prowadzona z wielką sprawnością przez obie panie Małgorzatę Bonikowskaą i Marylę Bulzacką, a to co podobało się bardzo i mnie i innym rodzicom, to spotkanie z niewidomą panią i jej psem. To była dla dzieci (ale i dla mnie) znakomita lekcja o ludziach niewidomych. Polonia Przyszłości zawsze robi jakieśc iekawe, wartościowe i nietypowe imprezy i akcje - Uratować Życie, adoptowanie rodzin z dziećmi z Gruzj. Szkoda, że nie ma już 3 Maja na Roncesvalles. Wasza praca z ludźmi niepełnosprawnymi jest świetna! Uważam ten Rejs za bardzo wartościowy i ważny dzień dla mnie i dzieci. I tyle nagród!
Za rok przyjdziemy znowu -
Krystyna Jakubczak
PS Szkoda, że w programie Na Luzie nie pokazano więcej o pani niewidomej i psie.
•••
Szanowni Państwo,
Na stronie Gazety przeczytałam obszerny artykuł o "Maju nad Wilią", którego byłam uczestniczką. Wtedy napisałm wiersze o tematyce wileńskiej. W minioną sobotę otrzymałam za nie "Złotą Buławę Hetmańską" i I miejsce w XXI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim "O Buławę Hetmań-ską". Przesyłam je z nadzieją, że staną się załącznikiem do tego wspaniałego artykułu.
Serdecznie pozdrawiam
Janina Osewska
Augustów, Polska
10 czerwca 2008
Oto parę wierszy pani Osewskiej:
anioł budzi miasto
zanim nad miastem wstanie świt
w świecie aniołów słychać poruszenie -
anioł z Uzupis strzepnął złoty pył
światło jak włosy rozpuścił na ramiona domów
ciepłym oddechem z pogranicza pór
budzi miasto z jego marzeniami –
po rozespanym bruku lekko przemknął kot
zabrał ze sobą wszelkie nocne sprawy
i w koszu pieszczot teraz o nich śni
podczas gdy anioł razem z nami
obudzi miasto naszymi zdziwieniami
nim do kafejki "Przy Aniele"
ze wzgórza zejdą się poeci
a potem
anioł będzie śnił i modlił się za nimi
wileńskimi zaułkami spacer w deszczu
…a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
1Kor 13,2
ostatnie godziny z tobą ukochane miasto
spędzam na spacerze i w zaułkach twoich
podniesione minuty niżę jak różaniec
dla Ostrobramskiej Pani której światło źrenic
kamienicom policzki rumieni i wieże kościołów
łączy w wierze z błękitem nadziei
że człowiek mały może serce mieć wielkie
i jak Piłsudski dziękować za Wilno
które uczy jak je kochać trzeba
kiedy w ulewie u oblicza Pani
suchość usta pali modlitewnym ogniem
gdy o miłość błagam aby nie być niczym
Gratulujemy Pani nagrody i dziękujemy za wiersze. Życzymy dalszych sukcesów.
•••
W sprawie felietonu: Gdzie są granice manipulacji?
Małgorzaty P. Bonikowskiej
Witam.
Program, o którym Pani pisze, jest pierwszym z cyklu Jana Pospieszalskiego, który widziałem i, prawdę mówiąc, nie zauważyłem, aby zasadniczo różnił się od innych tego typu programów.
Oskarżenia o rzekomą manipulację ze strony Pana Pospieszalskiego wydają mi się niedorzeczne - czy ich powodem jest jedynie to, że autor programu reprezentuje odmienny światopogląd?
Czy to, że zaprosił ludzi prezentujących odmienne stanowiska (gdyby było inaczej to niby na czym miałaby polegać dyskusja? na bezmyślnym potakiwaniu i zgadzaniu się z każdym w każdej sytuacji?)? Wybór gości był obiektywny.
Pokazane materiały rzeczywiście były ekstremalne, ale ich wybór był słuszny. Za każdą ulotką, piosenką czy publikacją rządową wpisującą się w ten kontekst stoją decyzje polityków. Nie pojedyncze decyzje, ale takie, które są efektem długoterminowej strategii. Byłem tak samo zszokowany nimi jak Pani. Zastanawiam się, czy w Polsce nie zaczyna się przygotowywanie politycznego gruntu pod takie publikacje (polityka lewicy).
Nie podzielam Pani entuzjazmu słuchając wypowiedzi posłanki Seniszyn. Jeden argument na wszystko - brak wyedukowania. Trochę za mało, żeby traktować tę specjalistkę od żeglugi i konsumpcji w sprawach edukacji poważnie.
