Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 16 maja, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




Historia mało znana

Jak ewakuowano Kuklińskich z Polski?
Jerzy Bukowski
May 16, 2008
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


To było równe 10 lat temu. W ostatni dzień swej pierwszej - od dramatycznej ewakuacji przez Amerykanów w listopadzie 1981 roku - wizyty w Polsce pułkownik Ryszard Kukliński jadł śniadanie w rządowym hotelu przy ulicy Parkowej w Warszawie.


Jako jego reprezentant prasowy towarzyszyłem mu w tym posiłku, ustalając szczegóły konferencji prasowej na lotnisku Okęcie, która miała nastąpić za kilka godzin.

Hotel usytuowany jest naprzeciw Ambasady Federacji Rosyjskiej (dawniej Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich), więc powiedziałem, odwołując się do tego faktu, że oto historia jego życia zatoczyła pełne koło.

- Dlaczego? - zapytał zdziwiony Kukliński.

- No bo przecież właśnie tuż po przyjęciu z okazji rocznicy rewolucji październikowej (a raczej bolszewickiego zamachu stanu) w sowieckiej ambasadzie zostałeś ewakuowany w listopadzie 1981 roku.

- Kto Ci to powiedział?

- Taka jest powszechna wiedza w tej sprawie w Polsce. Wyszedłeś z uroczystego bankietu i wsiadłeś do swojego służbowego samochodu, ale to był już podstawiony przez Amerykanów identyczny wóz, oczywiście z ich kierowcą.

- Poważnie? - roześmiał się pułkownik.

- A co było potem? Nieco speszony kontynuowałem:
- Przewieźli Cię w kartonowych pudłach, umieszczonych w bagażu dyplomatycznym przez granicę polsko-czechosłowacką, a potem czechosłowacko-austriacką i tak bezpiecznie trafiłeś do Wiednia. A co, nie było tak? Kukliński spoważniał.

- Wiesz co, niech taka wersja zostanie - powiedział.

- A nie jest prawdziwa? - drążyłem temat.

- Trochę prawdy w niej jest. Ale ewakuowali mnie Amerykanie i tylko oni są władni ujawnić całą prawdę w tej sprawie, czego dotychczas nie zrobili.

Ja byłem zaś tylko przedmiotem ich operacji, więc - jako zawodowy oficer - nie będę się na temat jej szczegółów wypowiadał. A nuż trzeba będzie jeszcze kiedyś użyć tego kanału przerzutowego? Po co go nieodwołalnie palić?

Ta rozmowa przypomniała mi się parę dni temu, kiedy przeczytałem w depeszy Polskiej Agencji Prasowej, że wdowa po zmarłym 4 lata temu pułkowniku, pani Joanna Kuklińska, powiedziała w trakcie uroczystości nadania przez prezesa Światowego Zwią-zku Żołnierzy Armii Krajowej Czesława Cywińskiego medalu Polskiego Państwa Podziemnego i AK jej oraz Lucille i Tomowi Ryanom: "Zajęło nam trzy dni, by zwieść agentów. Państwo Ryanowie przyjechali z Berlina, by nam pomóc. Wcześniej się nie kontaktowaliśmy".

Zapytana o konkrety, użyła niemal tych samych słów, które usłyszałem od jej śp. męża: "Być może w przyszłości to się jeszcze komuś przyda".

Przyznała jedynie, że w drodze na Zachód "wygodnie nie było", a później żyli w poczuciu ciągłego zagrożenia, kilkakrotnie zmieniając miejsca zamieszkania na terenie USA.

To ostatnie zdanie wywołało kolejne wspomnienie. Nie pamiętam już, czy w Krakowie, czy w Zakopanem, pułkownik powiedział mi w 1998 roku ze smutkiem w głosie: "Właśnie dowiedziałem się od żony, że lokalna gazeta, wychodząca w moim miasteczku, wydrukowała ogromny artykuł o mnie, dając na pierwszej stronie zdjęcie z komentarzem, że nikt w nim nie wiedział do tej pory, kogo ma za współmieszkańca".

- To świetnie, czyli że traktują Cię tam jako bohatera - ucieszyłem się.

"Nic nie rozumiesz. To znaczy, że będę się musiał znowu przeprowadzać. A już zasadziłem w ogrodzie moje ukochane drzewa".

Te częste przeprowadzki nie uchroniły jednak dwóch synów państwa Kuklińskich od tragicznej śmierci.

Pani Joanna (pułkownik nazywał ją zawsze Hanią) wyraziła podczas wspomnianej uroczystości wątpliwość, czy okoliczności ich śmierci zostaną kiedykolwiek wyjaśnione.

Ambasador USA w Warszawie Victor Ashe podkreślił natomiast, że pani Kuklińska zawsze wspierała męża i że ją również uważa za bohaterkę.

Podziękował też amerykańskim funkcjonariuszom tajnych służb za znakomite wykonanie trudnej operacji ewakuacji całej rodziny pułkownika.

"To był duży sukces, udało im się wyprowadzić w pole komunistycznych agentów, którzy deptali im po piętach. Dziś to może brzmieć jak anegdota, ale wtedy były ponure czasy" - powiedział Ashe.

Może to sympatyczne spotkanie, na którym przedstawiciel władz USA po raz kolejny podkreślił ogromne zasługi Kuklińskiego w walce z sowieckim imperium zła, przybliży dzień uhonorowania "pierwszego polskiego oficera w NATO" Orderem Orła Białego i awansem generalskim przez wyrażającego się o nim zawsze z najwyższym uznaniem oraz szacunkiem obecnego Prezydenta RP, o co od dawna zabiega wiele środowisk patriotycznych i organizacji kombatanckich.


© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



Historia mało znana
Projekcja filmu "Battle for Warsaw" w Mississaudze
Dinozaur wielkości kury
Pomnik za inwazję w Normandii
55. rocznica aresztowania prymasa Stefana Wyszyńskiego
400 lat temu polscy osadnicy przybyli do Ameryki!
Historia pewnych fotografii
Wyróżnieni uczestnicy strajków w 1988 r.
Nadzieja w sprawie Katynia?
Pięć wieków temu Luter zaprotestował
Rocznica powstania Polskiego Państwa Podziemnego