Rację mają ci, którzy stawiają na rodzinę. Ona przez wieki kształtowała światopogląd młodego człowieka i jakoś ludzkość się rozwijała. Zbędne były ulotki na temat "technik analno-oralnych", aby urodzić dziecko i dobrze je wychować. Tak samo zbędne są one dzisiaj; rozmnażamy się ciągle w ten sam sposób.
Ojciec i matka, którzy dali życie dziecku, mają prawo (nawet obowiązek) je wychowywać, bez względu na to, jakiej sfery życia to wychowanie dotyczy. Jeżeli uważają, że homoseksualizm jest zły, jeżeli chcą chronić dziecko przed tym, to mają do tego prawo. Tak samo mają prawo do protestu przeciw karmieniu dzieci w szkole wesołymi komiksami, które podświadomie oswajają z homoseksualizmem.
Jeżeli Pani się z tym nie zgadza i jako argument ponownie opisze swoje sąsiedztwo i nieporadne rodziny je zamieszkujące, to przestaje to być problem edukacji seksualnej w szkołach, a zaczyna być problem kryzysu rodziny.
Pozdrawiam.
Paweł Jabłoński
Dziękuję Panu za uwagi. Pozostanę przy swojej opinii, z szacunkiem wysłuchawszy Pańskiej. Moim zdaniem, pan Pospieszalski dość ostro forsuje swój światopogląd i przekonania, a przecież powinien być raczej mediatorem.
Manipulacja to dobór nie tylko gości, ale i materiałów, które ilustrują program. Niby ma do tego prawo - to jego autorski program. Ale nie znaczy to, że nie manipuluje.
Co do mojego warszawskiego sąsiedztwa na Wspólnej - trudno, takie było. Wiele mnie nauczyło - na przykład, że nie można zakładać, iż wszędzie jest normalnie. Nie, nie jest w wielu rodzinach (bo to przecież rodziny według definicji tradycyjnej).
Często słyszę w dyskusjach w polskiej TV takie opinie ludzi wykształconych, wyraźnie dbających o rozwój swoich dzieci, o harmonię w rodzinie, że wszyscy tak mają, że to przecież normalne. Jakże błędny to punkt widzenia! Znowu, vide moja dzielnica w centrum Warszawy.
Trzeba ludzi edukować, to bardzo ważne. Najlepiej od wczesnych lat.
Małgorzata P. Bonikowska
•••
PETYCJA
Sobota, 31 maja 2008
Muzeum Polskie w Rapperswilu zagrożone likwidacją
Założone przez Władysława Platera w 1870 roku Muzeum Polskie w Rapperswilu w Szwajcarii jest celem odwiedzin Polaków z całego świata. Mieszczą się tutaj cenne zbiory o charakterze kulturalno-historycznym. Tej zasłużonej placówce grozi likwidacja. Wejdź na tę stronę:
http://www.rapperswil-castle. com/polish/index.php --- http://wiadomosci.wp.pl/kat, 9913, wid,10007684,wiadomosc.html
i podpisz proszę.
http://www.muzeum-polskie.org/muzeum/galeria.htm
http://www.muzeum-polskie.org/muzeum/rapp-maps-pl.htm
http://www.muzeum-polskie.org/biblioteka/
http://www.muzeum-polskie.org/muzeum/rad-litwa-pl.htm
http://www.muzeum-polskie.org/muzeum/beauplan-pl.htm
http://www.muzeum-polskie.org/muzeum/w-18-21-pl.htm
•••
Pani Małgorzato,
Serdecznie Panią Redaktor pozdrawiam. Dawno nie kontaktowaliśmy się i dlatego pytam: co u Pani? Ja natomiast złożyłem w "Rytmie" tekst drugiej książki o Henryku Sławiku, którego tak wspaniale Pani promowała na łamach "Gazety", za co tylko mogę dziękować i dziękować.
Nowy "Sławik" ma następujące części:
1/ fragment listu córki Sławika jako wstęp-dedykacja;
2/ Posłaniec Pana Boga (inaczej ułożona i wzbogacona biografia H. Sławika);
3/ Życie po życiu (o tym, co wydarzyło się od ukazania się w 2003 roku "Polskiego Wallenberga", w tym i o Toronto, Ottawie i Montrealu);
4/ Sławik w mediach polskich i zagranicznych ( w tym i w "Gazecie");
5/ "Sprawiedliwi" z całego świata.
I to byłoby na tyle - ukłony -
Grzegorz Łubczyk
Szanowny Panie,
Niezwykle ucieszyła nas wiadomość, że będzie kolejna książka o Henryku Sławiku i jego życiu po życiu. Czekamy na nią z niecierpliwością. Gratulujemy!
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.